
StockWatch.pl: Słyszymy, że celem spółki są przenosiny na główny parkiet oraz emisja akcji. Na jakim etapie realizacji są te plany?
Marek Montoya: Bardzo chcielibyśmy aby Tele-Polska Holding zadebiutowała na głównym parkiecie pod koniec pierwszego kwartału 2011 r. Dopuszczamy niewielkie opóźnienie. Jeśli ono nastąpi będzie wynikać z przyczyn niezależnych, na przykład, z powodu osłabienia koniunktury. W takiej sytuacji nieduże przesunięcia czasowe mogą okazać się uzasadnione i korzystne. W tej chwili jesteśmy na etapie wyboru domu maklerskiego. Pozostali partnerzy są nam już znani, jednakże kropkę nad i postawi wybrane przez nas biuro maklerskie. Zależy nam na sprawnej współpracy między tymi podmiotami. Z perspektywy samej spółki, można powiedzieć, że część prac związanych z wymogami np. prospektu emisyjnego została już wykonana przy okazji debiutu na rynku NewConnect, co do pozostałych, już rozpoczęliśmy nad nimi pracę.
Jaki jest cel pozyskania środków z nowej emisji?
Odpowiedź jest tyleż banalna co prawdziwa. Aby zdynamizować rozwój spółki. Zasadnicze kierunki inwestycyjne są dwa – infrastruktura oraz akwizycje. Grupa kapitałowa Tele-Polska Holding S.A. jest skuteczna w zakresie sprzedaży, jak również posiada konkurencyjną ofertę. Jednakże na dziś, jej słabością jest niewystarczające zaplecze infrastrukturalne, co również przekłada się na osiągane marże. Przemyślane inwestycje pozwolą na istotną poprawę wyników w dającej się przewidzieć przyszłości oraz wpłyną na osiąganą przewagę konkurencyjną.
Co do akwizycji natomiast, zdajemy sobie sprawę, że choć do kilku największych graczy nam daleko, to jednak za nami pozostaje cała masa małych i średnich podmiotów. Spośród nich wiele pasowałoby do naszej strategii i uzupełniało grupę kapitałową TPH zarówno w zakresie oferty, jak i portfolio klientów. Dodatkowo oczywiście, nie bez znaczenia pozostaje efekt skali. Umożliwia nam optymalizację kosztów, a jednocześnie pozwala agresywniej walczyć o udział w rynku.
Mówiąc o przejęciach, bardziej myślicie o konkurentach firmy czy spółkach, które ewentualnie uzupełniłyby Waszą ofertę?
Zasadniczo każda spółka telekomunikacyjna adresująca swoje usługi do tego samego klienta co grupa kapitałowa TPH, jest postrzegana przez nas jako konkurent. Jednakże na nasze uczestnictwo w konsolidacji rynku patrzymy nie tyle z perspektywy rywalizacji z innymi, ile tworzenia wartości dla akcjonariuszy. W kręgu naszego zainteresowania są wszystkie podmioty, które mogą uzupełnić naszą ofertę o nowe usługi, pozwolić nam na obecność w nowym dla nas segmencie rynku lub wzmocnić naszą na nim obecność, zwiększyć zasięg naszej działalności, pozwolić na istotną optymalizację kosztów itd. Jeśli oznacza to przejęcie konkurenta, to czemu nie?
Diabeł jednak tkwi w szczegółach, a przede wszystkim w rachunku ekonomicznym. Nie interesują nas bowiem nierentowne przedsięwzięcia, jak również sceptycznie spoglądamy na propozycje inwestycji w niesprawdzone i trudne do przeliczenia biznesy. Choć do rentownej spółki np. z problemem płynności finansowej, który możemy rozwiązać w krótkim terminie, przy korzystnej wycenie, chętnie wyciągniemy rękę…

Firma podaje coraz lepsze wyniki finansowe. Jak Pan skomentuje pierwszy kwartał oraz czego można spodziewać się w kolejnych raportach kwartalnych?
W naszej spółce zachodzą głębokie zmiany, a wiele zaszłości jest systematycznie porządkowanych. Efekty widać. Trudno nawet porównywać dzisiejszą grupę kapitałową TPH z organizacją, która funkcjonowała choćby dwa lata temu. Wyniki pierwszego kwartału świetnie obrazują tą zmianę. Spółka nie podaje prognoz, choć zamierzamy to uczynić w drugiej połowie roku. Na dziś mogę powiedzieć, że chcąc zadebiutować na głównym parkiecie, musimy pokazać istotną poprawę wyników. Wierzę, że tak się stanie. Chciałbym w tym miejscu także zwrócić uwagę na bardzo ważną z naszego punktu widzenia kwestię. Otóż dla nas, zarządu, najważniejszym punktem odniesienia naszej pracy i wysiłków jest EBITDA. W mojej opinii zwłaszcza w kontekście naszej działalności jest on najbardziej miarodajnym wskaźnikiem. Inwestorzy branżowi oraz wielu instytucjonalnych doskonale to rozumieją. Nieco inaczej jest w przypadku inwestorów indywidualnych. Szkoda, bo w takiej sytuacji zadowolenie ich oznacza dodatkowe obciążenie dla spółki, czyli większy podatek do odprowadzenia. Myślę, że rozwijanie tego wątku nie ma sensu, kiedy przypomnimy sobie nasze emocje gdy w kwietniu przychodzi nam do rozliczania się z fiskusem.
