Wyniki zakończonego kwartału były minorowe, z dużym udziałem złych wiadomości i tylko pojedynczymi radosnymi akordami. Kto twierdzi inaczej, ten nie czytał raportów, albo przeleciał je po łebkach i nie zadał sobie trudu analizy. Wiele spółek utraciło kilkadziesiąt procent wartości księgowej, a bardzo wiele wykazało straty bądź zyski dużo poniżej średniej. To bardzo ważne wiadomości dla inwestorów kierujących się analizą fundamentalną. Gorsze dane oznaczają niższe wyceny, które po IV kwartale – raportowanym kreatywnie i przesadnie optymistycznie – były zawyżone, wywołując wrażenie ogromnego niedowartościowania spółek. Ono oczywiście miało miejsce, ale nie aż takie jak wskazywały na to liczby. Dopiero świeżo wprowadzone i przeliczone wyniki pozwalają obejrzeć urealnione, czyli w większości obniżone wyceny.
Dlaczego jest nam to potrzebne? Inwestowanie w wartość, czy też we wzrost, tak jak jakakolwiek strategia oparta na fundamentach spółek, szuka wartości wewnętrznej akcji, to jest takiej ceny, jaka wynika z majątku spółki i jej zdolności do jego pomnażania. Zgodnie z twierdzeniem Benjamina Grahama, prekursora inwestowania fundamentalnego, kurs w trakcie zawirowań giełdowych oraz pod wpływem zmieniającego się sentymentu do akcji, odchyla się od -40% do +40% od wartości wewnętrznej akcji. Dlatego podstawową przesłanką dla rozpatrywania inwestycji w daną spółkę powinno być przekonanie o jej wartości. Ta kwota w przeliczeniu na jedną akcję, w odniesieniu do aktualnego kursu, może nam pomóc wybrać spółki, którymi się interesujemy, oraz odrzucić te, które są w obrocie znacznie powyżej tego, co sam uważamy za ich wartość.
Korzystając z opisanych wyżej modeli wycen, serwis StockWatch.pl dokonuje automatycznych przeliczeń, po czym odrzuca wartości „odstające” od typowych, wylicza średnią oraz teoretyczny przedział, w jakim mieści się wartość 1 akcji każdej ze spółek notowanych na rynku podstawowym GPW (dodatkowy warunek: co najmniej dwa lata po debiucie, dla zachowania porównywalności i spójności danych służących do wycen). Według stanu po zamknięciu sesji poniedziałkowej, statystyka wygląda następująco:
- Z 357 analizowanych spółek, 195 mieści się w przedziale +/- 40% od średniej wyceny. Są to w większości spółki stabilne, z niewielką liczbą takich, które mają problemy finansowe.
- 108 spółek jest niedowartościowanych, ale tylko 41 z nich wykazuje stabilny rating finansowy, zaś aż 36 jest w strefie zagrożonej. To znaczy, że rynek dyskontuje spadkiem kursu to, czego jeszcze nie widać na sprawozdaniach, szczególnie w wypadku tych spółek, które niedawno wpadły w kłopoty, ale jeszcze mają niezłe dane, z których powstaje wycena. To pozorne przewartościowanie zniknie w kolejnych kwartałach, o ile nie poprawią się wyniki.
- Tylko 54 spółki są przewartościowane, a z nich 24 mają wzorową stabilność i rynek po prostu płaci premię za dobrą sytuację i jeszcze lepszą przyszłość, jaką dla nich przewiduje. Pozostałe to najczęściej te spółki, które tak szybko wpadły w kłopoty, że rynek nie zdążył skorygować kursu lub czeka na potwierdzenie niekorzystnej sytuacji, lub też spodziewane są duże zyski (na przykład z odszkodowań), których póki co próżno szukać w danych fundamentalnych.
Kierując się fundamentami, nie powinniśmy bezkrytycznie przyjmować żadnej z wycen, natomiast oprócz dobrego poznania spółki, równie ważna jest analiza perspektyw branży, w której działa, a także zagrożeń, które mogą w krótkim czasie spowodować duży spadek wartości. Podsumowując, na GPW ciągle są okazje, choć już nie tak ewidentne jak w styczniu czy lutym. Dalsze wzrosty będą powodować powolne przewartościowywanie, które mogą skorygować dopiero dużo lepsze wyniki finansowe. Następna runda za 3 miesiące.