pixelg
Forum StockWatch.pl
AD.bx ad0a2
AD.bx ad0b
Witamy Gościa Szukaj | Popularne Wątki | Użytkownicy | Zaloguj | Zarejestruj

lesgs

lesgs

Ostatnie 10 wpisów
Trochę na ten temat napisałem na wątku CDR, i nie powtórzę tego.

Nie mniej, hossa jest naprawdę baaardzo stara. Pomijając czkawkę w Marcu 2020 r. doszliśmy do poziomów dość ekstremalnych. Rynek jest silnie wykupiony, a lokomotywy takie jak AAPL, AMZN, Facebook, Google, Microsoft to szczyt tej piramidy. To wcale nie znaczy, że nie będzie dalej rosnąć, ale dalsze wzrosty wymagają korekty. Ta najskromniejsza 5% od szczytu to spadki S&P500 do poziomu ok. 3670, czyli 200 pkt. To wystarczy by nie jeden inwestor został wyrzucony z rynku i kasy. Tak to jest, jeżeli rynki są bardzo wysoko.

W USA rynek jest wszystkim i wszelkie nadwyżki (w tym darmowe czeki i bonusy) idą w giełdę. Dlatego nie ma inflacji.

Na pewno nie jestem taki mądry jak FED, ale licznie w USA inflacji bez uwzględnienia giełdy jest chowaniem głowy w piasek i twierdzeniem, ze stare zasady i teorie już nie stosują się do sytuacji z dnia dzisiejszego. Za każdym razem, gdy tak twierdzono, rynek USA nagle budził się z ręką w nocniku. Tak będzie i teraz. Tylko - nie wiadomo kiedy.

Rynki są odporne na wszelkie zmiany - to wnioski niejednego specjalisty od AT i zarządzających funduszami. "The trend is your friend to the very end" itp. W świecie realnym istnieje reguła przekory (jest to prawo fizyki Le Chateliera-Brauna - jedna z podstawowych reguł dotyczących równowag dynamicznych, mówiąca, że układ, na który działa jakiś bodziec, odpowiada w taki sposób aby przeciwdziałać bodźcowi). Żarówka w chwili wyłączenia stawia opór i rozjaśnia się w ostatniej chwili (często wtedy ulega zniszczeniu) ale - w końcu gaśnie. Reguła ta działa do czasu - dlatego to, co następuje później nazywamy krachem. Jest gwałtowny i krótkotrwały.

Tylko, nie wiemy kiedy nastąpi. Ja bym uważał na rynek w USA. Jeżeli korekta na S&P się pogłębi do ok. 10% (400 pkt.!!!) ulegnie zachwianiu dynamika rynku i przyszłość stanie się mocno niepewna.

Inaczej niż wyżej wymienieni dyskutanci, uważam poziomy 1300-1400 za bardzo realne; może nawet za 3-4 miesiące.

W dniu dzisiejszym obróciło się 6 Mln akcji. W ciągu ostatnich 3 dni >10 Mln. Oczywiście, pozycje krótkie i akcje pożyczone odgrywają tu pewną rolę, ale przede wszystkim widać poważne przegrupowanie portfeli.

Nie wiemy, kto sprzedaje i kto kupuje. Ale, dojście do poziomu 320-350 zł z takimi obrotami może wskazywać, że w tych okolicach może nastąpić stabilizacja ceny. Alternatywą może być ogólny szał na spółkach gamingowych, ale to by wskazywało na łabędzi śpiew hossy w tym segmencie i w jakimś stopniu także na całym rynku (dla mnie ostatnią fazą hossy jest wzrost cen akcji walorów najbardziej spekulacyjnych - a spółki z segmentu gier do nich należą - kiedyś była to biotechnologia, a wcześniej spółki internetowe). To by oznaczało też nabieranie akcjonariuszy na fałszywy ruch wzrostowy.. Oczywiście nie uwzględniam w tym naturalnych ruchów całego rynku. To nie zmienia faktu, że CDR jest mocno przewartościowana - patrz chociażby wszystkie wskaźniki analityczne na Stockwatch.

Generalnie proszę zauważyć jak zmienia się sytuacja u nas. W ostatnim okresie miały miejsce dwa silne - nieuzasadnione fundamentalnie - jednodniowe wzrosty po których natychmiast pojawiły się spadki. Przełamane zostało na razie pierwsze wsparcie (ok. 1930 na W20). Dzisiejszy odwrót może być fałszywym wybiciem, a to jest jeden z najlepszych wskaźników do gry na AT. Rośnie zmienność w USA, a chwilowy spadek dwa dni temu na SP500 (wyjście dużego gracza ze spadkiem 50 pkt odrabianym przez resztę dnia) został dzisiaj potwierdzony 3% spadkiem rynku. To jeszcze nie oznacza bessy (pierwsze ważne wsparcia na S&P są znacznie niżej), ale może skłaniać inwestorów z zagranicy do redukcji pozycji na mniej płynnych rynkach takich jak GPW.

To może rzutować na kurs CDR niezależnie od tego, jakie opinie są na temat samej gry. Obrót 6 Mln akcji wartości ok. $80-90, każda to jednak co najwyżej dolna granica płynności waloru dla dużych graczy międzynarodowych.

Nie prognozuję, ale przebicie poziomu 350 zł może być trudne, a zakres 320-250 nagle zaczął mi się podobać jako średnio-terminowa konsolidacja. Nawet AT nie może wskazać co będzie po tym średnim terminie (czyi za np. miesiąc). Tu mogą decydować dane o sprzedaży CP77 i kosztach patchów i innych działań.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Jak wiadomo, prawdy są różne (zdaje się, że trzy). Każdy, w tym i sami twórcy gry, wybiera z tego to, co mu najbardziej pasuje. Tak tez robią krytycy. Czym innym jest ocena gry, a czym innym inwestycja w jej producenta.

Problem chyba polega na tym, że wielu dyskutantów swoje decyzje inwestycyjne oparło na doświadczeniach z grami komputerowymi, a nie na doświadczeniach w świecie finansów. Gra na giełdzie nie należy do świata gier komputerowych, lecz do świata finansów i w końcu trzeba zdać sobie z tego sprawę. Nawet najwspanialsza gra jest niczym wobec realiów świata rzeczywistego.

Ceny CDR rosły jak na drożdżach przed premierą, bo gracze w gry komputerowe uważali grę za coś niezrównanego. Wystarczy sięgnąć do wątków dyskusji z lat 2019-2020 by się samemu przekonać. Wtedy też dominowały opnie, że dzięki wspaniałości tej gry jedynie kwestią czasu jest osiągnięcie przez CDR pułapu 500-600 zł. Nieważne, że w ten sposób dzięki tej jednej grze CDR stałoby się najbardziej wartościowym kapitałowo walorem na GPW, o wycenie wyższej niż takie PEO, PKO, KGH, PKN … To był optymizm graczy komputerowych, a nie świata finansowego.

Teraz nie wystarczy, że gra przyniesie zyski (bo przyniesie) i, że w przyszłości z tego tytułu będą dywidendy. Gracze komputerowi się rozczarowali i jako inwestorzy chcą jeszcze odczarować rzeczywistość – tak jak to można zrobić w grze komputerowej. Świat finansów jest inny. Czekał na tą chwilę i oblicza obecnie jaki kurs będzie realny w świetle zysków, jakie gra przyniesie w dłuższym terminie. Dopóki trwa gra na krótko, dopóty ta wycena jest za wysoka. Jak zniknie ta forma spekulacji, cena osiągnie pewną równowagę i jej dalsze zmiany będą antycypować potencjał rentowności inwestycji.

Tu sytuacja jest o wiele trudniejsza. Gra ma wiele błędów i nawet ich usunięcie może nie przywrócić wiary dotychczasowych nabywców tak, by chcieli dalej inwestować w jakieś dodatki, gadżety, nowe wersje. itp. Jak też wcześniej pisałem, jej scenariusz nie stanowi dzieła tak oryginalnego i urzekającego jak Wiedźmin. Adresowany jest też do dość specyficznej społeczności graczy, dla której dostępnych jest wiele podobnych produktów. Sądząc po wyżej cytowanym filmie, elementy scenariusza wręcz przypominają inne gry (np. Grant Theft, …). Oryginalnością więc CP77 świata nie zawojuje. Widać, że jakością także nie. Dlatego jestem skłonny przypuszczać, że gra w dłuższym terminie przyniesie ŚREDNIE zyski, i będzie ŚREDNIO popularna. Jej pozycja na rynku będzie ŚREDNIA i trwałość jej popularności nie przekroczy PRZECIĘTNEJ. Sytuację będzie pogarszać powstałe negatywne nastawienie rynku i grożące pozwy (nie przeceniałbym tego zbytnio). Może się okazać, że grożące pozwy przyniosą więcej szkody naganiaczowi, jakim był Morgan Stanley chyba, że miał jakieś specjalne układy z CDR.

AT będzie jak zwykle wspomagać decyzje inwestycyjne i wskaże możliwe graniczne punkty przesilenia kursu, ale notowania w średnim terminie będą bardziej zdeterminowane wyżej wskazanymi czynnikami. Wszelkie łaty i wersje będą tylko na chwilę poodbijać kurs – tu wcale nie chodzi o grę – tu chodzi o jej aspekty finansowe.

Jeżeli dane są chwilowe, dlaczego wybrano do pokazania właśnie taką chwilę? Jak chwila byłaby najbardziej charakterystyczna i nie powodowała uprzedzeń odbiorcy? Inaczej takie dane nie mają żadnej wartości. Proszę o uzasadnienie albo rezygnację z podawania takich informacji.

Co oznaczają te liczby? Czy są to dane chwilowe, z przedziału czasu, historyczne?

Dla mnie, hossa trwa dotąd, dopóki znajdują się kupcy na walory. Nieważne są C/Z, C/WK i inne charakterystyczne wskaźniki. Koniec nastąpi dopiero jak zabraknie chętnych do kupna. Na rynek, przede wszystkim w związku z pandemią, napłynął olbrzymi świeży kapitał. To właśnie ten kapitał wspiera obecne, trwające rekordowo długo wzrosty. To wynik niepojętego osłabiania walut i obniżania stóp procentowych. Psychologicznie - to także potrzeba zajęcia się czymś w warunkach braku pracy, i pomysłów na zyski.

Dla mnie oznacza to także, że hossa skończy się, gdy zmienią się warunki otoczenia. Gdy zakończą się restrykcje, a forsa przestanie być zrzucana, wystąpi potrzeba odzyskania zainwestowanych pieniędzy i przeznaczenia ich na inne cele, w tym także na przeżycie. Dla mnie to wariant podstawowy rozwoju wypadków, ale to zapewne to tylko jeden z możliwych wariantów, bo nie wątpię, że różne FEDy i temu podobne już o tym myślą będą chciały temu zapobiec.

Wtedy nagle np. akcje Amazon po $3500 staną się za drogie, ta sieczka oszołomów na CDR nagle zniknie, i ktoś nagle zauważy, że źle zarządzana KGH, kupująca wszystko PKN, molochy państwowe z W20 to beznadziejne rokowania na przyszłość. Itp.

Zniknie też wielu "profesorów" AT, koniecznie naginających analizę do własnych potrzeb i dążących do usprawiedliwienia własnych strat lub marzeń o cudownych zwrotach w notowaniach.

@sasky

Sprawa jest więc bardzo prosta. Jeżeli chcesz pozyskać pieniądze pośrednio z ADR w USA to wchodzisz w poziom 3, a jeżeli ADR służą tylko do spekulacji przez pakujących, to w emisji akcji należy zastrzec, że nie wolno je pakować w ADR poziomu 1. Nie wiem, co zrobiła Toshiba, ale pytanie brzmi, jak zabezpieczyło się CDR. Należy sięgnąć do prospektu emisyjnego - a może były inne dokumenty zastrzegające ograniczenia dotyczące akcji? Tego nie wiemy a tłumaczenia typu, że nie było wtedy takich instrumentów mogą nie być skuteczne. Można by pomyśleć o regresie do emitenta ADR poziomu 1, ale emisje tego rodzaju są zabezpieczane na wszystkie strony przez bardzo dobrych prawników i dochodzenie swojego może trwać latami. Cokolwiek z tego wyjdzie - to się będzie ciągnąć bardzo długo. A może, akcje były sprzedawane np. dużym bankom inwestycyjnym, które je kupowały z zastrzeżeniem, za na ich podstawie nastąpi emisja ADR?

Należy pamiętać też, że w USA prawnicy sami tworzą potencjalną sytuację i szukają chętnych by im ktoś zapłacił za prowadzenie sprawy; wtedy sami mogą przejmować nawet do 50% ew. wypłaty z odszkodowania, a jeżeli sprawa padnie, to niewiele na tym tracą.

Nadal uznaję, że najbardziej interesujące będą wyniki sprzedaży tak ok. końca stycznia. Wtedy kurz opadnie i będzie można dokonać oceny sytuacji CDR. Nie sądzę, by awantury prawnicze w USA miały wpływ cenotwórczy w krótkim terminie. W obecnej sytuacji na CDR prognozowanie na okres dłuższy niż 1-2 miesiące w ogóle mija się z celem.


Próbuję się przebić przez tą dyskusję nie wiadomo o czym. Bo tak naprawdę to nic nie wiadomo o jakimkolwiek postępowaniu, lub działaniach. To wszystko są przypuszczenia a konkretów nadal jest bardzo mało.

Postępowanie w USA nie będzie się toczyć w sprawie gry słabej lub, która zawiodła oczekiwania. Nie wątpię, że w opakowaniu lub na stronach internetowych są odpowiednie zastrzeżenia – inaczej oferowanie gry przez CDR zagranicą byłoby głupotą.

Zanim ktokolwiek wypłaci jakiekolwiek pieniądze, konieczne będzie w USA ustalenie stanu faktycznego.

Po pierwsze, nastąpi ustalenie, czy na podstawie prospektu CDR, lub dokumentów emisji innych papierów wartościowych firmy sądy w USA posiadają jurysdykcję. To wcale nie jest przesądzone, bo inwestowanie zagranicą przez tak zwane „Osoby USA” polega przepisom podatkowym i nie każdy się zgłosi; często prospekty lub dokumenty emisyjne zawierają zastrzeżenia o braku oferty na rynek USA – co może spowodować, że ewentualni inwestorzy prywatni nie będą chcieli się ujawnić. Z kolei, CDR to jednak jest maluch i ma niską płynność jak dla funduszy inwestycyjnych w USA (tak z brzegu, to Blizzard ma ponad 700 mln akcji a dzienny obrót to 6+ Mln akcji). Może jakieś fundusze niszowe, ale to gratka przede wszystkim dla grających na krótko – co zresztą widać – tu płynność CDR już jest odpowiednia.

Dopiero po tym, sąd musi określić, czy wypowiedzi osób z CDR miały charakter cenotwórczy i, w jakim zakresie. Poza tym sąd uwzględni także elementy ryzyka inwestycyjnego.

Dopiero jednoznaczne decyzje w powyższych sprawach (a to może trwać bardzo długo) dadzą podstawę do roszczeń finansowych.

Cokolwiek by się działo w tym zakresie, będzie miało wpływ na CDR dopiero po upływie bardzo długiego czasu.

Inną kwestią mogą być roszczenia dystrybutorów, ale nie znamy tych umów i nie wiemy jakiego rodzaju zabezpieczenia prawne zawierają. Nie sadzę, by kwoty tych roszczeń były wysokie chyba, że CDR nie zabezpieczył się odpowiednio (pamięta ktoś Mostostal Export?).

Dlatego, te elementy tylko sieją panikę. W końcu zadecyduje sprzedaż i powodzenie gry. Sądzę, że wszystkiego dowiemy się najwcześniej pod koniec stycznia. Wtedy kurz opadnie i liczyć się będą fakty.

W międzyczasie, dzienna zmienność rzędu + lub - 10% jest mile widziana.

@WD
W chwili przełomu nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ten przełom właśnie następuje. Taki dla nas przykład to niejaki Leonard z Pizy, którego nauki poszły w zapomnienie na ponad 200 lat, a dzisiaj po 800 latach są uważane za niektórych za objawienie.

Nie wiemy, czy CP77 będzie przełomowy. To będzie zupełnie niezależne do ilości błędów w grze, czy też opinii użytkowników. Możemy jedynie przypuszczać i szukać elementów innowacyjnych. Co więcej, ten (ewentualny) przełom raczej nie będzie miał wpływu na notowania CDR. Taka ocena stanie się widoczna dopiero za kilka lat.

Na razie emocje zdają się opadać i kurs CDR nareszcie zaczyna dyskontować zyski, jakie ta gra przyniesie nawet przy słabych ocenach. Gra będzie popularna, bo tak jak @WD wskazał jest bezpieczna i wpisuje się ogólny trend rynku gier. Na pewno nie jest wybitna, bo scenariusz na to nie pozwala. Pisałem wcześniej, że okres poświąteczny będzie kluczowy dla oceny inwestycyjnej tej gry i nadal to podtrzymuję. Opadanie emocji widać także po nieco zmniejszonym ruchu na tym forum.