Jakie są cele strategiczne TPH na najbliższe kilka kwartałów?
Wzmocnienie części detalicznej naszego biznesu - może to także oznaczać akwizycje - implementacja nowych rozwiązań w części hurtowej, podniesienie jakości świadczonych usług, zaplanowanie inwestycji oraz przygotowanie samej organizacji do ich realizacji, praca nad debiutem na parkiecie głównym GPW. Po drodze mamy jeszcze kilka mniejszych wyzwań, z którymi zamierzamy się uporać do końca tego roku. Na przykład przygotowanie programu motywacyjnego dla kluczowych pracowników grupy kapitałowej TPH.
Na rynek NewConnect weszliście w grudniu ubiegłego roku. Jak dzisiaj można ocenić tą decyzję z perspektywy minionych kilku miesięcy?
Błogosławieństwo. Wprawdzie niektórzy z menedżerów grupy kapitałowej TPH mieli okazję pracować w spółkach giełdowych oraz być blisko rynku kapitałowego, to jednak dla całej organizacji, jest to nowe doświadczenie i okoliczności w których musi ona funkcjonować. Przedsiębiorstwo zaczyna żyć cyklem kwartalnym, obowiązki informacyjne wymuszają lepszy przepływ informacji, ciążąca na spółce odpowiedzialność skłania do szybszej i skuteczniejszej egzekucji obowiązków i osiągania zaplanowanych wyników.
Obecność na rynku daje czas i przedsmak tego, co czeka spółkę na głównym parkiecie. Umożliwia lepsze przygotowanie do tego wyzwania, daje czas oswoić się załodze także z nowym podejściem do biznesu, w którym mocno akcentowana jest wartość dla akcjonariuszy. Nie bez znaczenia jest także efekt bycia spółką publiczną jako bardziej wiarygodnego partnera biznesowego, co niewątpliwie przekłada się na morale pracowników, zwłaszcza w komórkach sprzedażowych. Interakcja z rynkiem kapitałowym i inwestorami, urealnia także wiele planów i uczy sprawnego dialogu z inwestorami oraz lepsze zrozumienie ich oczekiwań. Są organizacje, które nie potrzebują takiej lekcji, myślę jednak, że jest to mały odsetek przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę koszty, pozyskany kapitał oraz szereg mniej mierzalnych korzyści, bezdyskusyjnie uznajemy, że w naszym wypadku była to decyzja słuszna i dobra.
Co Pan sądzi o samym rynku NewConnect? Czy rzeczywiście spełnia on pokładane w nim nadzieje?
Mimo wielu sceptykom, którzy wróżyli rychłą porażkę, NewConnect choć wystartował w niesprzyjającym momencie rozwinął się, dojrzał i odniósł sukces. Mimo pewnych trudności i wpadek, ma się dobrze i chyba nikt nie wątpi już, że była to inicjatywa słuszna i potrzebna. Co bardzo ważne, zarząd giełdy naprawdę dba o ten rynek. Przejawia się to szybką reakcją na te wydarzenia, które zostaną uznane za ewidentne nieprawidłowości lub niedociągnięcia. Przede wszystkim jednak, rynek alternatywny spełnia swoją rolę. Przyciąga i pozwala na pozyskanie kapitału małym i średnim przedsiębiorstwom. Jednocześnie stanowi doskonały przedsionek w drodze na parkiet główny. Nadal jednak pewną jego słabością jest wciąż niezbyt duża liczb inwestorów instytucjonalnych obecnych na tym rynku. To się wprawdzie zmienia, ale proces zachodzi zbyt wolno, a spółek przybywa. W dodatku liczba inwestorów i ich zasoby są ograniczone, a liczba notowanych podmiotów i nowych debiutantów, jako całość generuje już całkiem dużo informacji co sprawia, że inwestorzy muszą być bardziej selektywni.
Rynek NewConnect w porównaniu do dużej giełdy jest jednak – jeśli mogę tak powiedzieć - rynkiem trochę bardziej dla spółek niż dla inwestorów. To dobrze, bo jeśli adresatami tego rynku są spółki małe i średnie, ich niedoświadczenie i skromne zasoby w relacji z rynkiem kapitałowym, wspierają nieco bardziej korzystne dla nich regulacje tego rynku. Wbrew pozorom alternatywny system obrotu nie jest polem na którym działają niedoświadczeni inwestorzy. Ograniczone obowiązki informacyjne, niska płynność akcji, duże wahania kursów to raczej teren dla spekulantów z natury rzeczy dobrze rozumiejących mechanizmy rynkowe i niuanse inwestycji giełdowych, jak również inwestorów, którzy potrafią zrozumieć biznes spółek i na podstawie analizy fundamentalnej zainwestować kapitał długoterminowo. Larum podnoszą ci niedoświadczeni, którzy spróbowali swoich sił w nadziei na łatwy zarobek i ponieśli porażkę. Owszem, zdarzają się spółki, które nie są do końca w porządku wobec inwestorów, należą one jednak do zdecydowanej mniejszości.
A czy poleciłbym ten rynek innym małym i średnim spółkom? Oczywiście - tak.