Spółki coraz chętniej rozważają Catalyst jako źródło pozyskania gotówki z obligacji zamiast przeprowadzania emisji akcji. Na rynek obligacji wiodą dwie ścieżki: oferta publiczna lub niepubliczna. Każda z nich ma wady i zalety, które trzeba wziąć pod uwagę rozważając inwestycję.
Dla emitenta oferta prywatna jest tańsza i prostsza do przeprowadzenia, lecz trudniejsza do uplasowania. Od strony formalnej różnica polega na ustawowym ograniczeniu liczby osób, do których można skierować ofertę. Decydując się na ofertę niepubliczną, spółka może zwrócić się do nie więcej niż 99 osób, stąd też zwykle ustala minimalną wartość zapisu, żeby cały proces miał sens ekonomiczny. Naruszenie tej granicy grozi poważnymi konsekwencjami. Oferta kierowana do 100 osób i więcej (bez górnej granicy) ma już zasady oferty publicznej i rządzi się innymi prawami.
Oferta publiczna, taka jak miała miejsce w wypadku obligacji GPW, może być promowana na dowolną skalę w mediach, a dostęp do informacji o niej jest stosunkowo prosty. Emitent obowiązkowo zawiera z domem maklerskim umowę oraz sporządza prospekt emisyjny bądź dokument informacyjny, który podlega zatwierdzeniu przez KNF. Ta ścieżka wymaga czasu i rodzi koszty związane z wynajęciem szeregu podwykonawców.
Dużo tańszym wyjściem jest oferta niepubliczna. Kierowanie oferty do wąskiej grupy, nie przekraczającej 99 inwestorów znacznie upraszcza emitentowi sprawę i przyspiesza proces emisji. Zamiast prospektu emisyjnego sporządza się jedynie Warunki Emisji opracowane zgodnie z ustawą o obligacjach i udostępnia je konkretnym inwestorom, którzy są rejestrowani. Taki dokument nie musi być zatwierdzany przez KNF. Udział w ofercie niepublicznej odbywa się bez pośrednictwa domu maklerskiego: osoba zdecydowana na nabycie obligacji składa oświadczenie woli oraz wpłaca pieniądze na wskazany rachunek subskrypcyjny.
Zestawienie cech ofert publicznych i niepublicznych
Źródło: Opracowanie własne na podstawie Przewodnika dla potencjalnych emitentów GPW Catalyst
Wybór ścieżki wprowadzenia obligacji na Catalyst należy do emitenta. Praktyka pokazuje, że niższe koszty oraz szybki przebieg całego procesu są na tyle kuszące, że zdecydowanie częściej przeprowadzane są emisje niepubliczne. Niestety, dla inwestora indywidualnego większość takich ofert jest nieatrakcyjna. Przede wszystkim utrudniony jest dostęp do informacji o ofercie, nawet o fakcie trwania zapisów. Chętni muszą samodzielnie zasięgać języka u Autoryzowanych Doradców i we własnym zakresie analizować oferty. Doradcy często wykorzystują brak jednoznacznych przepisów i żonglują informacjami. Czasem szczegóły zdradzane są tylko wybrańcom, podczas gdy do szerszego grona trafiają tylko informacje ogólne. Uproszczone wymogi informacyjne dotyczące warunków emisji w ofercie prywatnej utrudniają też inwestorowi ocenę ryzyka inwestycyjnego, o czym doradcy często informują tylko zdawkowo, bo zależy im na uplasowaniu emisji.
>> Bieżące informacje z rynku obligacji przekazujemy na dedykowanej podstronie w StockWatch.pl
To nie koniec niedogodności. Ograniczenie liczby nabywców przekłada się na wysokie progi wejścia, sięgające nierzadko 100 tys. zł, a czasami przekraczające nawet 200 tys. zł wkładu minimalnego na osobę. Dla wielu jest to bariera nie do pokonania. Jeżeli jednak zdecydujemy się na inwestycję, przykra niespodzianka może nas spotkać w momencie wcześniejszego wyjścia. W wielu wypadkach, przy niemal zerowej płynności na rynku, odsprzedanie obligacji bezpośrednio na Catalyst może być długotrwałe, a nawet czasami wręcz niemożliwe.
Nie dziwi więc fakt, że oferta publiczna jest dla inwestorów indywidualnych atrakcyjniejszym rozwiązaniem. Wśród nielicznych spółek, które do tej pory zdecydowały się na szeroko zakrojoną emisję w drodze oferty publicznej jest PCC Rokita, gdzie minimalny zapis ustalono na zaledwie 100 zł. Być może ciepłe przyjęcie oferty GPW skłoni kolejnych emitentów do wejścia na Catalyst drogą oferty publicznej.
>> Inwestorzy indywidualni licznie odpowiedzieli na ofertę obligacji GPW.
Kamil Gemra