(@Joker) Czy naprawdę musimy oglądać na tym forum całkowicie chybione elementy scenariusza pokazujące współczesne samochody jako pojazdy przyszłości w 2077 r. Już Lem pisał o tym , jak trudno jest sobie wyobrazić przyszłość. Po prostu nawet producent gry nie ma o tym zielonego pojęcia i nasze współczesne obrazy ekstrapoluje beznamiętnie w przyszłość, a w rzeczywistości może wtedy będziemy poruszać się niewyobrażalnymi pojazdami (albo też furmankami) . Czy to, co przypomina zwyczajne Lamborghini może naprawdę zachwiać notowaniami CDR?

Coś mi w tym wszystkim nie gra.

Nie potrafię sobie wyobrazić, że nikt w CDR nie usiadł przed konsolą, PC, i na czym tam jeszcze można w to grać. Że nie wypróbowali - i to szczególnie w miejscach gry, gdzie wymagania sprzętowe są największe.

Dlatego, uważam, że CDR wszystko doskonale wiedział. Uważam, że wystąpiło zjawisko "zmęczenia materiału" połączone z naciskiem właścicieli, wydawców, marketingu, firm przyjmujących przedpłaty. To musiała być świadoma decyzja. To może z kolei świadczyć o wypaleniu zespołu i zwykłą chęcią pozostawienia tego już za sobą. To nie najlepiej wróży na przyszłość, bo usuwanie błędów może przebiegać topornie.

Może i sięgał zbyt daleko, ale czyżby cały "hype" spowodował, że sami twórcy uwierzyli w swoją nieomylność, albo nieuchronność sukcesu, niezależnie od tego jaka będzie jakość produktu.

W sumie, zaczyna się rysować jakiś "case study" ze świata zarządzania projektami.

Oby nagle tylko nie pojawiły się informacje o sprzedaży akcji przez insiderów tuż przed premierą.


Z tego co widzę, dyskusja toczy się przez cały czas na temat zdarzeń przeszłych, pewnych i nie podlegających odwróceniu.

Premiera się odbyła. Fakty leża na stole i są widoczne dla każdego.

Dla mnie są one następujące:

1) Gra się zwróci i przyniesie zysk.
2) Nie mamy do czynienia z oszałamiającym sukcesem.
3) Już nie mówimy o poziomach notowań 600 zł, jak to mocno przewijało się w dyskusjach, ale ratowaniu poziomu 300 zł.
4) CDR ma roboty na całe miesiące w poprawianiu błędów i usprawnianiu (prostsze wersje?) gry na starsze platformy. To żmudna i trudna, a jednocześnie kosztowna robota. Kłopotem może być wzajemne nakładanie się i współzależności programowe błędów.
5) W najbliższych miesiącach nastąpi znaczny wzrost koszów dodatkowych gry.
6) Ktoś pisał o zyskach rzędu 2 Mld (chyba brutto), to 20 zł na akcję. Po uwzględnieniu kosztów własnych i dodatkowych może nie być tak różowo.
7) Raczej nie grozi rozwodnienie spowodowane programem motywacyjnym (chyba ok. 4 Mln akcji). W związku z tym może wystąpić zagrożenie odejściem kluczowych osób
8) Cały wysiłek w najbliższych miesiącach musi zmierzać do utrzymania zainteresowania grą, bo jak opadną emocje i zauroczenie nowością, nagle może wystąpić załamanie.

Inwestorów czeka chyba kilka trudnych miesięcy - szczególnie po zakończeniu okresu świątecznego.

Jak to piszę, widzę, że CDR stanął na dolnych widełkach.


@sasky

Nikt nigdy nie miał jakichkolwiek wątpliwości, że gra się przyjmie. Tu chodzi o co innego - o trwałe umiejscowienie się gry w branży, co daje paliwo do dalszego rozwoju i zysków z dodatkowych produkcji, gadżetów, itp.

Tu mam wątpliwości, bo recenzje nie do końca są jasne w tej materii. Pisze się, że gra jest raczej szczytowym osiągnięciem tej formy gry, jaką znamy, że stworzony świat jest zupełny, obszerny, zróżnicowany. To oczywiście dobrze, ale dla mnie brak jest tego jednego, ostatniego szlifu - oryginalności, która przyciągnie graczy i pozwoli im zostać w świecie gry na dłużej.

Zyski będą, nawet spore. Gra szybko się zwróci. Recenzje jednak nie przekonały mnie o jej trwałym miejscu w branży, takim na jakie niewątpliwie zasłużył sobie Wiedźmin. Dlatego też uważam, że obecne poziomy cenowe CDR może i wystrzelą do góry, jak jakaś szczepionka na COVID, ale w miarę szybko wrócą do poziomu wyjściowego.

To co mógłby zmienić nastawienie do CDR to w końcu określenie polityki podziału zysków z gry dla akcjonariuszy. Przy obecnych stopach procentowych nawet 2-3 procent dywidendy oraz program jej regularnego wypłacania mogłyby coś zmienić. W przeciwnym przypadku mówimy tylko o spekulacji - vide np. Amazon.


Z tym, że okręgi wiejskie, w których Trump ma przewagę są już w zasadzie policzone (Nevada i Pennsylvania), pozostały do policzenia duże okręgi miejskie (odpowiednio Reno i Philadelphia/Pittsburg). Oczywiście, jest wiele czynników wpływających na wynik końcowy, ale przewaga Bidena w okręgach miejskich i podmiejskich może przechylić szalę na korzyść Bidena.

Pytanie jest chyba inne - czy wybór któregokolwiek kandydata w dłuższym terminie może wiele zmienić w gospodarce USA? Jak już emocja opadną to wróci stara rzeczywistość i okaże się, że (oczywiście tu według mojego własnego zdania) cykl gospodarczy nieuchronnie zmierza do spadków. Zasypanie tego dolarami z dodruku może niewiele pomóc, ale niejednego wyrzuci z rynku na chwilowych eksplozjach emocji.

Nie będą tak okrutny jak powiedział jeden z naszych polityków, że "wybór jest między dżumą i cholerą". Jednak obaj kandydaci stoją przed bardzo trudnymi zadaniami gospodarczymi. Trumpa już znamy, ale Biden nie wydaje mi się być takim charyzmatycznym przywódcą, który zmieni losy gospodarcze USA (i w sumie także świata).

Może relacja EUR/USD będzie tu dobrym prognostykiem - kurs przy wyborach się nie zmienił wiele, co może oznaczać - przynajmniej w jakimś stopniu - neutralność wyborów na rynki w krótkim terminie.

Niezmiernie cieszy mnie wybuch entuzjazmu politycznego na naszej GPW dniu 3 listopada. Proszę zauważyć, że w ostatnim okresie znacznie wzrosła liczba otwartych pozycji na FW20 (z ok. 34 tys. do ok. 45 tys. - zaangażowania od dawna u nas nie widzianego). Czyżby jakiś dopływ świeżej krwi armatniej? A może i inwestorów? Entuzjazm oszałamiający, ale jeżeli kontynuacja w ciągu kilku dni nie nastąpi, to możemy mieć do czynienia ze załamanym odbiciem, a to wiadomo, że jest jednym z najlepszych sygnałów do krótkich pozycji.

Interesujący jest gwałtowny wzrost notowań spółek państwowych notowanych w W20 - dość często traktowałem to jako sygnał do spadków w horyzoncie 1-2 tygodni . Proszę na tym nie opierać swoich decyzji inwestycyjnych bo to bardzo "miękka" wskazówka, ale ...

Podsumowując - czy ktoś zauważył jakiś czynnik zmieniający trendy panujące na giełdach światowych? Jeśli tak, to podzielcie się swoją opinią. Może jestem zbytnim pesymistą.

@Szutnik.

Dawno ciebie nie słyszałem na tym forum, a zawsze mi się z tobą dobrze dyskutowało. Cieszę się, że wróciłeś.









Analiza p. Białka jest oczywiście bardzo dobra, ale...

Wolałbym wiedzieć, dlaczego minimum 40- sesyjnego a nie np. 60 sesyjnego. Dlaczego ten indeks ma wzrosnąć o 3 procent w ostatnich 2 sesjach a nie np. o 3 procent w trakcie 3 sesji lub 2,5 procent w trakcie 2 sesji.

Bez uzasadnienia tych założeń można wymyślać cuda.

Np. zwykle do celów tzw. Złotego Krzyża (chyba) przyjmuje się przecięcie średniej z 50 i 200 sesji. Dlaczego nie przyjąć do analizy tej częściej spotykanej 50-sesyjnej średniej, a może 55 bo to liczba Fibo, itp.

Na pewno też indeks S&P nigdy nie spadł w ciągu kilku tygodni o ponad 30% by od razu wrócić na nowe szczyty. Czy to coś oznacza, czy może coś więcej niż tamte trzy założenia?

Może w zasobach p. Białka (którego cenię) jest jakieś uzasadnienie przyjętego założenia - i chciałbym o nim wiedzieć przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej na podstawie tych wniosków.


Masz rację @Vladinho. Ja patrzę na to tylko od strony inwestycyjnej. To, co piszę o grze jest wyłącznie moim wyobrażeniem o losach inwestycji. Jednocześnie, ze względu na sposób inwestowania przeze mnie, przyjmę i uznam każdą decyzję rynku.

Jeżeli sukces będzie miał taki wymiar, o którym piszesz to też świetnie, i może nawet lepiej. Ja myślę o szansach i losach inwestycji, ale muszę w jakiś sposób uwzględnić w niej rzeczywistość i to skłania mnie do ostrożności.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Onegdaj Stanisław Lem pisał w swojej Fantastyce i Futurologii o tym, jak trudno jest stworzyć fantastykę naukową. Na ogół udaje się nam przenieść nasze własne obecne osobowości, problemy, itp. elementy życia, w przyszłość opisywaną naszym obecnym wyobrażeniem o tym jak powinna ona wyglądać. Nie sądzę, by scenariusz CP77 wyglądał inaczej, gdyby na przykład osadzić akcję w 18 wieku, gdzieś w Azji, Tybecie. Stworzenie alternatywnej rzeczywistości, zupełnej i wciągającej jest czymś niezwykle rzadkim, wymaga niezwykłej wizji. Wtedy nasze psychiczne przeżycia, poczucie dobra, zła, nasze działania nabierają nowego wymiaru. Tak się udało Sapkowskiemu w przypadku Wiedźmina i jest to jego znakomite osiągnięcie. Poszedł w ślady Tolkiena, Pratchetta, Herberta, twórców Dr Who. Podobnie jest też z Harry Potterem i Gwiezdnymi Wojnami.

Tej wyjątkowości nie widzę w CP77. To, w jaki sposób grający w CP77 realizuje swój cel nie wygląda nawet na wielką przygodę. Stąd moja opinia o przemijalności tej gry. O tym, że wtopi się w tło świata gier, zapewne dobre osiągnięcie graficzne i gra akcji, ale nie jako przełom lub coś nadzwyczajnego.

Podobnie jest w świecie muzyki. Na ogół twórcy i odtwórcy osiągają dojrzałość i ich późne utwory potrafią być świetne, stylowe i wartościowe, ale wtedy ich sposób śpiewania, grania czy odtwarzania jest już uznany za ograny, oklepany i zwykły, i ich utwory nie zyskują tak wielkiej popularności, pomimo, że są znacznie lepsze od pierwszych utworów. Na ich miejsce wchodzą bowiem nowi artyści, atrakcyjni dzięki swojej odmienności, nowości, stylu wykonania itp.

Tego obawiam się w przypadku CP77.

Jeżeli spojrzeć w Google na Melvin Capital, to nie jest to jakaś tam płotka. Poza tym w Wikipedii ktoś zdołał już wstawić wpis o pozycji krótkiej tego inwestora w CDR. To tylko ciekawostka, bo wpisy w Wikipedii mogą się zmieniać. To stan na teraz (https://en.wikipedia.org/wiki/Melvin_Capital). Czyżby to była subtelna aluzja do rozgrywek na tym walorze?

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Chyba uderzyłeś w czułą strunę. Sny niektórych osób zdają się przerastać wyobrażenia wieszczy. Podtrzymuję swoją tezę wyrażoną na tym forum. Tak, Gra się zwróci, Gra przyniesie zysk, ale przebojem będzie krótko. Inaczej niż Wiedźmin, nie ma w niej nic oryginalnego. Jeszcze jedna bitwa, walka, strzelanie. Świat tej gry nie jest czymś nowym lub niezwykłym, lub pierwszym w swoim rodzaju. Nawet zastanawiam się (po objerzeniu trailera i innych dostępnych materiałów), czy gra nie będzie wręcz niszowa.

Kiedyś dawno pisałem, że wolałbym, gdyby debiut nastąpił przy niższych notowaniach CDR, np. ok. 100 zł. Teraz, przy poziomie ok. 400 zł, obawiam się krótkiego impulsu wzrostowego, a później stagnacji albo wręcz realizacji zysków. Przy 100 mln akcji, posiadanie pozycji krótkiej ujawnianej przez KNF wymaga gry na 500 tys. akcji, czyli pożyczki wartej ok. 50 mln USD. Firmy, które realizują takie transakcje stać na takie pożyczki przy obecnych stopach procentowych (np. przy stopie 1% to ok. 1500 USD dziennie, a spadek ceny CDR o 1 zł to przy takim poziomie zaangażowania to ok. 125 tys. USD). Już teraz w RSS KNF jest pozycja krótka na CDR 0,64% prowadzona przez Melvin.

Tak wysoka cena akcji zachęca do podobnych spekulacji.

Oczywiście, debiut i sukces jest zawsze wielką niewiadomą.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

LFL jest pułapką, w którą bardzo łatwo wpaść. Jeżeli sieć rozwija się dynamicznie, każdy nowy sklep znacznie zwiększa swoją sprzedaż po 1-2 kwartałach od chwili otwarcia. Potem sytuacja się zmienia. Zwiększanie sprzedaży może nastąpić tylko, jeżeli twój sklep wyrzuci z rynku innych podobnych handlowców. Może to być inna sieć, ale prędzej sklepy prowadzone an zasadzie franszyzy (Żabka) lub małe sklepiki prywatne. Inaczej dochodzi do stabilizacji. Wtedy wzrost sprzedaży musi być dodatkowo liczony z uwzględnieniem indeksu wzrostu cen, inflacji, itp. U nas mechanizmy walki z monopolizacją handlu są niezwykle mierne. UOKiK zbytnio zajęty jest polityką i makroekonomią by walczyć z monopolizacją handlu w powiatach lub innych rynkach lokalnych. A to własnie powinno być ich bardzo ważnym obszarem działania.

Ze względu na swoją lokalizację, sklepy Dino (pomijając już kwestie konkurencji) w pewnym momencie muszą zderzyć się z sufitem. Lokalne społeczności mogą kupić pewną pulę towaru i nic więcej. Wtedy nagle LFL się stabilizuje i zależy od koniunktury makro i procesów cenowych. Nagle, takie sklepy stają się w pewnym stopniu więźniem rozwoju gospodarczego i to bardziej na skalę lokalną. Ze względu na lokalizację, tylko pojedyncze sklepy będą mogły liczyć na jakąś spektakularną dynamikę rozwoju. Raczej będzie dominować stabilizacja. Całość tego procesu udaje się schować rozwijając sieć; wzrost sprzedaży jest silny, a nowe sklepy generują wysokie LPL. Nie jest wykluczone, że problemy ze wskaźnikami Eurocash i innych dojrzałych sieci nie wynikają właśnie z tego, i w ten sposób porównywanie z DNP nie ma większego sensu.

To też jest pewną wadą rozwoju organicznego. DNP nigdy nie odniesie sukcesu w tych rejonach, gdzie aktywne są już inne sieci (pomijam brutalną walkę konkurencyjną z dumpingiem cen, ...).

To tylko oznacza, że DNP musi zmierzyć się z wyzwaniem - nadejdzie poda na przejęcia, na oszczędności i walkę o klienta. Nie wiemy tylko kiedy, ale nadal uważam, że połowa 2021 roku to możliwy początek zmian.

Wrócę do przykładu Nowego Dworu Gdańskiego. Nie mieszkam tam, ale znam ten teren dobrze. Mamy Tesco, Polo, Biedronkę, Żabki, Netto, Pepco, Rossmana Sklepy Maluty (lokalna - zresztą dobra - mleczarnia). To teren ludzi niezbyt bogatych, idealna okazja dla DNP. Ale, przy takiej ilości marketów - zwyczajnie nie mają szans, albo muszą wiele zaryzykować lub coś przejąć.

Weźmy kolejny przykład - Wiśniewo. To spora wieś położona wzdłuż S7 niedaleko Mławy. Jest Dino, co w zasadzie dołuje lokalne sklepiki. Nikt z Mławy nie przyjedzie. Jest możliwa tylko obsługa lokalnej społeczności wiejskiej. Sklep jest od ok. 2-3 lat. Nie sądzę, by dynamika sprzedaży LFL w tej lokalizacji była na poziomie 20-30%, teraz to raczej pojedyncze procenty Niestety do takich danych nie będziemy nigdy mieli dostępu. A one mogą być kluczowe dla oceny całej firmy.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

P&P pamiętam. Otóż, mieli oni sklep w Nowym Dworze Gdańskim - terenie raczej ubogim, a te 40 km do Krynicy Morskiej w okresie wakacyjnym to było zbyt daleko. Zlikwidowali się bardzo wcześnie. Dziwiłem się, że na takim terenie w ogóle może się otworzyć tak luksusowa marka.

