Upadłość spółki giełdowej to koszmar każdego inwestora. Tutaj nie pomoże analiza przychodów, zysków, ani wiedza o stanie gotówki. Każdą spółkę trzeba prześwietlić na okoliczność ewentualnych trudności, bo kryzys potęguje problemy do rozmiarów, które mogą przerosnąć możliwości organizacji. Upadłość zawsze wygląda tak samo: utrata płynności i trwała niezdolność do regulowania zobowiązań, bez szans na zasilenie gotówką. O ile jednak jej źródła mogą być bardzo różne, o tyle da się w pewnym stopniu sprowadzić wszystkie spółki (oprócz banków i funduszy) do wspólnego mianownika i porównać pod kątem stabilności. Służy do tego metodologia profesora E. Altmana, oparta o wskaźnik Z”-score i wynikający z niego rating.
Wskaźnik Altmana zbiera cztery parametry, uznane za najistotniejsze dla stabilności spółki: kapitał pracujący, zyski zatrzymane, zysk operacyjny i stopień pokrycia długu kapitałem własnym. Dlaczego akurat te? Z ponad czterdziestoletnich badań profesora nad upadłościami wynika, że właśnie one, zsumowane według wag dopasowanych w badaniach naukowych, wykazują największą korelację z odsetkiem upadłości w badanej grupie. Należy od razu zastrzec, że metoda ta bazuje na danych historycznych i analizie statystycznej, ale jak dotąd, sprawdza się w ponad 70 proc. przypadków. Aby jednak wiarygodnie zastosować wskaźnik Altmana, nie wystarczy dokonać kilku obliczeń i mieć gotowy wyrok. Potrzeba weryfikacji danych wejściowych, analizy zmian wskaźnika w czasie oraz analizy branży, w której działa spółka. Dopiero tak odrobiona lekcja pozwala na wyciąganie pierwszych ostrożnych wniosków.
W Polsce jedynym źródłem wskaźnika Altmana i ratingu jest serwis StockWatch.pl, który za darmo udostępnia rankingi stabilności oraz pozwala na ocenę trendów ratingu. Jak na razie z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym wykrył kłopoty Swarzędza, Sfinksa i Krosna (a wcześniej Toory), potwierdza też trudną sytuację Odlewni, ZNTK Łapy i niełatwą Dudy. Bardzo nisko oceniał większość banków i to na długo przed pojawieniem się kryzysu. Trzeba dodać, że wskaźnikiem Altmana próbują też sporadycznie posługiwać się firmy doradcze, lecz z powodu błędów w zastosowaniu metodologii, ich skuteczność jest dużo mniejsza. Narażają się też na problemy wizerunkowe, gdyż jako narażone na bankructwo wskazały np. w zeszłym roku takie spółki, które nie są w żaden sposób zagrożone. W razie wątpliwości – zapraszam do dyskusji.
Warto jeszcze powiedzieć o samym bankructwie. To słowo budzi zrozumiały lęk. W terminologii fachowej oznacza niezdolność do spłaty zadłużenia, czyli poważne trudności finansowe sprawiające, że firma w aktualnej postaci nie może dalej działać. Natomiast nie jest jednoznaczne z natychmiastowym końcem i likwidacją działalności. Co więcej, w wielu wypadkach z bankructwa udaje się wyjść poprzez układ, restrukturyzację, oraz oczywiście zmianę struktury właścicielskiej (wierzyciele obejmują akcje) i zarządczej (wierzyciele przejmują władzę). Spółki nie wyrzuca się ot tak do kosza. Wszystkim bez wyjątku zależy na jej przetrwaniu, gdyż tylko działając ma szansę oddać pożyczone pieniądze. Bankructwo to także, w jednym z wariantów, stan kontynuowania działalności pod ochroną przed wierzycielami. Trzeba o tym pamiętać mówiąc o bankructwach: profesjonalnie, a nie emocjonalnie, chociaż tego tematu nikt nie lubi.