Odnosząc się do kolejnych komentarzy to należy przede wszystkim zauważyć, że dopóki trwa rozwój gospodarczy, firmy o wysokich wskaźnikach zadłużenia mogą być spokojne o swój rozwój. Do ulega całkowitemu odwróceniu gdy nadchodzi kryzys. Zdaje się, że dość trafny komentarz w tej sprawie pojawił się na Stockwatch ok. marca, gdy walczyliśmy z koronawirusem. Teraz oczywiście został on już zwalczony i wszystko będzie cacy.

Spróbujmy jednak zastanowić się nad scenariuszem, w którym marcowe tąpnięcie nie miało miejsca (zresztą obecnie giełdy są właśnie w takiej sytuacji). Mielibyśmy do czynienia z hossą o bardzo długiej brodzie - czyli powoli wyczerpującym się impulsie wzrostowym. Koronawirus wcale nie wzmocnił impulsu wzrostowego, to co słabowało zostało zasypane dodrukiem pieniądza. Sytuacja została w jakiś sposób zaciemniona nagłym wysiłkiem na rzecz ratowania tego, co tak powoli odchodziło w przeszłość (dla przykładu - kiedy 66 mln lat temu meteor uderzył w ziemię, dinozaury już były na powolnym wymieraniu, meteoryt to tylko przyśpieszył). Myślę, że koronawirus tylko przyśpieszył to co i tak było nieuchronne. Odsuwanie rozliczenia z kryzysu z 2007 r. zostało odroczone i według ekonomistów dzień prawdy miał nastąpić w latach 2030-tych. To się zmieniło i rozliczenie kryzysu z 2007 r. nastąpi wcześniej. Przetrwają oczywiście najsilniejsi i najsprytniejsi. Pomimo niezachwianych zapewnień FED, jeżeli obecne stymulowanie nie doprowadzi do odzyskania formy przez gospodarkę, to narzędzia, jakim dysponują będą miały mniejszy wpływ

Co będzie w przypadku DNP? - w zasadzie każdy scenariusz jest możliwy, ale jeśli mam prognozować, to nastąpią albo poważne emisje obligacji, albo rozwadnianie akcjonariatu. W końcu takie poziomy wskaźników dają właścicielom (właścicielowi) większe możliwości reakcji na niekorzystne zmiany rynkowe. Teraz wszystko jest piękne ale, czy na pewno jest to solidny i trwały fundament? Dalsze tak wysokie tempo rozwoju nie da się utrzymać przez wiele lat i musi nastąpić spowolnienie. Ze względu na prognozy makroekonomiczne nie uważam, by nastąpiło to w dalekiej przyszłości. Sen na DNP może się skończyć dość gwałtownie, np. w połowie 2021 roku.

W latach 60-tych był taki zespół parodystyczny, the Barron Knights. To fragment jednej z ich piosenek zatytułowany "Under New Management"

Remember when you heard us say
That we would stop the squeeze
And fix things up so that you wouldn't have to work

Well..... We tried it anyhow
But then the days got worse and worse
And now you see we've gone completely out of our minds
And..... They're coming to take us away, hah-hah
They're coming to take us away, ho-ho, hee-hee, hah-hah
From Parliament that's driving us mad with the credit squeeze
And the price of cheese, and sawdust now is tuppence-a-plank
And they're coming to take us away, aaahaaahhhhhh!

FED się prawie udało byśmy nie musieli pracować. Czy na długo?

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.


Z pełnym szacunkiem - założenie jest piękne, ale to nadal dzielenie skóry na jeszcze żyjącym niedźwiedziu. Zapewne to typowe dla inwestorów nie tylko w CDR. Jeżeli sen się nie zmaterializuje, przebudzenie może być gorzkie.

Zaryzykowałbym następującą tezę - niektóre działania CDR (np. te obligacje) a w pewnym stopniu i program motywacyjny mogą sugerować próbę zabezpieczenia się przed gorszymi czasami.

Może teza o programie motywacyjnym wydaje się być naciągana, ale z mojego doświadczeni wynika, że jednym z celów zarządów przy wprowadzaniu takiego programu jest utrzymanie zespołu w okresie trudności spodziewanych na drodze do obiecanego wielkiego sukcesu (jeżeli w ogóle będzie) a także w okresie przejściowym nadchodzących zmian właścicielskich (Nowy właściciel musi widzieć zwarty i gotowy do pracy zespół, a nie trzeszczącą strukturę). Zamiast tego wystarczy na ogół dobry program premiowy.

Nie twierdzę, że w CDR coś takiego będzie się działo, ale przy tak rozpalonym do czerwoności walorze warto zachować ostrożność.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Dziękuję za analizę.

Jest jeszcze jedno ryzyko, które powinno zostać poddane analizie. Inaczej niż duże sieci handlowe, które koncentrują się w Centrach Handlowych, Dino w świetle swojej struktury jest właścicielem gruntu, na którym zbudowano sklep. Zapewne też jest tak w Biedronce i Delikatesy Centrum. Grunt najlepiej kupuje się na hipotekę. Inaczej niż w Biedronce i Centrum, przy tak szybkim rozwoju sieci poziome obciążenia hipoteczne w Dino, spadki ceny gruntu (nie będącego gruntem pod mieszkaniówkę) i ewentualnym grzebaniu przez Państwo w podatku od nieruchomości mogą stać się nagle czynnikiem zagrożenia. To ostatnie zdanie jest pytaniem, a nie tezą.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Sam węgiel to gotowe pierścienie aromatyczne. To niezwykle cenny surowiec, którego spalanie tego w piecu jest czystym marnotrawstwem i jest to wręcz to zbrodnia przeciwko ludzkości. Kiedy rozwieje się dym, okaże się, że ci co wcześniej odeszli od węgla będą dysponować prawdziwym czarnym złotem, a my jak zwykle zostaniemy z niczym.

Nasz rząd doskonale zdaje sobie sprawę z tego i robi wszystko by oszukać górników i jednocześnie zapewnić sobie ich głosy. Nawet im to nieźle wychodzi. Nie mniej, za rok-dwa dojdzie tu do konfrontacji.

Pomysł na produkcję wodoru z ropy gazu ziemnego czy z elektrolizy a nawet z węgla to jakieś urojenie. Ropa i gaz są potrzebne do czego innego, a wszystkie te procesy wymagają wyprodukowania energii w innym procesie. Tak wyprodukowany wodór nie będzie "zielony" ale co najwyżej "szary". Czyli, skażenie środowiska będzie musiało nastąpić gdzie indziej - ale nastąpi. To przypomina sprawę biopaliw. Można wyprodukować dużo biopaliw, ale areał upraw jest ograniczony i w ten sposób maleje produkcja żywności.

Kilka tygodni temu ukazał się dobry artykuł na ten temat w Economist. Okazuje się, że jedynym dobrym dla środowiska źródłem jest wykorzystanie energii elektrycznej w procesie elektrolizy pod warunkiem, że energia elektryczna będzie generowana z wiatru lub energii słonecznej. Inaczej, wodór będzie pośrednio czynnikiem zanieczyszczającym środowisko.

Należy też pamiętać, że żadne procesy nie mają 100% wydajności. Nawet w przypadku elektrolizy więcej należy włożyć niż uzyskuje się w postaci energii wodoru. Poza tym, obecnie ten "zielony" ma cenę ok. 2,5 do 5 USD i więcej, "niebieski" (taki, przy którego produkcji generuje się CO2 i składuje zamiast wypuszczać do atmosfery kosztuje 1,5 do 3 USD za kg. Wodór "szary" pochodzi głownie z reformingu i jest najtańszy, le wcale nie poprawia sytuacji w środowisku.

Prace trwają, ale zanim ceny staną się ekonomicznie korzystne minie jeszcze sporo czasu.

Po lekturze sprawozdania za 1H 2020 zauważyłem pewne zmiany elementów sprawozdanie w niekorzystnym kierunku. Otóż rozwój sieci Dino po 6 miesiącach 2020 nastąpił o 23.9% (zwiększenie powierzchni sprzedaży. Natomiast znacznie wzrosły świadczenia pracownicze (ok. 42%) i koszty materiałów i energia (też w podobny sposób). Jest też kilka innych czynników, które są tłumaczone rozwojem sieci, ale dane nie do końca się zgadzają. Poza tym cash flow jest negatywny. Jeżeli na forum będzie omawiane to sprawozdanie, proszę o komentarz do tych i podobnych elementów, które mogą wskazywać na zmiany w dynamice rozwoju. Enigmatyczne jest też omówienie struktury przychodów. Takie 47,5% z produktów suchych, napojów, alkoholu i papierosów nic nie mówi. Kto wie, może oni tylko wódą handlują? Tak samo produkty świeże (39,7%) i to głównie mięso, wędliny i drób. Oni mają własne rzeźnie i masarnie - ciekawe jaka część zysku wynika ze sprzedaży powiązanej z własną produkcją?

Generalnie, nie podają ważnych danych, które mogą świadczyć o kondycji tej grupy.

Pomysł na mobilnego Wiedźmina jest dość ciekawy. I to dlatego, że jest to gra fabularna a nie coś prostego w obsłudze. Nie wyobrażam sobie ludzi godzinami wpatrujących się w smartphone, więc raczej chodzi o wersję na tablet. Ciekawi mnie sama koncepcja - co innego oglądać jakiś serial w telefonie, a czym innym jest aktywne granie na takim - niezbyt wygodnym sprzęcie - i to przed dłuższy czas.

Z innych wydarzeń, rozumiem, że z rynku skupiono ok 500 tys. akcji ze średnią ceną powyżej 400 zł za sztukę. Czyli, wydali na to 200+ Mln zł. Po sprzedaniu tych akcji w ramach programu motywacyjnego oraz wyemitowaniu dodatkowo 4 Mln akcji na cele tego programu można będzie odnieść wrażenie, że akcjonariusze - szczególnie tzw. "ulica" - będą w jakiś sposób poszkodowani, zarówno poprzez opróżnienie kufrów z gotówki (plus te kupione obligacje) jak i rozwodnienie akcjonariatu. To na pewno nie brzmi dobrze, ale wysoka, wręcz spekulacyjna, cena tego waloru najzwyczajniej zachęca to takich działań. Przecież, nawet jak uzyskają 1 miliard zysku, to i tak wypłata w całości to tylko 10 zł na akcję. Taka cena zachęca generalnie do emisji akcji - chyba należy uważać. Kto wie, może tuż przed premierą jakieś 20-30 mln akcji ponownie napełni kufry i pozwoli przetrwać nieoczekiwane zawieruchy.

Ten odwrót po wysokim otwarciu bardzo mi się nie podoba. To wyraźna zachęta do realizacji zysków. Świeca dzienna wskazuje na spadek poniżej połowy korpusu świecy z poniedziałku. Sądzę, że dopiero wyjście ponad poziom wtorkowego otwarcia (ok. 399-400 zł) zaprzeczy negatywnemu wrażeniu z dzisiejszej sesji. W tej chwili wymaga to wzrostu o ok. 4-4,5%. Nie jest to niemożliwe, ale jeżeli nie nastąpi szybko, grozi to ponownym spadkiem do okolic 350 zł ... Wzrostom może sprzyjać pozytywne nastawienie rynków globalnych - pod warunkiem, że nie mamy do czynienia z fałszywym wybiciem.

Raty pójdą w koszty, jeżeli Urząd Skarbowy uzna ten wydatek za zgodny z działalnością firmy. Poza tym wydaje mi się, że są przepisy ograniczające wysokość wydatków na reklamę i koszty reprezentacji. Urzędnicy mogą jakoś nieszczególnie emocjonalnie - za to zgodnie z przepisami - podejść do całej sprawy. Wtedy koszt dla akcjonariuszy nie będzie wynosić tylko 37 mln, ale także koszt podatków wynikający z nieuznania ceny jachtu jako kosztu prowadzonej działalności. Nawet leasing musi być zgodny z prowadzoną ą działalnością. Chyba łatwiej byłoby uznać koszty wynajmu jachtu na jakiś okres.

Bardzo też nie podoba mi się słowo "okazjonalny". Pamiętam, że tak uzasadniono różne zakupy w ś.p. Hygienice - i urzędy w to nie uwierzyły.

W ogóle, to warto przeczytać początki tego wątku, gdyż przed laty odbyła się dość szczegółowa, mocno merytoryczna dyskusja nad możliwościami i potencjałem Mabionu i jego cd20

Teraz to wydaje się już być dawno zapomnianą przeszłością. Na naszej giełdzie jest wiele firm typu start-up, w tym i te, wymienione przez @AF.

W mojej opinii, inwestowanie w podmioty tego rodzaju, poza podwyższonym ryzykiem, wymaga zupełnie innej strategii inwestycyjnej. Powinna ona być zbliżona do strategii funduszy inwestujących w obiecujące start-upy. Zainwestowane środki powinny zostać podzielone na wiele tego rodzaju podmiotów, pamiętając o tym, że co najwyżej 1 z 10 osiągnie tak upragniony sukces i uzyska potencjał wzrostowy kilkadziesiąt razy wyższy od zainwestowanych środków. Nie wszystkie portfele inwestorów indywidualnych pozwalają na takie strategie i często - długie oczekiwania. Szansa na to, że ktoś trafi na właściwy podmiot inwestując w niego większość dostępnych mu środków zapewne nie przekracza 10%. Tu dominuje niepowodzenie, a sukces jest rzadkością. Przecież wielu inwestorów oparzyło się na tak wspaniałych inwestycjach jak Braster, Eko Eksport, Hygienica (to też był start-up po zmianie przedmiotu działalności), i wiele innych.

Łatwo zostać fanem jakiegoś pomysłu na rozwój, ale będąc inwestorem należy okiełznać swoje emocjonalne nastawienie do każdej inwestycji.




Wygląda rzeczywiście książkowo. Oczywiście też, w książce też napisano o tym, że trójkąt symetryczny do to raczej (60%) formacja kontynuacji. No i pozostają formacje złamane ("busted"), na których zarabia się najlepiej. Jeżeli zatem liczyć na spadki, to czekać na wybicie z trójkąta do góry i załamanie formacji bez osiągnięcia wzrostu ok 5-8%, albo na wybicie w dół o więcej niż 5-8% od wybicia. Czyżby elementem decydującym o dalszym losie notowań były czynniki fundamentalne?

Jak zwykle, pozostaje czekać i reagować na rozwój wydarzeń a prognozować tego, co nie jest prognozowalne.

No i stało się. Na podstawie komunikatu spółki (http://biznes.pap.pl/pl/news/listings/info/2940331,mabion-szacuje--ze-najpozniej-na-poczatku--22-zakonczy-prace-dot--wniosku-o-rejestracje-mabioncd20) wyraźnie widać, że pierwotnie złożony wniosek nie miał szans uzyskać zatwierdzenia. Zmiana strategii - złożenie wniosku o dopuszczenie produkcji w wielkiej skali - opóźnia rejestrację leku o co najmniej 3 lata w porównaniu do wcześniejszego terminu (wniosek ma być złożony dopiero w 2022 r.). Poza tym, konieczne są dodatkowe nakłady w kwocie > 70 mln zł.

Dzisiaj inwestorzy zareagowali słusznie na te niekorzystne wieści i Mabion wisi na widełkach dolnych lub spada powyżej 10%.

To są naprawdę ponure wieści. Ostatecznie utracona zostanie przewaga we wprowadzeniu produktu generycznego na rynek. Już są dwa produkty konkurencyjne i przez nadchodzące lata pojawią się kolejni konkurenci. To oznacza walkę cenową. Poza tym, skąd wziąć te dodatkowe pieniądze. Ano - tylko poprzez nowe emisje akcji lub obligacji. Niezależnie od tego, w jakie formie to nastąpi, sięganie do kieszeni inwestorów musi się zakończyć niekorzystnie dla obecnych posiadaczy akcji. Wydłuży się także okres konieczny do "wyjścia na zero" całego projektu. Poza tym, rośnie prawdopodobieństwo, że cały projekt rozpadnie się. Dochodzą do tego koszty związane z zakładem przez nadchodzące 2-3 lata.

Ewakuacja inwestorów jest więc w pełni uzasadniona i nie widać informacji, które miałyby tren proces odwrócić.


Zaznaczyłem to na samym początku mojego postu. Jestem inwestorem. Ja żywię się graczami.

Można być jednocześnie i graczem i inwestorem, ale zalecam oddzielnie tych dwóch tożsamości od siebie. Wtedy emocje nie będą przeszkadzać w podejmowaniu decyzji. Zbyt łatwo jest się "zakochać" w jakiejś grze, co wcale nie oznacza, że jej producent jest pożądaną inwestycję. Recenzje mogą być piękne i wspaniałe, scenariusz wyjątkowy, ale jak gracze tego nie kupią to będzie przysłowiowa piękna klęska.

Segway właśnie poinformowało o zakończeniu produkcji swojego sztandarowego produktu. Miały być sprzedawane miliony sztuk, a wyszła klapa. Segway był ostatnio stosowane tylko przez ochroniarzy na dużych (wyasfaltowanych) powierzchniach. To właśnie taka piękna klęska, bo sam produkt wcale nie jest taki zły.

Wątek CDR na tym forum to dwa podstawowe wątki i jakby rozdwojenie jaźni. Jednym z nich są gry, a drugim inwestowanie.

Kiedy komentuję grę lub działania „prospołeczne” kierownictwa CDR albo komentuję grę, mam jednak na uwadze przede wszystkim inwestycje. Po to tu jestem!

Co do samej gry: Jest to brutalny i prymitywny świat, w którym rządzą tylko niskie instynkty. W trailerze dostępnym na YouTube w niecałe 40 minut wystrzelano więcej amunicji niż kompania wojska i zabito kilkadziesiąt osób. W tak stworzonym świecie zabicie człowieka wyraźnie nie jest przestępstwem. Dominuje język ogólnie uznawany za rynsztokowy, dialogi są niezwykle prymitywne. Co więcej, pomimo tego, że większość przekleństw ma konotacje seksualne, dialogi są aseksualne co jeszcze mocniej podkreśla sztuczność akcji. Przekleństwa są jakby znakiem przestankowym. Nie wykorzystano olbrzymiego bogactwa i kolorytu języka angielskiego w tym zakresie. Jak już ma być rynsztok, to chociaż niech będzie zrobiony porządnie. Poza tym, pokazany świat stanowi obraz tego, jak w latach 80-90-tych wyobrażano sobie przyszłość za 50-70 lat (o tym wcześniej pisał już jakiś krytyk). Tą kwestie przed laty poruszał St. Lem w swojej Fantastyce i Futurologii. Według niego większość tego, co my tworzymy rzekomo jako przyszłość jest zwyczajnie przedłużeniem naszej teraźniejszości. Napisał to na wiele lat przed tym, jak ktoś wymyślił, że za 10 tys. lat będą walczyć ze sobą na miecze.

Zapomniano też posprzątać.

To są fakty, i trudno im zaprzeczyć i nie ma się tu o co spierać.

Jednakże, CDR to przede wszystkim inwestycja. O dziwo, uważam, że gra odniesie spory sukces, bo przedstawiony w niej świat i akcja będą miały wielu zwolenników o takich samym lub podobnym sposobie myślenia i życia. Może to i smutne, ale taką mamy rzeczywistość. Jest cała grupa inwestorów, którzy nie inwestują w spółki, których działalność jest sprzeczna z światopoglądem inwestora (np. w kasyna, spółki sprzedające alkohol, itp.) . Nie podzielam tego nastawienia, bo uważam, że ludzie nie są jednakowi i nie wszystkim musi odpowiadać jeden i ten sam światopogląd. Inwestycja jest inwestycją i tyle.

Dlatego, pomimo negatywnej oceny gry, życzę im wszelkiego sukcesu, bo będzie to wpierać moje działania inwestycyjne.

Czy będzie sukces? Raczej tak, ale nie jest to produkcja na miarę Wiedźmina – zwyczajnie CP77 brakuje uroku. Nie oczarowuje gracza unikalnym, wciągającym światem.

Jest to produkcja utrzymana w głównym trendzie gier komputerowych, dlatego zabłyśnie i dość szybko może wtopić się w setki podobnych produkcji. Będzie tez miała swoich zaciętych fanów. Sprzeda się na pewno w ponad 20 Mln egzemplarzy. Jej koszty powinny zwrócić się dość szybko.

Na giełdzie trwają wielkie emocje, kurs CDR sięga poziomów nie często ocenianych jako docelowe jeszcze kilka lat temu. Kapitalizacja jest niebotyczna. Jutro kurs może być na jeszcze wyższych poziomach i 600 zł staje się powoli kolejnym celem marzeń. Ale, dla porównania – notowania CDR wzrosły dwukrotnie, a Playway, Ten Square Games, czy Creepy Jar po 5-9 krotnie. To może coś oznaczać.

Na obecnych poziomach konieczna jest ostrożność i można myśleć o grze w obie strony. Mam spore obawy, że dla wielu sen skończy się z chwilą premiery i rozdmuchany balon pęknie. Załóżmy też (to tylko przybliżenie), że zyski brutto ze sprzedaży CP77 w długim okresie czasu osiągną 1 Mld USD (4 Mld PLN). Przy obecnym poziomie cen i 100 Mln akcji może to oznaczać zyski ok. 40 zł na akcję w okresie ok. 3 lat bez odliczenia kosztów produkcji i utrzymania firmy. Dlatego nie należy uważać spółki za dywidendową, co oznacza, że czeka w przyszłości tylko radość z posiadania jej akcji – albo, bez przenośni – huśtawka nastrojów spekulacyjnych przy grze na długo i krótko na tych walorach.

CDR, tak jak wiele spółek z branży gier, a także takie walory jak Amazon, Apple, Alphabet powoli zostają ofiarami własnego sukcesu i z dostojnych walorów inwestycyjnych stają się codziennością handlu spekulacyjnego na giełdach. Poziomy ich cen na giełdzie świadczą także o deprecjacji pieniądza. Poziom abstrakcyjności z tym związany jest tak wielki, że – w mojej opinii – jest większym zagrożeniem dla gospodarki niż nawet kilka epidemii wirusowych.

Nie zgadzam się z plusem z dialogami. Język jest dość nieprzyzwoity, ale odnoszę wrażenie, ze przekleństwa są używane bardziej jako znaki przestankowe niż wyrażenie własnych uczuć (przynajmniej w j. angielskim). Innymi słowy - chłopy nie tak ze sobą rozmawiają. Dialogi są zbyt proste jak na postacie fabuły.

W nocy miała miejsce dość ciekawa sytuacja. Doradca handlowy Trumpa, Pan Navarro, powiedział, że umowa handlowa China USA się skończyła (z powodu COVID). Rynki zaliczyły zjazd o 2% w ciągu ok. 20 minut, na wszystkich otwartych w wtedy rynkach i Forex. Następnie, Pan Navarro zaprzeczył i powiedział, że jego wypowiedź została wyrwana z kontekstu (skąd my to znamy). Następnie Trump zatweetował i powiedział, że wszystko jest w porządku i ma nadzieję, że oni wywiążą się z uzgodnień.

Po pierwsze, Pan Navarro nie wykorzystał zapewne okazji by się zamknąć. Po drugie, w polityce i dyplomacji to, czemu się tak gorliwie zaprzecza jest na ogół zbliżone do prawdy.

To może oznaczać, że USA obawiają się tego, co mogłoby się zdarzyć, gdyby za bardzo rozdrażnić Chiny. Widać także, że rynki są bardzo nerwowe i o powodzeniu notowań w większym stopniu decydują politycy niż jakiekolwiek analizy. Można więc pomyśleć o Stop Lossach na wypadek działań polityków.

Generalnie, doradcy Trumpa są mało ciekawi, chociaż dysponują wielką władzą. Poza tym, w takim jednym ruchu USA obnażyła swoją słabość i jakby utraciła przewagę dyplomatyczną w sporze z Chinami. Pokazali, jak bardzo im zależy na tej części, która wiąże się z gospodarką. Nie wątpię, że Chińczycy to wykorzystają te oznaki słabości.

Tu możemy oczekiwać ciągu dalszego. Poza tym ten Pan Navarro nadaje się do wyrzucenia, co Trumpowi przychodzi z dużą łatwością.


Komunikat o zmianie terminu premiery jest oczywiście całkowitym mydleniem oczu, a prawdziwe przyczyny przesunięcia premiery muszą być głębsze - i na pewno nie dotyczą technologii i nowych platform. Może to mieć większy związek z komunikatem społecznym CDR wydanym niedawno temu.

Możemy tylko przypuszczać co dzieje się za kulisami w firmie, ale ja stawiam na następującą kwestię.

COVID na pewno spowolnił prace nad lokalizacją, bo wymaga to wysiłku zespołowego. Samo tworzenie gry przy zespole liczącym do 500 osób musi opierać się na pracy zdalnej i grupowej - fizyczne spotkania na tym etapie rozwoju mogą już nie być tak istotne.

Pierwsze przesunięcie terminu premiery okazało się być szczęśliwym posunięciem przede wszystkim ze względu na panującą epidemię i zamknięcie gospodarek. To zapewne przypadek i mógł być spowodowany kwestiami dopracowania gry. W to mogę uwierzyć.

Teraz jednak pojawiają się skutki pandemii i ostatnich wydarzeń społecznych. Przy obecnych globalnych nastrojach społecznych mogła powstać obawa o sposób przyjęcia gry, biorąc pod uwagę dość brutalny scenariusz i akcję. Sadzę, że rzeczywistym powodem przesunięcia terminu może być konieczność modyfikacji scenariusza tak, by nie narazić się niekorzystny odbiór gry i złą propagandę, jaką mogą wywołać bardziej kontrowersyjne wątki. Myślę tu o walce konkurencyjnej na rynku gier i próbach dyskredytowania konkurenta w oparciu o motywy ewentualnie nie przystające do bieżącej rzeczywistości społecznej przede wszystkim w USA. Może na przykład należy wprowadzić mechanizmy uniemożliwiające przekształcenie akcji w walkę o charakterze etnicznym (ten świat ma kilka wyraźnie zarysowanych swoimi odrębnościami grup - np. imigranci). W tak rozbudowanej grze może występować wiele elementów kontrowersyjnych.

Oby się to im udało, bo jeżeli w ostatniej chwili trzeba zmodyfikować scenariusz gry i sposób rozgrywki, to mogą się ujawnić rożne nieciągłości i niedoróbki.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Ktoś chyba zapowiedział spełnienie się cudu. Bo przecież wyłączenie aktywów węglowych do odrębnego podmiotu przypomina ratowanie swego czasu klubów sportowych, gdzie wszystkie złe długi komasowano w jednym złym podmiocie, a nowy klub spokojnie grał dalej. Tyle, że tam było paru działaczy i niewiele więcej kopaczy. Tu zaś chodzi o grube miliardy i dziesiątki tysięcy "kopaczy". W sumie chodzi o byt wieluset tysięcy osób.

Nie ma żadnej podstawy by sądzić, że wszystkie te miliardy nagle znikną i będzie cacy.

Rozsądek mówi, że podmiot powinien być odrębny, ale jeżeli ma to być w 100% własnością Skarbu Państwa, to SK powinien odkupić aktywa od spółek energetycznych (za ile i za co?) albo spółki energetyczne powinny być akcjonariuszami podmiotu, do którego wniesione zostaną aktywa rzeczowe. Oczywiście bez żadnej wątpliwości wszystko odbędzie się zgodnie z literą prawa, żaden akcjonariusz nie będzie poszkodowany, nikt nie zrobi skoku na kasę, itp. i wszyscy będziemy bogaci.

Ostrzegam więc przed zbytnim optymizmem - a póki co, na większości tych walorów można grać na krótko na kontraktach, a więc - hulaj dusza, piekła nie ma. Zacznę się martwić, jak wprowadzą zakaz gry na krótko albo wycofają kontrakty na spółki energetyczne. Wtedy może się okazać, że władze szykują gruby numer.

Nasza GPW to przede wszystkim walory Skarbu Państwa i urzędnicy mogą robić z nami wszystko, co im się zapragnie.

" Redzi opowiedzieli się m.in. przeciw agresji."

Oczywiście, że tak. Z tym, że sama gra oparta jest na brutalności i walkach. Wystarczy przeczytać angielską wersję wikipedii Cyberpunk 77 by dostrzec, że uczestnicy gry raczej nie sadzą kwiatków lub oddają się tańcom i radościom. Gra sama w sobie opiera się na agresji jako podstawowym mottem, zaś wybór narzędzi i broni nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Dlatego samo stwierdzenie CDR, że opowiadają się przeciwko agresji jest nic nie znaczącym mdłym i zakłamanym frazesem. Jeśli głosi się jakąś religię, to należy ją także samemu wyznawać. Bądźmy więc szczerzy sami ze sobą. Ta gra ma zaspokoić nasze wewnętrzne agresywne potrzeby lub ambicje. Oby nie przełożyła się na zewnętrzne agresywne relacje grających ze światem, bo mogłoby to zagrozić sukcesowi całego projektu.




Świetna wiadomość. Na pewno Skarb Państwa kupi po aktualnej cenie rynkowej a nawet i więcej. To chyba jakaś bzdura na kółkach.

Jak bym był państwem i chciał to kupić, to najpierw nasłał bym na nich kilka urzędów skarbowych, jakieś Sanepidy i inne organy kontrolne. Wyssał bym z nich życie, a potem kupił za bezcen.

Marzenia są piękne, ale są tylko marzeniami.

Jak by SP chciało coś kupić, to najlepiej sieci hurtowe a nie detal. Detal nie pozwala kontrolować rynku.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.


Tu przecież nie chodzi o "levele" ale o zarabianie pieniędzy na godziwej działalności gospodarczej. Piękna i wspaniała gra może zdobyć nagrodę na jakimś festiwalu, ale znacznie lepiej jest obywać się bez nagród a mieć zrównoważony bilans i rachunek wyników. Dywidenda też jest ważna. Większościowi akcjonariusze na ogół obejmowali waloru po cenie znacznie niższej niż cena wywindowana przez graczy w notowaniach. Konkretnie, w IPO sprzedawali po 52 zł, a więc dywidenda 9,46 to zysk 19% w ciągu 3 lat. Na pewno ie do pogardzenia. My tu bijemy się w notowaniach, a właściciele spokojnie pracowali na ten zysk.

Już wcześniej pisałem, że mi się ten model spółki gamingowej znacznie bardziej podoba od wypuszczania jednego wielkiego hitu raz na 5-6 lat. A jak się nie uda?

Spółki gamingowe rosną jak na drożdżach na fali izolacji domowej. Jednak gospodarki się otwierają i źródeł rozrywki znowu przybywa. Niedługo nawet fryzjerzy przestaną grywać przez całe dnie. Takie gry, jakie są oferowane przez Playway (do szybkiej gry, w czasie przerw, dojazdu, itp.) nadal będą popularne, natomiast wielkie produkcje nieco stracą swój walor. Ciekawe, że premiera CP77 następuje nie wtedy, gdy trwał najwyższy poziom zamrożenia gospodarki, lecz wtedy, gdy przy braku drugiej fali zakażeń COVID-19 gospodarki ruszą mocno do przodu z odrabianiem strat.

Te 31 Mln na inwestycję na 5 lat to jest zwyczajnie nic. Kwota jest tak minimalna, że samo ogłaszanie takiej inicjatywy to dla mnie zwykła propaganda.

Niewątpliwie wodór jako paliwo się sprawdza – na razie przede wszystkim w rakietach wysyłanych w przestrzeń kosmiczną. Na ziemi mamy zupełnie inne realia. Ewentualne silniki wodorowe byłyby używane przez zwykłych ludzi, których wiedza ogranicza się na ogół do umiejętności jazdy – mało który użytkownik byłby świadom zagrożenia. Pojazd napędzany wodorem przy awarii paliwowej nie zapala się – zamiast tego wybucha. Ponadto wybuch wodoru na krótkim odcinku przekształca się w detonację zdolną kruszyć budynki.

Stacja tankowania w pobliżu miejsc zamieszkałych to potężne zagrożenie, to samo jeśli chodzi o wypadki z udziałem takich pojazdów.

Co innego w zastosowaniach specjalistycznych, do selekcjonowanego transportu. Na pewno nie do użytku masowego.

Już zupełnie poza tematem wodoru – odnoszę wrażenie, że jakby ostatnio namnożyło się szukanie cudownych technologii, przełomowych wynalazków i zupełnie rewelacyjnych technologii zapewniających nieograniczony rozwój. Na ogół świadczy to o wyczerpywaniu się dotychczasowego impulsu wzrostowego w gospodarce. Stanowi to też pewną próbę zakrycia faktu, że prawdziwe przełomy technologiczne na ogół nie powstawały z niczego, ale były skutkiem szerokiego i przede wszystkim swobodnego rozwoju edukacji i przedsiębiorczości. Nam chyba brakuje jakiś 20-30 lat takiego nieskrępowanego rozwoju. Zatraciliśmy to wszystko w miałkich sporach o bzdety. To nadal trwa.

Nieco więcej wiem o próbach robienia benzyny z węgla. Pierwszy raz miałem z tym do czynienia gdy po raz pierwszy waliła się PRL około 1979 r., potem temat odżył w okolicach przełomu politycznego, a jeszcze dalej w latach kryzysu naftowego. Ostatnio jakoś ciszej o tych zamkach na piasku, ale świat idzie naprzód i pomysły też stają się coraz bardziej zaawansowane (w swej głupocie lub w ludzkiej niewiedzy). Dla mnie, jeżeli ma nastąpić jakiś przełom, to za każdym Edisonem musi stać tysiące bezimiennych inżynierów i techników, każdy okręcający swoją małą śrubkę.

To chyba jakaś nadaktywność spółek Skarbu Państwa. Przed chwilą czytałem o PKN, a teraz jest nowy komunikat dotyczący polanów wodorowych PGN. Ten z PKN miał jeszcze jakiś głębszy sens, ale ten dotyczący PGN co nieco wprawił mnie w zdumienie. Może tu chodzi o wysyp optymistycznych wiadomości mających na celu odwrócenie na siłę nadchodzącej bessy, a może tylko chodzi o jakieś mrzonki propagandowe. Komunikat znalazłem na stronie https://stooq.pl/n/?f=1352825 (PGNiG przeznaczy 31 mln zł na program wodorowy w ciągu 5 lat). Będę cytować i komentować:

"Dzisiaj startujemy z nowym programem - programem wodorowym. O wodorze mówi się jako o paliwie przyszłości, które może kiedyś w całości zastąpić gaz ziemny. Stąd naturalne zainteresowanie tym paliwem w naszej grupie" - powiedział prezes Jerzy Kwieciński podczas briefingu online.

Dodał, że celem spółki jest, by w przyszłości wodór był przesyłany za pośrednictwem jej systemu dystrybucyjnego"

Ciekawe jak? Otóż wodór to niesłychanie mała cząsteczka, co oznacza, że z łatwością przenika przez wszelkie uszczelnienia typowe dla sieci dystrybucyjnej. Należy stosować rozwiązania specjalne i specjalnie uszczelniać wszelkie instalacje. To kosztuje, i wcale niemało. Istniejąca sieć dystrybucyjna do tego zwyczajnie się nie nadaje.

"Zaczynamy od stacji tankowania samochodów wodorowych, ale wodór zamierzamy też produkować. W naszym oddziale w Odolanowie powstanie stacja power-to-gas. Będziemy produkować wodór z energii elektrycznej, energii odnawialnej z naszej farmy fotowoltaicznej, w procesie elektrolizy".

Pytanie brzmi, jaki będzie całkowity koszt tej energii, bo na produkcję wodoru należy jej zużyć całkiem sporo. Zasilanie elektryczne pojazdów pomija co najmniej jeden etap konwersji energii.

" chcemy testować mieszaninę wodoru i gazu".

To już zupełna paranoja. Charakterystyka spalania wodoru oznacza się bardzo krótkimi czasami inicjacji (ok. 10 razy krótszy czas niż np. dla metanu czy benzyn; do mieszania z olejem się nie nadaje bo wodór wymaga źródła zapłonu). Próba spalania czegoś takiego w silniku, czy gdziekolwiek indziej spowoduje powstanie dwóch pików ciśnienia czasie, a nie ma silników przeznaczonych do takiej formy spalania. Cały wodór się spali zanim nastąpi zapłon reszty gazu . Poza tym wybuch wodoru w silniku ze względu na krótkie czasy odznacza się bardzo silną dynamiką i silnik musiałby zostać przystosowany do wytrzymania takich gwałtownych skoków ciśnienia. Wspomnę jeszcze, że wodór należy do najbardziej niebezpiecznej klasy wybuchowości, co wymaga wykonania całej instalacji elektrycznej silnika w specjalnej bezpiecznej wersji.

Sama sprawa zbiornika paliwa to oddzielna historia. Wodoru nie da się skroplić (chyba, że w silniku zainstalujemy system schładzania do -272 stopni Celsjusza co waży kilka ton i zużywa masę energii). Dlatego paliwo będzie ładowane do zbiornika ciśnieniowego. Typowa butla wodorowa ma 160 atm i 6 m3 wodoru (po rozprężeniu), a waży ze 100 kg. Taka butla zawiera ok. 500 g wodoru. Nie na długo to starczy. Dlatego zbiorniki środków transportu będą musiały być duże, ciężkie i często ładowane. Instalacje w specjalnym wykonaniu. Gęsta sieć stacji ładowania. Specjalne formy przesyłu. Jak bym widział cysternę z ciekłym wodorem na autostradzie to raczej bym zamknął ją dla ruchu do chwili zakończenia przejazdu. Kto chciałby się z czymś takim zderzyć? Albo zderzyć się z samochodem na paliwo wodorowe?

"Trzeci projekt to powołanie New Fuel Lab w ramach Centralnego Laboratorium Pomiarowo-Badawczego grupy kapitałowej. Ma być to pierwsze w Polsce laboratorium badające wodór oraz jego mieszaniny jako paliwo."

Amerykanie zbadali własności wybuchowe wodoru dość dokładnie już w latach 60-tych XX wieku. Na pewno zostało jeszcze trochę do zbadania, ale zrąb wiedzy już dawno istnieje i to nie tylko dla samego wodoru ale i jego mieszanin z innymi gazami palnymi i obojętnymi.

"Piąty projekt dotyczy tzw. niebieskiego wodoru, czyli produkcji wodoru z gazu ziemnego. Wyzwaniem jest zagospodarowanie dwutlenku węgla, który powstaje w tym procesie"

Mamy jedno czyste paliwo i produkujemy z niego inne, czyste paliwo, do tego koncentrujemy emisję CO2. Na pewno można z tego produkować wodę sodową, ale wydaje się, że niektórym uderzyła już teraz ona do głowy.

Podsumowując. Technologia paliwa wodorowego jest niezwykle przyjazna środowisku. Niestety, wymaga tak specjalnych rozwiązań i stwarza tyle niebezpieczeństw produkcyjnych i użytkowych, że należy się zwyczajnie trzymać od tego z dala. Na pewno nie nadaje się do transportu drogowego na masową skalę.

W kryzysach pojawiają się także pomysły na produkcję paliw samochodowych z węgla (synteza Fishera-Tropsha i podobne). Czekam na kolejny komunikat, np. PGG.







Właśnie ukazał się komunikat o tym, że PKN ma zamiar produkować izopropanol - jako zamiennik etanolu stosowany do dezynfekcji (chociażby: https://stooq.pl/n/?f=1352817). Kupił licencję. Hurra. Ale - zastanówmy się nad tym, co właśnie ogłosił Pan Obajtek i spółka. Otóż, PKN produkuje fenol od lat. Od lat też produkuje aceton jako uboczny produkt syntezy (i to dużo tego). Od wielu lat też w szpitalach jako środek dezynfekujący stosowany jest np. Kodan - to produkt importowany firmy Schulke, członka koncernu Air Liquide a także szereg innych środków opartych na izopropanolu. Tą decyzję można było więc podejmować wiele lat temu - jeśliby działały jakiekolwiek systemy prognostyczne i zorientowane na opiekę zdrowotną i ochronę zdrowia. Żaden taki system w Polsce nie istnieje, a sama decyzje została zapewne podjęta koniunkturalnie. Zanim ta instalacja zostanie zbudowana, zanim uruchomiona zostanie produkcja to całe zamieszanie z obecną pandemią dawno się skończy, dotychczasowi dostawcy tego rodzaju produktów zdążą się okopać, zawrzeć długoterminowe umowy lub wreszcie obniżyć cenę do poziomu konkurencyjnego z nową instalacją. Co więcej, firmy sprzedające profesjonalnie tego rodzaju produkty oferują kompleksowe dostawy - a PKN nie ma tu doświadczenia. Dlatego, będzie hurtownikiem, a na takim rynku PKN będzie musiał konkurować nie lokalnie, a globalnie. W sumie, może decyzja jest słuszna, ale ponieważ wygląda na podejmowaną pod wpływem koniunktury a nie poważnego procesu planowania, skutki dla PKN niekoniecznie będą pozytywne.

PKO i PEO zachowują się bardzo podobnie. Zapewne dlatego, że mają tego samego właściciela. Dobrym wskaźnikiem tego, co może dziać się na bankach może być dyskusja, jaka się rozwinęła na wątku PKO po analizie technicznej @Krewy i wskazanej przez niego pozytywnej dywergencji RSI. W wykresach obu banków nie widać specjalnych różnic. No, może rezygnacja ze sprzedaży mBanku przez właściciela chwilowo poprawi notowania PEO, ale niekoniecznie. Jakoś nie widzę wielu pozytywów, dzisiejsze mocne odbicie BOS jest wyjątkiem - ciekawe dlaczego?

Drogi Administratorze,

Jeżeli czytam jakiś wpis i chcę udzielić na niego odpowiedzi, muszę się zalogować, co często oznacza poszukiwanie góry strony. Nieco wygodniej byłoby umieszczenie drugiego przycisku logowania u dołu strony, znacznie bliżej czytanego aktualnie tekstu. Może uda się wprowadzić tak niewielką zmianę.

Chyba już sam komunikat Banku studzi zapały kupujących (Raport Nr 19/2020)

Bank ocenia wpływ obniżki stóp procentowych na wynik roczny 550-600 Mln (zysk a za 2019 r. to ok. 4000 Mln), a więc ok. 1/7 zysku tracą z samego działania RPP.

Inne odpisy za Q1 20290 to 155 Mln, a także, cytuję „Ponadto pomimo wciąż niepełnej wiedzy Banku na temat wpływu epidemii na sytuację makroekonomiczną oraz jej wpływu na inne podmioty sektora bankowego, Bank uwzględni w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym za I kwartał 2020 r. konserwatywny odpis z tytułu Covid-19 na prognozowane pogorszenie jakości portfela kredytowego Grupy oraz innych aktywów finansowych w kwocie nie niższej niż 215 milionów zł”. To już 370 Mln w Q1 bez skutków działania RPP. Jednocześnie, oceniają łączny wpływ na Q1 2020 na poziomie nie mniej niż 320 Mln zł.

Cytuję dalej: „Bank weźmie pod uwagę negatywne scenariusze makroekonomiczne, które zakładają w wersji bazowej recesję gospodarczą, wzrost bezrobocia a także znaczne pogorszenie jakości portfela kredytowego sektora bankowego”.

Treść tego komunikatu jest więc niezwykle optymistyczna i wręcz zachęca do kupowania akcji – przede wszystkim ze względu na pozytywną dywergencję. Już bez sarkazmu potarzam to, co napisałem kilka dni temu. W sytuacji „krachu i konsolidacji” AT daje niepewne rezultaty w krótkim okresie i bardziej wierzę w czynniki fundamentalne. Te nie nastrajają pozytywnie i, kto wie, jeżeli negatywne scenariusze Banku się spełnią, może ponownie zawitamy w okolice 14 zł, co było minimum z okresu poprzedniej recesji. Obecne notowania testują dołki z 2016 r. i odbicie takie, jak wtedy widzieliśmy mogłoby się zdarzyć tylko, jeżeli wrócimy do wzrostów DNB na poziomie 4-5%, a to wydaje się być dość daleką perspektywą – wątpię czy tak będzie już w 2021 r.

Nie w wątpię, że dla budowania portfela inwestycyjnego (odmiennie niż przy spekulacji) powolne budowanie pozycji przy spadku notowań poniżej ok. 20 zł może za kilka lat przynieść spore zyski. Podkreślam – powolne.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

5 dni bez wpisu na tym wątku. To jakby całkiem zapomniana spółka.

Optymizm nieco się ulotnił i notowania zaczynają lekko odpadać od szczytów.

Uważam, że sytuacja CDR w związku z CP77 jest dość szczególna. Tej gry jeszcze nie ma. Nie można w nią grać podczas "pozostań w domu". To sytuacja całkiem inna od np. TSG czy PLW. Oni mają nowości do sprzedaży. W3 i podobne nie uwzględniam, bo to już produkty znane i zyski nawet przy zwiększonej sprzedaży nie będą olśniewać.

Jeżeli całe to zamieszczanie skończy się przed debiutem gry, to nowy produkt może już tak mocno nie angażować graczy - chyba, że będzie to wyjątkowy przebój. Uważam, że oczekiwany przez wszystkich sukces może być trudniejszy do realizacji w warunkach "odmrażania" gospodarki albo w sytuacji, gdy ogół uświadomi sobie, że dobre czasy nie wrócą w ogóle albo tak szybko. Ten debiut może wymagać zupełnie innej i bardzo umiejętnej kampanii reklamowej. Oczywiście, nie dotyczy to tych, którzy poza grą nie widzą nic - ale takich zdecydowanych fanów nie będzie tylu by zapełnić kiesy producentów gry. Nie wiadomo też, po jakiej cenie gra się sprzeda i czy w nowej rzeczywistości zapewni to odpowiednią ekonomikę całego procesu.

Gra na pewno się zwróci, ale czy osiągnięty zostanie oczekiwany przez wszystkich poziom zysków? Zyski na poziomie tych, jakie dały wszystkie wersje Wiedźmina nie uzasadniają obecnej ceny.
Może ktoś już policzył jaki poziom zysków z CP77 uzasadnia obgecną cenę?



Jakoś mnie nie przekonałeś. Zachowanie wskaźników jest dość typowe dla sytuacji po krachu i konsolidacji przy minimach. Dołek RSI (14) wynika z krachu, a jego wpływ skończył się z upływem czasu. RSI(14) w skali tygodniowej ledwie drgnął i nie wyszedł jeszcze z obszaru wyprzedania. Uważam, że w sytuacji po krachu wszystkie parametry techniczne dają rezultaty zniekształcone i o kolejnym ruchu przesądzi bardziej sytuacja fundamentalna a nie techniczna. Uważam to ("krach i konsolidacja") za szczególną sytuację techniczną, w której do roli AT podchodzę ze sporą ostrożnością.

@krewa

To wszystko to zapewne zemsta kosmitów za zabicie przedstawiciela ich rasy w Roswell.


Ale, do rzeczy.

Naprawdę to się powinniśmy martwić o pokłosie niezwiązane z epidemią. Nawet nie chodzi o zwiększoną inwigilację, ograniczenia swobody przypominające te z okresu PRL. W czasach kryzysu na powierzchnię wychodzą wieloletnie zaniedbania w służbie zdrowia, która obecnie zorientowana na jedną jednostkę chorobową zatrzymała się w działaniach na innych polach. Dopiero po latach ocenimy na ile zwiększyła się śmiertelność niezwiązaną z COVID. To co dzieje się w DPS-ach jest czubkiem góry lodowej niedostatków socjalnych w naszym społeczeństwie. Te kwestie zawsze schodziły na ostatni plan.

Poza utratą miejsc pracy, zmianą relacji społecznych pojawia się sprawa tego, czym naprawdę jest DNB. To tu będą konieczne olbrzymie zmiany w nadchodzących latach. Musi ulec zmianie sposób kształcenia, rozdęte wydatki na "obronność" muszą ulec obniżeniu, wrócimy na ziemię w sprawach mega-inwestycji (to wielkie lotnisko, te wielkie inwestycje energetyczne). Zmianie ulegnie struktura podatków. Nie należy się łudzić, że po pokonaniu wirusa wszystko wróci do normy. To już nie te czasy ani nie jest to choroba lokalna. Ten kryzys stawia pod znakiem zapytania politykę rozdawnictwa (np. 500+) i wskazuje na konieczność ponoszenia wydatków zorientowanych na długoterminowe cele, które po czasie zniwelują efekty rozdawnictwa.

To tylko przykłady - jest szansa na zmiany - można się obawiać tego, czy nasze władze są na tyle dojrzałe by na tym skorzystać. Szybkie zmiany tego rodzaju mogą całkiem realnie zwiększyć nasze znaczenie w UE (lub w tym, co z niej pozostanie - bo w chwilach kryzysu UE jakby zamilkła i przestałą istnieć jako siła przewodnia).

Jeszcze coś bardzo ludzkiego - ludzie siedzą zamknięci w domach i rozrywek mają jakby mniej. Mogą więc bardziej zająć się sobą. Za 9 miesięcy może możemy mieć niewielki baby-boom - i w ten sposób osiągniemy efekty lepsze od rzekomego celu Pani "broszkowej", jakim było ponoć zwiększenie dzietności w Polsce.

Naprawdę jestem niezwykle ciekaw jutra i nowych szans


Jest jeszcze jedna sprawa. Internet pozwolił różnym dziwakom zebrać się w grupy. Weźmy takich anty-szczepionkowców. Czy oni mieliby jakiekolwiek szanse zebrania się, nacisków i zgromadzeń gdyby nie Internet? Wątpiący mogli zostać przekonani fake-propagandą i wciągnięci w orbitę oszołomów. Tak się tworzy masową głupotę. Żadna inna forma kontaktów by tego nie umożliwiła.

To samo dotyczy jakiejś tam kolejnej Armii Boga. Rekrutacja następowała tylko poprzez Internet. Żaden Facebook nie był nad tym w stanie zapanować.

Cenzurowanie Internetu miało być całkowicie demokratyczne. Każdy mógłby się wypowiadać, a o sukcesie decydowałaby liczba odsłon. Za odsłonami miały przyjść reklamy, zyski i popularność. Coś na kształt Facebooka tylko na skalę ogólną. Różni dziwacy mieli być eliminowanie w sposób naturalny.
To miało być piękne i demokratyczne. Opierało się na jednej podstawowe zasadzie – czytelnik jest osobą racjonalną i ogół podejmuje racjonalne (rozsądne) decyzje. Niestety tak nie jest, tak samo jak z teorią efektywności rynków zakładającą racjonalność wszystkich inwestorów.
W rezultacie, Internet stał się okazją do demonstrowania różnych głupot, często słuchanych i łatwo wprowadzających ludzi w błąd. Samo pojęcie „fake-news” praktycznie nie byłoby możliwe bez Internetu.

Facebook miał być odskocznią ku racjonalności, ale uległ presji głupoty tak jak i cały Internet. Liczne nowe serwisy oferujące coraz bardziej ekskluzywne wątki powoli ulegają takiej samej deprecjacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy właściciel serwisu przestanie być w stanie kontrolować tego wszystkiego co na takim serwisie się odbywa. Ręczne sterowanie i „ręczny” rozsądek okazuje się być narzędziem trudnym do zastąpienia. Serwisy Bankier czy Parkiet są tego doskonałym przykładem. Na Stockwatch słynny „moderator” zapewne niekiedy resztkami sił ratuje co się da, eliminując rozliczne wycieczki osobiste. Czasami to zapewne są bardzo trudne decyzje, gdy na takich wątkach jak CDR i inne dla gier, emocje dyskutantów stają się trudne do opanowania. W krajach mniej demokratycznych zwyczajnie wyłącza się użytkownikom cały Internet i już.

Dlatego jestem zwolennikiem cenzury indywidualnej i na stracenie skazuję wszelkie Facebooki, Twittery itp. które dla sensacji i „polubień” – oraz za stojącą za tym kasę z reklam – przestały mieć jakąkolwiek wartość merytoryczną. Ostatnio Facebook podjął się jakiejś tam cenzury, ale czy w tej skali jest ona w ogóle skuteczna? NB: zasady, jakimi te serwisy kierują się przy skargach praktycznie uniemożliwiają osobie znieważonej dochodzenie swojej skargi. Facebook nie odpowiada za treści użytkowników, a użytkownicy bezwzględnie wykorzystują krótkie okresy przechowywania danych o użytkownikach w bazach danych i trudności w dotarciu do właścicieli serwerów zainstalowanych w odległych krajach. Podobnie jest z sieciami komórkowymi. Czas jest tu sprzymierzeńcem złodzieja, hakera i psychopaty.

Niektóre wpisy są mocno defetystyczne i zakładają spadki w wielu dziedzinach o kilkadziesiąt procent. Uważam, że to jest myślenie chwilą, zdominowane strachem.

Patrząc wstecz na gospodarkę, to jechała ona na kilka-procentowym zysku (z wyjątkami). Ograniczenie działalności o zaledwie 10%, ale utrzymujące się przez kilka miesięcy, powinno skutecznie pozbawić większość firm zysków, co najbardziej uderzy w firmy mocno lewarowane. Zamknięcie działalności na 1 miesiąc (a obecnie trwa już drugi miesiąc) to spadek obrotów o 1/12 w skali roku. Kolejne miesiące będą na pewno dawały znacznie mniejsze obroty w większości segmentów gospodarki. Udostępniane wielomiliardowe kwoty z założenia mają pójść przede wszystkim na wynagrodzenia (fundusz 250+ mld USD na małe firmy w USA rozszedł się w kilka tygodni i nie zaspokoił popytu)

Czy tą sytuację może uratować jakaś szczepionka? Nawet jeżeli jakimś cudem pojawi się do końca roku, to gospodarki raczej nie uratuje. Do kryzysu wcale nie trzeba spadków obrotów o kilkadziesiąt procent. Wystarczy te 10% przez kilka miesięcy - nie widzę w jaki sposób gospodarka światowa mogłaby tego uniknąć. Środki izolacyjne/ograniczające kontakty skutecznie obciążą takie segmenty jak podróże, turystyka, gastronomia. Takie segmenty jak masowa rozrywka w zasadzie już poszły do piachu. Nie wiemy jak zmienią się nastroje konsumpcyjne - ale po otwarciu sklepów ludzie raczej nie rzucą się na na nowe buty, kiecki, czy telewizory. Oszołomienie i obawy o przyszłość będą mocno rzutować na wydatki.


A u nas? Problemem będą kredyty hipoteczne - takich osób jest bardzo wiele i niezależnie od tego, jakie działania ochronne podejmie państwo, to będzie to także problemem banków. Poza tym, to dłużnicy hipoteczni byli bardzo aktywnymi konsumentami.

Innymi słowy: koronawirus wywołał panikę; a długotrwałe obniżenie aktywności gospodarczej doprowadzi do kryzysu. Ja się nie łudzę i z ciekawością patrzę na obecne odbicie od dna. Jeszcze kilka tygodni temu nie myślałem o ponownych spadkach okolice 1000 pkt (W20) ale teraz, przy ewoluującej sytuacji społecznej i gospodarczej powoli zastanawiam się nad realnością takiej możliwości.

Na innych wątkach np. PKO dyskutanci wskazują na możliwe spadki co najmniej o 10% i skrajnie nawet od 30-40%. PKO dość dobrze charakteryzuje gospodarkę państwową ze względu na silne uzależnienie od siły konsumpcyjnej społeczeństwa. Jeżeli doszłoby do realizacji tego drugiego scenariusza - to poziom 1000 pkt na W20 za kilka miesięcy może okazać się faktem. Dominacja spółek SP w W20 nieco łagodziła spadki tak samo jak tłumiła wzrosty. Dzisiaj optymizm na W20 wynika z szaleństwa na CDR, DNP. To co najmniej dziwna struktura i wyjątkowo wąska grupa rosnących spółek. Uważam, że ci, którzy liczą na dalsze wzrosty muszą brać pod uwagę dość nieprawdopodobne dalsze wyceny tych walorów.

Banki nie skorzystają wiele na jakimś ożywieniu, PKN uwikłany jest w przejmowanie ratowanych spółek SP, KGH przy braku ożywienia i negatywnych tendencjach (ostatnie wyceny, negatywne oceny sprawozdania) nie daje wielkiej nadziei, PZU stojące przed wyższymi wypłatami z tytułu różnych ubezpieczeń gospodarczych i obciążone jeszcze ALR. Energetyka nadal obciążona problemami węglowymi, emisji, mniejszego zapotrzebowania na energię. CCC - które zdaje uratowało się od wypowiedzenia kredytów w ostatniej chwili - ale na jak długo? W sumie jakoś nie widzę by optymistyczne tendencje się utrzymały długo. Może się mylę - przecież przyszłość nie daje się przewidzieć - ale kierunek rysuje się dość jasno.

Może jeszcze kilka słów o CDR. Wszystko zależy od CP77. Ale, jaka jest obecnie sytuacja w przedpłatach? Ile zostało wycofanych, ile przybywa? Czy oferowana cena przy zdaje się nieuchronnej wysokiej inflacji w USA spowodowanej drukowaniem pieniędzy gwarantuje przewidywane przez wielu zyski rzędu miliardów USD? Czy cena może zostać podwyższona, czy raczej okoliczności zmuszą firmę do obniżenia ceny w sprzedaży? Czy spadek wartości PLN wobec USD nie podwyższy przewidywanej stopy zysku u nas, ale zaszkodzi zagranicznym posiadaczom akcji (albo będzie neutralne)? Sprzedaż zależy od kampanii reklamowej? Jaka ona będzie bo przecież nie fizyczna? Pytań jest bardzo wiele - a notowania robią sobie co chcą?





@krewa

Niezależnie od tego, z jakiej perspektywy na to popatrzymy - to jest to swego rodzaju paranoja.

Sprawa z ropą naftową staje się dość złożona. Zarówno Arabia Saudyjska jak i Rosja rozpoczęły walkę o udział rynkowy po załamaniu notowań w wyniku fiaska rozmów o ograniczeniu wydobycia. Rosji zależy na pieniądzach, bo to jedno z głównych źródeł ich dochodów. To samo zresztą dotyczy Arabii Saudyjskiej. Wprawdzie ich koszty wydobycia to zaledwie ułamek ceny, ale rozbudowane programy socjalne w tym kraju powodują, że albo wydobywasz mnóstwo ropy, albo jej cena sprzedaży musi być wysoka (niektórzy mówią, że nawet ponad $50 za baryłkę by utrzymać programy socjalne w tym kraju). USA dostają rykoszetem, bo samowystarczalność zawdzięczają wydobyciu ropy z łupków. Tu okazuje się, że granica opłacalności wydobycia wynosi od $40 do $50 zależnie od źródła (Reuters lub The Economist). Pierwsza spółka z tej branży (Whiting - Południowa Dakota) własnie ogłosiła upadłość, to samo grozi takim firmom jak Chesapeake i innym - nie są w stanie udźwignąć obsługi długu zaciągniętego w czasach hossy.

USA podjęły pewne działania - najpierw chcą wprowadzić cła na import ropy z Arabii Saudyjskiej (to na pewno ucieszy szejków), po drugie Trump z Putinem omawiali sprawę cen, a po trzecie, Trump wyznaczył negocjatora, która ma doprowadzić do porozumienia w sprawie ograniczenia wydobycia ropy, co w świetle nieuchronnej recesji nabiera dodatkowego znaczenia. Ciekawe, ze jest to osoba płci żeńskiej (na imię ma Victoria, a nazwisko mi o tej porze umknęło). Taki negocjator w tak niesłychanie demokratycznym ustroju jaki panuje w Arabii Saudyjskiej może być dla arabów wręcz prowokacją i nie raczej nie wróży niż dobrego na przyszłość (to moja własna opinia - mogę się mylić). Nie mniej, rynek pozytywnie przyjął te nowe wiadomości i - jeżeli mamy już mieć jakiekolwiek uzasadnienie dla wzrostów ceny ropy pod koniec dnia - to takie uzasadnienie wydaje się być dość prawdopodobne. Ja na ogół przyjmuję że bardziej prawdopodobne jest zamykanie krótkich pozycji pod koniec dnia.

Coś mi tu nie gra od strony logiki. PGNiG sama nie ustala cen, ale są one uzgadniane z urzędem - Urząd Regulacji Energetyki. Oczywiście, spółka ma swoje własne cele, ale urząd ustala cenę taką, jaka powinna według niego obowiązywać na rynku, zarówno odbiorcy detalicznego, jak i komercyjnego. Jeżeli urząd ustala cenę, to zapewne bierze pod uwagę wszystkie okoliczności dotyczące tej ceny. Wiem, że to delikatna sprawa i ociera się o naciski polityczne, itp. Jednak jeżeli postawimy to zagadnienie przed sądem to liczą się fakty. Urząd podjął decyzję, PGN nie wniosło zastrzeżeń lub zainicjował arbitrażu z Urzędem (albo odwołania były nieskuteczne) i obowiązuje jakiś stan faktyczny. To do PGN należy decyzja jak będą dalej postępować - gdzie i jak zakupią gaz i jakie kontrakty podpiszą (teoretycznie, Urząd to wszystko uwzględnił i, ponownie, liczy się stan faktyczny). W takiej sytuacji, kłopoty PGN z osiągnięciem zysku, brakiem rentowności itp. są ich sprawą, a nie urzędu, czy jakichkolwiek innych organów władzy (teoretycznie). To dlatego PGN nie może narzekać, bo wyczerpał całą urzędową drogę postępowania. Jeżeli urząd uwzględnił faktyczną cenę płaconą przez PGN dostawcy gazu, to decyzja Urzędu byłaby inna gdyby cena odpowiadała tej, jaką PGN uzyskał w wyniku wydania wyroku arbitrażowego i cena gazu dla odbiorcy zostałaby ustalona historycznie przez Urząd na innym poziomie.

Rożnica w cenie pomiędzy faktycznie ustaloną przez Urząd a ceną, jaką Urząd by ustalił gdyby uwzględnić cenę zakupu wskazaną przez PGN na poziomie wynikającym z wyroku arbitrażowego nie może stanowić dodatkowego zysku PGN. Taki zysk nie należy do PGN ale powinien zostać przeniesiony na odbiorców gazu, którzy zapłacili za gaz więcej niż powinni. To odbiorcy gazu ponieśli uszczerbek majątkowy (damnum emergens). Jedyną sytuacją, w której PGN należałaby się jakakolwiek część tej kwoty to sytuacja, w której PGN we wnioskach skierowanych do Urzędu wskazywałby na cenę, jaką ten gaz powinien kosztować i cenę jaką spółka jest zmuszona zapłacić w wyniku braku porozumienia z Gazprom. Takich szczegółów nie znamy, ale jakoś nie wierzę by władze spółki były aż tak przewidujące.

Nie można się też tłumaczyć zawarciem niekorzystnej umowy. To nie interesuje odbiorcy gazu, natomiast stanowi skazę na umiejętnościach negocjatorów (lub polityków, bo kontrakt z Gazpromem zdaje się, że był negocjowany na najwyższych szczeblach władzy). PGN jest spółką państwową i jako wykonawca woli Państwa ponosi odpowiedzialność za swoje działania wobec odbiorców gazu. Jeżeli ktoś źle wynegocjował umowę - to być może grozi mu jakiś tam Trybunał - ale to nie ma nic wspólnego z odbiorcą gazu.

Dlatego też, to odbiorca gazu jest uprawniony przynajmniej do części kwot odzyskanych w rezultacie arbitrażu.

To oczywiście jest znacznie bardziej złożony problem prawny wymagający dokładnej znajomości zawartych umów i negocjacji z URE. Dlatego podaję tylko ogólny zarys mojego rozumowania w tej kwestii, którą tak pokrótce ująłem w poprzednim wpisie.



Jeszcze jedna uwaga. Prezes powiedział, że (w domyśle) nic się nam nie należy, bo sprzedawali gaz po cenie rynkowej. A co to jest cena rynkowa? W uproszczeniu do cena zakupu gazu plus marża i koszty własne (... - ale w uproszczeniu). Jeśli więc okazuje się, że cena gazu ma być niższa to PGNiG wcale z tego tytułu nie należą się wyższe zyski, ale nam jako użytkownikom odpowiednie zwroty. To zatem niczym nie uzasadniona próba przejęcia kasy dla siebie. Gdyby jednak Prezes powiedział, że musieli sprzedawać gaz użytkownikom poniżej ceny rynkowej - to wtedy byłoby to zrozumiałe. Jednak Pan Prezes jasno powiedział - więc powinien nam, coś odliczyć od naszych rachunków. W końcu przecież to spółka państwowa, a więc dobro obywateli jest jej najwyższym celem. No chyba, że się mylę w swojej naiwności.

W zasadzie to cierpliwie czekam na zwrot mojej działki (nawet jeśli będzie to 10 zł. to i tek ważna jest zasada).

Chwalić ich trzeba, bo w końcu odzyskali tą dychę dla mnie!!!


Trochę poszperałem w Internecie. Orzeczenie arbitrażowe należy jeszcze wnieść do sądu w Rosji w celu wykonania. Oszacowana skuteczność tego działania to ok. 70% (https://globalarbitrationreview.com/jurisdiction/1005758/russia) i potem jeszcze może przysługiwać kasacja. Ten wskaźnik skuteczności uległ ostatnio poprawie, jeszcze ok. 10 lat temu było znacznie gorzej. Procedury arbitrażowe w Rosji ulegają ostatnio zmianie, ale nie wiem jak będzie traktowany ten spór, bo może załapać się na wcześniejsze przepisy prawa, które były (według mojego oszacowania) nieco mniej korzystne. Nie wiadomo jednak ile to może jeszcze zająć czasu i jak będą liczone odsetki. System sądownictwa w Rosji nie cieszy się zbyt dobrą opinią i jest podatny na "wpływy".

Jeżeli wniesienie wyroku do wykonania w Rosji będzie nieskuteczne, pozostaje zajęcie aktywów drugiej strony zagranicą. Tu na pewno coś jest do wzięcia, ale takie procedury trwają bardzo długo.

Korzystny wyrok cieszy, ale droga do pieniędzy jest według mnie jeszcze bardzo daleka. Kto wie, może strony zdecydują się na jakąś ugodę?

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Może to i prawda, ale wygląda mętnie. Gruźlica to prątki a nie wirusy. Może i BCG coś wzmacnia albo i krzepi. Jak mawiał Wańkowicz "wódka lepiej".

Paralela wydaje się być bardzo odległa.

To, że prezes dokupił po raporcie to jest zgodne z kanonami inwestycji rynkowych. Należy zadać pytanie dlaczego w ogóle właśnie teraz zakupił. Dla mnie BML to łakomy kąsek ze względu na instalację rozdziału osocza - bardziej bym liczył na jakieś przejęcie (kapitał francuski?). Cena akcji w emisji przed kilkoma laty była dość wysoka (chyba ok. 2,5 zł), i jeśli mam na coś stawiać - to raczej na szykujące się przejęcie. Ale - wtedy zakupy prezesa już nie bardzo byłyby zgodne z kanonem. Prawda może wyjść na jaw za kilka tygodni lub więcej.

Boeing to doskonały przykład tego, co się dzieje. Szefowie uważają, że powinni dostać od rządu USA ok. 60 Mld $ no i oczywiście chcą już od maja ponownie produkować MAX 737. Ale - po co? W obecnej sytuacji będzie to produkcja na skład przez wiele miesięcy, a w magazynie mają już mnóstwo tego złomu.Oni chcą tych pieniędzy po to by nadal robić to samo. Jasne, że żyją także z zamówień dla wojska, ale w obecnej sytuacji i o wojnę coraz trudniej.

Znowu - ratują notowania, ale nie gospodarkę.

Jeszcze jedna uwaga. Pakiet rodzinny w USA to maksymalnie ok. USD 3.000 na rodzinę (może być więcej jeżeli są dzieci i mniej, jeżeli więcej zarabiasz). To na oko ok. 300 Mld USD. To tylko na miesiąc - a co dalej. Kolejny pakiet za miesiąc - czy w ciągu 30 dni wszystko wróci do normy i gospodarka w USA ruszy tak, jak gdyby nic się nie stało? Sądzę, że to zbytni optymizm. Te 300 Mld szybko się wyda - a dalej pozostanie wielka niewiadoma. Nie słyszałem o planach w USA na dłuższy okres. $3.000 miesięcznie też nie jest za dużo i nie starczy na dotychczasowy poziom życia w wielu rodzinach.

Ta sytuacja może rozwinąć się nieprzewidzianym kierunku.

Wirus sobie bryka i raczej ma za nic wysiłki dyskutantów by go opanować.

Skutek jest taki, że nad gospodarką całego świata zbierają się chmury.

Nie bójmy się tego powiedzieć - władze finansowe wszystkich zachodnich państw rozwiniętych gospodarczo zadecydowały, że jedynym lekarstwem na obecną sytuację jest dewaluacja walut na masową skalę. Przodują USA, bo zastrzyk finansowy w wysokości 2 Bln USD stanowi obniżenie wartości Dolara - o ile? 15%, a może i więcej. Tego nie potrafię ocenić. Dewaluacja walut postępowała po kryzysie 2008 r., ale interwencji na taką skalę się nie spodziewałem. Może i to uratuje indeksy i notowania - ale nie uratuje gospodarek. Nowy poziom cenowy będzie znajdować się zupełnie w innym miejscu, a powrót do szczytów hossy wcale tym szczytem nie będzie - będzie kolejnym krokiem w otchłań. Zastanawiam się, jak wielka będzie wywołana tym wszystkim inflacja cenowa. U nas brak równowagi cenowej pojawił się trochę wcześniej i NBP powinien był zareagować. Teraz reakcja w drugą stronę wcale nie jest ratunkiem, ale kolejnym stopniem nierównowagi.

W USA błędy zostały popełnione w 2008+ roku i - prawdę mówiąc - nie widzę wyjścia, które szybko przywróciłoby statykę w gospodarce. Masowe pompowanie waluty w gospodarkę uruchomiło dynamiczne procesy, których efektem będą nowe poziomy cenowe - ale nie poziomy równowagi.

Nie wieszczę upadku, bo nic z tego nie wynika, ale uważam, że najwyższy czas przerwać tworzące się stopniowo błędne koło. Nie wiem jak, ale chyba już czas zrobić coś inaczej !!!


@WatchDog

Kapitalizm nie radzi sobie z tym, że Internet jest niematerialny. Dotychczas wszelkie próby ograniczenia Internetu kończą się fiaskiem. Władza nie jest w stanie poradzić sobie z black pools i innymi przejawami przestępczości Internetowej. Fakt, że powstały wirtualne waluty jest też przejawem bezsilności kapitalizmu wobec zachodzących zmian. Można również zacząć przypuszczać, że to nie socjalizm, ale Internet jest odpowiedzią świat na kapitalizm.

Przewrotnie mówiąc - Kapitalizm jest zbyt materialistyczny jak na Internet.

Kiedyś, bardzo dawno temu, kiedy jeszcze toczyła się dyskusja o mocnych akcentach medycznych, po nagłym wyskoku cen (ok. 2014 r.) twierdziłem, że jeszcze kiedyś kupimy te akcje po cenie rzędu 20 zł. Stało się to niedawno. To już tyle lat trwa opracowywanie tego leku. Aż nie chce się wierzyć, ile czasu trwał ciągły optymizm (przecież nie ma żadnych dochodów).

Nie podoba mi się specjalnie ten pomysł by obiegać się od razu o wielkoskalowe dopuszczenie. To spowalnia cały proces, a ten który trwał przebiegał w dość żółwim tempie. Co najmniej dwa konkurencyjne preparaty są już na rynku i pole manewru spółki jest coraz mniejsze.

@WatchDog

Czyli, to co kapitalizm zawsze robił - ucieczka do przodu.

Jak świat zmieniał się powoli i dostojnie, to nie było tego widać, przy obecnym tempie (tak gdzieś od 2000 r.) zjawisko to staje się coraz bardziej dominujące.

Ponieważ tak jest i (niestety) przez jakiś czas będzie długoletni trend rosnący jest niczym niezagrożony. Rozwój rozwojem, ale ten wykres świadczy także o tej uciecze do przodu.To na tym słynnym wykresie krach z 1987 r. jest już tylko niewielką zmarszczką (nigdy nie byłem dobry we wstawianiu wykresów do komentarzy), a przecież świat od tamtego czasu ie stał się 6-8 razy bogatszy.

Są tacy co w bezwzględnych cenach skorygowanych o dług twierdzą, ze od ok. 2000 r. tylko jeden kwartał w gospodarce USA odznaczał się rozwojem, a reszta to właśnie efekty inflacji i, w moim żargonie, ucieczki do przodu.

Wszystkie gwiazdy Hollywood w latach 20-tych inwestowały w akcje i wszystkie odczuły boleśnie Wielką Depresję. Był jednak wyjątek - nasza własna Apolonia Chałupiec (Pola Negri) wywodząca się z konserwatywnego środowiska polskiego, która jedna nie straciła, bo inwestowała w nieruchomości. Czy teraz tak będzie - nikt tego nie wie, ale ...

Co ja napisałem? To impulsywna myśl - ale kto wie jak będzie.

Chińczycy już mają z głowy epidemię i dobrze sobie z nią poradzili. Teraz tylko czekać aż USA zostanie zmuszone do sprzedaży gasnących aktywów, a Chiny siedzą na Dolarach. Koniec wojen handlowych i nagły zwrot w gospodarce ku Chinom? To może i marzenie, ale ostatnie wydarzenia powodują, że nawet najmniej prawdopodobne scenariusze mają realne szanse zaistnienia. Jeszcze tylko brakuje tego, by to Chiny pierwsze opracowały szczepionkę.

Może za rok obecny świat, trendy i politycy (w tym Trump) będą już historią?

@bankrucik

Masz rację, ale to już czysty socjalizm (może zaproszą chińczyków, by im trochę kupili?).

@vox.

Trend rosnący to już przeszłość - możemy mieć "boczniaka" przez jakiś czas. Po tym pojawi się nowy problem - te rozrzucane pieniądze. To podwyższy kursy, ale dla równowagi wartość tego co kupujemy pozostanie taka sama, bo wartość nabywcza waluty ulegnie obniżeniu. Teraz o tym się nie myśli, ale kto wie czym to się skończy za kilka miesięcy.

Byli już fachowcy, którzy kryzys próbowali zasypać pieniędzmi. To szef narodowego banku Niemiec w latach 20-tych XX wieku uważał, ze tylko dodruk pieniądza jest w stanie zatrzymać spadek jego wartości. Wiemy jak się to skończyło. Za kilka miesięcy te procesy nogą się objawić w rachitycznym pokłosiu epidemii.

Dlatego też, kiedy piszę o braku amunicji, nie mam na myśli najbliższych tygodni, ale okres 6-9 miesięcy i długofalowe skutki tych gwałtownych operacji na rynku.

No i - stało się.

Na S&P 2400 zostało przebite. Rynek spadł - przynajmniej w mojej ocenie - poniżej swojej wartości godziwej (którą uznałem za zakres 2400-2500). Leciało dalej w dół, aż oparło się w okolicach 2270-80. Ten punkt z kolei nazwałem "punktem bez powrotu". W mojej ocenie, poniżej 2270-2280 cały rynek wyceniany jest na mniej niż jest wart. Na zakończenie rynek odbił się od tego poziomu, wracając w okolice 2400. Czyżby nadeszła chwila przełomu.

Według mojej oceny, w czwartek i piątek rynek podejmie decyzję o swojej przyszłości na nadchodzące 3-6 miesięcy. Powrót do poziomu ok. 2270-2280 i niżej będzie oznaczać krach. Inna alternatywą, według mnie najbardziej prawdopodobną będzie zmiana trendu na boczny (to najczęściej spotykany trend, bessa i hossa są znacznie mniej częste). Istnieje spora szansa, że wtedy tak gdzieś do czerwca będziemy się bujać w okolicach 2400 do nawet 2800. W końcu te wpompowane miliardy zadziałają. Jeżeli nie pomogą, to amunicja się właśnie skończyła i już będzie po wszystkim.

W piątek są te słynne 3 wiedźmy, to także dobry moment na zmianę nastawienia do rynku.

U nas rynek jakby się bał. Doszedł do ok. 1480-90 i strach padł na wszystkich, bo co będzie jak Ameryka nie będzie rosła Nie rosłą niepewność trwa dalej.

Ponieważ rynki i panika są w czołówkach gazet, może to oznaczać, że przesilenie jest blisko.


Zapewne wiele osób myśli o tym, by piątek z wiedźmami pozwolił chociaż częściowo skompensować straty z ostatnich 2 tygodni. Na pewno będzie ciekawie.

To wszystko to tylko moja osobista opinia. Sam inwestuję, więc pomimo dążenia do zachowania neutralności wobec swoich opinii, mogą one nawet podświadomie odzwierciedlać moje własne dążenia.


Może jeszcze o Trumpie - ma niepowtarzalną okazje by się wreszcie zamknąć i oddać pola fachowcom.

Oczywiście, że może spadać dalej, ale tu może zadziałać konserwatywna struktura naszego WIG20. Teraz to właśnie brak nowych technologii powoduje, że ruchy mogą nie być tak gwałtowne jak USA czy gdzie indziej w rozwiniętym świecie. To nie znaczy, że będziemy rośli, bo też nie ma z czego. Obecne wyceny np. spółek energetycznych i paliwowych są już wystarczająco niskie nawet, jeżeli miałby się na świecie rozwinąć wielki kryzys. Powoli w grę u nas mogą wchodzić fundamenty: jeszcze trochę ale nie za dużo pospadają banki, i sporo sektor usługowo-sklepowy (mniej spożywcze). Taki CDR bardziej zależy do dotrzymania terminu premiery niż od koniunktury. Dla mnie niewiadomą jest DINO - dotychczas raczej opierał się trendom, ale to tez kiedyś się skończy.

Kto wie, może to właśnie okolice 1300 pkt na WIG20 będą tą granicą, poniżej której rynek nie zejdzie. Na to trzeba żeby rozwinął się pełny kryzys. Nie można tego wykluczyć, ale na razie decyduje głównie panika. Jestem umiarkowanym optymistą na tych poziomach, ale też nie przewiduję na razie silnych wzrostów.

Kilka dni temu pisałem, że okolice 2400 na S&P odpowiadają mniej więcej poziomowi rozwoju fundamentalnemu plus kilka procent na panikę. Teraz ten poziom został osiągnięty - i mocno trzeszczy. Dla mnie obszar recesji zaczyna się poniżej tego poziomu i należy go uważnie obserwować. Punkt bez powrotu zapewne jest ok. 5% niżej i tu zaczną się upadłości i trudności całej gospodarki USA. Uważam, że jesteśmy w kluczowym momencie dla rynku w USA.

Co do dyskusji dotyczącej koronawirusa - proponuję by dyskutanci albo założyli sobie odrębny wątek i tam się wzajemnie straszyli lub prześcigali w coraz to mocniejszych filmikach, a tu raczej zostawili pole dyskusji o wpływie gospodarczym tego zawirownia


Mało tego, jak już będzie szczepionka, to ktoś będzie musiał ją rozprowadzać lub produkować - jest na GPW kilka firm, które mogłyby podjąć się tego zadania

@Watchdog

Uwaga na nieruchomości komercyjne - te wielkie wypasione biurowce.

Linie lotnicze (LOT wybrał sobie doskonałą chwilę na zakup niemieckich linii lotniczych - podobieństwo do zakupów KGHM, czy Polic jest uderzające - brakuje w firmach państwowych dobrych strategów; zewnętrzni doradcy zrobią to co im się podoba i namówią na wszystko łatwowiernych bonzów).

Linie autobusowe / Producenci autobusów

Sprzedaż detaliczna - poza żywnością (ograniczenie liczby klientów w centrach handlowych).

W sektorze żywności wygra ten, kto ma dobrą sprzedaż Internetową (obecnie w Warszawie na dostawę z popularnych sieci czeka się 7-14 dni - wygra ten, kto pokona bariery transportowe)

Restauratorzy (ale nie pizze z dostawą)

Organizatorzy rozrywki.

Uber i podobne

Sprzedaż alkoholi (poza klientami, którzy lubią pić sami)

Korzyści: firmy kurierskie, domy wysyłkowe, motoryzacja (bezpieczniej poruszać się własnym transportem).

Proponuję uzupełnienie tej listy

Tak w związku z lotami.

Czy ktoś jeszcze pamięta to tym, że mieliśmy budować największe lotnisko na świecie i okolicy? Jak skasują te wszystkie loty i strach ogranie turystów, a UE w końcu zacznie działać w internecie. zamiast wysyłać fachowców co tydzień na loty do Brukseli nabijając kasę hotelarzom w Belgii, to nawet UFO nie będzie chciało tam lądować.

To wielka szansa dla nas. Te 40-50 Mld będzie można dać na naprawdę potrzebne inwestycje, albo TVP1.

Przy okazji synekura gwiazdy komisji VAT okaże się niewypałem, i będzie mógł on spokojnie sadzić ziemniaki na polach pod Mszczonowem.

Czyżbym odnosił wrażenie, że na tym wątku w kwestiach COVID-19 pojawiało się sporo chaosu? Może przytoczę fragment wywiadu, jakiego TVN udzielił profesor wirusologii. Przede wszystkim, należy zaznaczyć, że profesorowie znają się na swoich specjalizacjach ,i jeżeli pozostają w ramach swoich specjalizacji, to ich konkluzje są nadzwyczaj miarodajne (może z wyjątkiem profesorów ekonomii). Ów wirusolog powiedział, że testy na współpasażerach autobusu wykonane od razu po tym jak ten autobus pojechał pod izbę przyjęć (to historia z Bydgoszczy) nie są w stanie niczego wykryć, bo nie nastąpiło odpowiednie nagromadzenie się wirusa by stał się on wykrywalny, a jeżeli taki test wyszedł pozytywnie, to jest to tak zwany fałszywy pozytywny wynik wskazujący raczej na to, że metoda pomiaru się nie nadaje. To jest naprawdę poważna sprawa, bo ci ludzie wcale o tym nie wiedząc i udając się do swoich domów i zajęć nieświadomie mogą stać się roznosicielami choroby – tym bardziej, że mają już „atest” zdrowia.

W prostych żołnierskich słowach oznacza to, że wszelkie działania tego rodzaju są jedynie namiastką walki z wirusem, niekoniecznie celowo wprowadzającą w błąd, ale i tak nieporadną.

Zagrożenie takie będzie więc istniało i nie da się uniknąć szerokiego rozprzestrzeniania się wirusa. Działania te powinny zmierzać zatem do „spłaszczenia" krzywej wzrostu ilości przypadków tej choroby tak, by służba zdrowia poradziła sobie z nawałem przypadków. Te działania prewencyjne wyraźnie wskazują – dbajcie o siebie, a nie przeciążycie naszych możliwości leczenia i wtedy liczba zgonów będzie znacznie ograniczona. Poza tym, nie łudźmy się, że wirus się nie rozprzestrzeni. Jeżeli porównamy dynamikę epidemii w czasie z tą w Chinach, może okazać się, że czas do końca marca to zbyt mało. Ja widzę szczyt zachorowań w okresie Wielkanocy; potem pandemię złagodzi korzystna pogoda.

Prozę też zauważyć, że jak dotąd wysiłki zmierzające do opracowania szczepionki są bardzo mało zaawansowane. Badania idą w kierunku zarówno utworzenia antyciał w celu skłonienia mechanizmów obronnych do atakowania wirusa (Johnson & Johnson, Sanofi), wykorzystania istniejących związków by wśród nich znaleźć coś działającego (Glaxo, działania finansowane przez Fundację Gates’a), wykorzystania nieskutecznych leków na HIV i Ebolę, a także antyciał wytworzonych przez osoby, które się wyleczyły z zakażenia. W proces ten silnie zaangażowane są firmy z Chin. Nie mniej testy Etapu 1 przewidywane są najwcześniej za 6 miesięcy, co oznacza, że szczepionka może być gotowa najwcześniej na przyszły sezon jesienny.

Dla nas inwestorów - oznacza to, że na świecie pojawiła się nowa rzeczywistość gospodarcza. Wiele działań i „wybryków” z okresu prosperity okaże się żałosną dekadencją albo eskapizmem, wiele sposobów spędzania czasu zniknie, wiele sportów nagle okaże się zbędnymi niszami, a wiele biur i biurowców zbędnym balastem. To jakby orzeźwienie, powrót do świata realnego z bajki, która zdawała się „Never ending stoy”.

Od strony psychologicznej – USA udało się ponownie wmówić światu, że jest pięknie i bogato. Zdawało się to niemożliwe po 2008 r., a jednak. Czy teraz będzie inaczej? (fachowcy twierdzą, że zawsze jest tak samo).

To będzie moje osobiste i niezależne stwierdzenie – nie tym razem stanie się inaczej. Powodem będzie to, że załamanie następuje w zasadzie bez przyczyny ekonomicznej (które zawsze towarzyszyły kryzysom). Tym razem nie będzie kryzysu, ale nastąpi przewartościowanie, przeszacowanie tego, co jest najważniejsze w życiu etc. Tym razem ekonomia staje się jakby niewolnikiem zmian strukturalnych i społecznych wywołanych pandemią.

Przewiduję, że długoterminowym skutkiem obecnego procesu będzie załamanie struktur władzy takiej, jaką dzisiaj znamy. W końcu władza decydująca przejdzie z państw narodowych do społeczności regionalnych – i upadnie to, co w XIX wieku stworzyły nacjonalistyczne rządy narodowe, doprowadzając do wielu krwawych i wyniszczających wojen. To nie stanie się od razu, ale zajmie kilka lat, albo i dekadę. Tu najlepiej do tego procesu przygotowana jest Unia Europejska, i będzie to jej wielką przewagą w przyszłości.

Możecie mi zarzuć, że to marzenia albo i mrzonki, tym nie mniej, jest to jeden z alternatywnych i wcale nie trywialnych scenariuszy przyszłości.

Dla inwestorów nadchodzą dość trudne czasy. Wyrzucone zostaną marzenia i zbytki (np. nowe iPhone co dwa lata) i coraz większą rolę będzie odgrywać umiarkowanie i powściągliwość. Gadżety (wszelkiego rodzaju) stracą na atrakcyjności, i przez najbliższe kilka lat indeksy będą pozostawać na poziomie odpowiadającym rozwojowi gospodarki (bez dużego udziału emocji). To oznacza, że np. S&P500 może poruszać się w dłuższym okresie w kanale (np. 2600-2200 – wokół wartości centralnej ok. 2400, odpowiadającej rzeczywistemu wzrostowi gospodarczemu przez ostatnie kilka lat) a nasz poszargany WIG20 nie wyjdzie poza górne ograniczenie ok. 1500-1600 ze względu na silny udział gospodarki tradycyjnej w jego strukturze.

Na pewno będzie ciekawie, i teraz do kolejnych 3 wiedźm nadal dużą rolę będą odgrywać emocje i jego indeks – VIX. Potem nastąpi dający oddech spokój.

Kilka dni temu pisałem, że rejon 2400-2500 na S&P stanowi granicę, którą uważam za wartość odpowiadającą rozwojowi USA w ostatnich lata i , że spadek do poniżej tej wartości będzie oznaczać dla wszystkich rynków poważne kłopoty. Tak jakby ten scenariusz się dzisiaj spełnił, bo wkrótce po otwarciu spadki sięgnęły poniżej 2500 pkt. To rzeczywiście może być sesja przesilenia. Ale, nie oznacza to początku odbicia. Przesilenie może pójść w drugą stronę i wtedy powrót do jakichkolwiek wzrostów w krótkim terminie wydaje mi się być mało prawdopodobny. Pozostaje tylko obserwować sytuację.

Takie spadki mogą zakończyć dobrą passę Trumpa i wyrzucić go z siodła lepiej niż wieloletnie, uporczywe starania np. CNN. Sytuacja jest dynamiczna, a ostatnie zakazy wprowadzone przez niego w jakiś sposób świadczą o panice w Białym Domu.

Wszystkie rynki będą miały chyba kaca do piątku wieczorem, po czym wszyscy się upiją i od poniedziałku na giełdach zawita nowa rzeczywistość - tylko, że nikt nie wie jaka.

Statystyki są bardzo trudne i bardzo łatwo dać się zwieść pozornym liczbom.

Posłużę się przykładami:

Liczba przypadków w USA jest niewielka, ale wykonano tam łącznie w całym kraju kilkaset testów na obecność wirusa. Z kolei, w Korei Pd. wykonano ponad 100.000 testów i uzyskano oczywiście wyższe wyniki obecności, natomiast śmiertelność choroby jest niska. Zasada małych liczb w USA powoduje, że jak już się coś wykryje to jest na poważnie i wskaźnik śmiertelności może być wysoki . Tak samo jest w kilku innych państwach.

Śmiertelność w okolicy Wuhan jest wysoka, ok. 4%, ale w pozostałych Chinach sięga ok. 0,5%. Wynika to z przygotowania się służby zdrowia i podjęcia różnych działań zapobiegawczych. A także z tego, że na początku nie wykonywano testów i tak naprawdę nie wiadomo ile ludzi faktycznie zachorowało – większość przypadków zapewne pozostała niewykryta jako grypa sezonowa lub przeziębienie.
Tam, gdzie liczba zachorowań jest niska (i mało testów), tam wskaźniki śmiertelności są wysokie. Pamiętajmy, że u nas zapewne przypadków jest już o wiele więcej, ale wykrywa się tylko te, które zostają zgłoszone i potwierdzone. Zapewne wszystkie wskaźniki mają charakter tymczasowy i dopiero gdzieś po roku dowiemy się o podsumowaniu całej epidemii.

Jeżeli chodzi o USA, to dochodzi jeszcze jeden dość zaskakujący czynnik. Tam służba zdrowia jest prywatna i szpitale nie mają rezerw łóżek na wypadek jakiejś epidemii, bo to się ekonomicznie nie zwraca. Dlatego, tam w przypadku wielkiej epidemii możemy mieć do czynienia z większym chaosem niż u nas, gdzie dzięki opiece państwowej mamy rezerwy na nieprzewidziane sytuacje. Nie oznacza to, że chwalę tą służbę, ale w tej konkretnej sytuacji zapewnia ona większe zabezpieczenie niż prywatne ośrodki, kierujące się tylko zyskiem. Te ok. 8 Mld USD przeznaczone przez administrację USA na walkę z wirusem mogą szybko okazać się niewystarczające. Jeżeli dojdzie do dużej epidemii, może to nawet osłabić USD w średnim okresie.

Środki ostrożności wprowadzone w Japonii miały uboczny korzystny skutek w postać znacznego spadku zachorowań na sezonową grypę. To w oczywisty sposób zadaje kłam wyznawcom moczu krowiego. Przede wszystkim konieczna jest higiena, zaś odchody zwierząt raczej nie są aseptyczne.

Patrząc na to, co dzieje się na rynkach futures (ropa S&P) to nikt raczej nie śpi. Dodatkowym czynnikiem są jakieś rozgrywki o władzę w Arabii Saudyjskiej, w których MBS pozbywa się konkurentów do tronu (przynajmniej tak pisze CNN).

Nadal twierdzę, że ten wirus to tylko czynnik wyzwalający coś, czego należało od dawna się spodziewać. Gdyby nie tak długi okres hossy na rynkach światowych, korekta miałaby bardziej łagodny przebieg. Teraz zachodzące zjawiska stają się trochę zbyt gwałtowne, a to może wysypać znacznie więcej firm niż zwykła korekta notowań.

Zwracam też uwagę na to, że FED ma stosunkowo niewielkie pole do manewru. Okazuje się, że sam dodruk i niskie stopy nie są w stanie zatrzymać paniki. Z kolei panika jest skutkiem długotrwałego spokoju i zadowolenia nieprzerwanymi zyskami. W Europie manewry finansowe są jeszcze bardziej ograniczone - tu stopy są przecież ujemne.

Zdaje się , że gdy Trump obejmował władzę, S&P było na poziomie ok. 2100. Jeżeli podejmiemy próbę bardzo ogólnego podliczenia wzrostu w USA przez te 4 lata, to wychodzi ok. 8%. Dodajmy jeszcze kilka procent optymizmu i postępu naukowego oraz lepszych usług, odejmujmy też straty wywołane wojnami handlowymi (może bez nich wzrost gospodarczy byłby nieco mocniejszy), i dochodzimy do wzrostów "rozsądnych" rzędu 10-15%. To ok. 200-300 pkt na S&P. Kto wie, może poziom równowagi na S&P leży gdzieś w okolicy 2400-2500? Dla mnie, jeżeli spadnie poniżej 2400 to mamy się czego obawiać w gospodarce. To więcej niż te magiczne 20% spadku od szczytu by wejść w recesję, ale dodałbym zawsze jeszcze parę procent na strach i panikę.

Po takim czymś to chyba trzeba być na długich. Oczywiście, może spaść do zera, ale w najgorszym przypadku zatrzyma się zapewne na wieloletnich minimach ok. $20.

Zobaczymy.

Przełożenie na inne rynki będzie olbrzymie - stanie wydobycie z łupków, bo przestaje się opłacać i kto wie, może USA będą musiały importować ropę.

W ogóle może zrobić się tanio - no chyba, że się opalamy węglem, którego cena raczej nie skoczyła w dół drastycznie. Jeżeli nie mylą mnie analizy kiedyś wykonane przed laty, to powinny teraz wzrosnąć zyski naszych spółek naftowych.

Czy ja dobrze widzę? Ropa WTI na otwarciu spadła o 25%?

Ale kino

Straszny ruch teraz na tym wątku.

Jak poczytałem sobie wiadomości ze świata, to widzę jedynie chaos i dzieci (takie jak FED) poruszające się we mgle. Jeżeli prawda jest, co pisze Goldman, to będzie to krótkotrwałe zachwianie - wiec po co zwalać stopy i to od razu o 0,5%? No, chyba, że jest inaczej. Taka obniżka stóp to zaprzeczenie celu inflacyjnego FED (2%) - chyba, że dodrukują jakieś straszne ilości pieniędzy zabronią kupowania akcji za nie. Tego nie zrobią, bo banki postawione pod ścianą (znowu niskie stopy i niskie zarobki na rynku realnym) będą tylko dalej kupować z rynków akcji i obligacji. Odnoszę wrażenie istnienia jakiegoś błędnego koła, którego jednym z celów (ukrytych) jest reelekcja Trumpa, bo inaczej wszystko się zawali.

FED właśnie pozbawił się kolejnych narzędzi ewentualnej walki z kryzysem, który w końcu nastąpi. Jakoś koronawirus nikogo nie straszył gdy rynki wykonały 5%-owy rajd te dwa dni temu.

Łańcuchy dostaw są oczywiście ważne i ulegną jakiemuś to przerwaniu. Czekam na pierwszy fake-news, że ktoś się zaraził od paczki z Amazona. Jednakże, Ameryka kwitnie usługami. To tutaj istnieje największe zagrożenie i strach przed chorobą zatrzymujący ludzi w domu grozi załamaniem się usług, a więc ich rozwoju gospodarczego. To mogła być częściowo intencja FEDu gdy obniżał te stopy, ale tak się nie zatrzymuje paniki. Efekt gospodarczy obniżki będzie przecież widoczny za kilka miesięcy. Jeżeli jednak chodziło o zagranie na emocjach, to FEDowi się znakomicie udało. Efekt był tak jak emocje wskazują, krótkotrwały, a rynek wraca powoli do swojego średnioterminowego zachowania.

Czy gamedev ma szanse - tak, tak jak każda usługa, która jest fajna gdy siedzimy zamknięci w domu. Nie sądzę jednak, by społeczeństwo (nawet w USA) zostało jakimiś zombie i siedziało zaczarowane przed ekranami przez dłuższy czas. Nikt tego nie wytrzyma, więc ten efekt będzie krótkotrwały - i nie będzie dotyczyć firm, które dopiero chcą wypuścić coś na rynek (takie jak CDR), gdzie brak reklamy i zwykłych międzyludzkich kontaktów ograniczy przebojowość produktu, którego jeszcze nie ma.

Nadal uważam, że konronawirus to tylko element wyzwalający, a przyczyny zachowania rynku od 2 tygodni leżą znacznie głębiej.

Jeszcze, co może mi wybaczycie - komentarz już czysto polityczny. Dlaczego kontr-kandydaci obecnego prezydenta nie zwalili się masowo tam, gdzie ten kawałek tektury zaprezentowano? Wzięcie tego gościa w obronę to walka o wolność słowa w jej czystej postaci. Oraz tak wielka okazja na zyskanie sporych punktów plusowych w rankingach. To przecież taka fajna heca do wykorzystania. Czyżby pozostali kandydaci się niewiele nadawali do polityki?

To, o czym pisał @Vox już było. Taki był PRL. Wszystko w zasadzie było razem i nie konkurowało ze sobą. Co do sukcesu społecznego PRL, to oceny są różne, ale jeżeli chodzi o gospodarkę, to nie ma żadnych wątpliwości – koncepcja wszystkiego razem poniosła zdecydowaną klęskę. Tym razem będzie tak samo, bo inaczej być nie może. Koncepcja „keiretsu” odniosła też klęskę w Japonii. Najzwyczajniej – rozmywa się odpowiedzialność i ten przysłowiowy węgiel jest wydobywany po cenie średniej dla całej branży a kopalnie nie konkurują ze sobą o lepszą jakość, wydajność, itp. Miernoty nie wypadają z rynku, ale chowają się za innymi.

W ten sposób spala się pieniądze (te z banków, OFE, PPK). Tak samo spaliło się 20+ miliardów USD za czasów PRL, które teraz jeszcze spłacamy.

Czy ktoś poniesie za to odpowiedzialność – okazuje się, że tak. Będzie to ten gość, który na kawałku tektury wypisał kilka słów prawdy niezgrabnymi literami i zatrzymała go policja, bo ktoś się obraził. Ta sytuacja przypomina dosłownie bajkę o nowych szatach cesarza, gdzie wszyscy boją się powiedzieć kilka słów prawdy a robi to ktoś zgoła niewinny.

Wzrosty, to chyba się pojawią jeżeli sytuacja w JSW się unormuje. Przy tych stratach kolejne podwyżki wynagrodzeń nie wróżą nic dobrego. Może ktoś przedstawi wykres zależności ceny JSW od cen węgla koksującego (lub samego węgla). Jeżeli taka zależność będzie i korelacja będzie znośna, to kto wie? To jednak jest czynnik długofalowy, ale emocje działają dzisiaj. Dlatego - przede wszystkim w wyniku emocji graczy i realizacji stop-lossów a także przy ogólnie marnej koniunkturze na GPW, nie wykluczam dalszych spadków (ale możliwe są krótkoterminowe odreagowania). Przyznaję, że czyham na jakiś dno, bo takie krótkotrwałe odbicie daje możliwość dobrego zarobku np. na kontraktach. Ale - jeszcze się nie zdecydowałem; może dlatego, że jednocześnie na innych walorach też mocno się kręci.

1 kontrakt JSW to 100 akcji, a to jest znacznie mniej atrakcyjne niż możliwość zarobku na kontraktach na walory wyceniane obecnie po 200-400 zł. Warto to jednak obserwować.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Pytanie jest tak naprawdę tylko jedno. Czy coronavirus jest przyczyną, czy też może tylko wymówką. Patrząc na to, jak ostatnio zachowują się giełdy – a przede wszystkim Wall Street, ja się skłaniam raczej się ku temu drugiemu rozwiązaniu. W chwilach największego ponoć strachu epidemii S&P i pozostałe główne indeksy amerykańskie spokojnie rosły i osiągały coraz to nowe szczyty. Trochę się to uspokoiło i nagle jakby zabrakło kupujących. Wiadomo, że jeżeli znikną kupujący, to kierunek ruchu może być tylko jeden. Myślę, że najbliższe kilka dni lub 2 tygodnie pokażą rzeczywistą siłę rynku. Skończą się zawirowania, powoli kończy się sezon wyników (ale nie u nas), i nastąpi spokój.

Co wtedy?

Według moich skromnych obserwacji, ostatnie szczyty na indeksach amerykańskich były poprawiane na zmniejszonym obrocie (S&P futures). Dzisiaj, ten w sumie niewielki spadek był na znacznie większym wolumenie. To tylko kilka sesji, dlatego na ocenę trzeba będzie poczekać jeszcze kilka dni.

Co do bicia rekordów, przypomina to skok o tyczce, gdzie onegdaj Bubla, a obecnie Duplantis, bardzo dbają by nie poprawić rekordu o więcej niż 1 cm na raz, bo federacja lekkiej atletyki płaci za każdy rekord świata. Jakby go pobić od razu o np. 15 cm, to dostaje się forsę raz, a po centymetrze – 15 razy. Czyż nie jest to głupie?

Dlatego, podchodziłbym do tych rekordów ostrożnie. Robią one propagandę Trumpowi, ale przez ostatnie 5-7 sesji ruch mieści się w granicach 1%. Zmiana tygodniowa jest jeszcze dość widoczna, ale z kolei MACD (wielkość dywergencji) na S&P od dawna osiągnął niespotykane poziomy. To oczywiście niczego nie zmienia, bo rynek i tak zrobi co zechce – ale ponieważ takie wartości ekstremalne wskaźników zdarzają się dość rzadko, zaczynam się zastanawiać.

Wracając na nasz podwórko – podwyżki cen energii niewiele pomogły naszym tuzom WIG20. Zastanawiająca jest też słabość sektora ropy i gazu. Odnoszę wrażenie, że inwestorzy zagraniczni, którzy jednak dominują na naszej giełdzie, jakby odwrócili się od spółek państwowych.

Może w przyszłości wypadną one w końcu z WIG20 i wejście jakaś nowsza technologia. Inaczej, ogólnie znane decyzje polityczne w końcu załamią ten rynek.

Niczego nie prognozuję i nie należy tego tak traktować – ale przy ostatnich nieudanych próbach pokonania przez WIG20 poziomu 2140, jeżeli inwestorzy zagraniczni wkrótce nie wrócą na nasz rynek, to może się on poważnie osunąć. Może nieuważnie dzisiaj obserwowałem, ruchy na WIG20, ale odniosłem wrażenie, że koszykami podbijano WIG20, a to może być wstępem do gry na krótko na kontraktach w najbliższych 2-3 tygodniach.

No i jeszcze powstaje kwestia importu energii elektrycznej (oczywiście, wiem, że JSW to węgiel koksujący). Jeżeli to co do nas dochodzi jest tańsze od tego, co się u nas produkuje, to nic dziwnego, że hałdy rosną. Mnie też niepokoją ostatnie transakcje sprzedaży uprawnień CO2. To jest oczywiste źródło taniej gotówki, ale zwiększa wrażliwość naszej energetyki na zawirowania na tym rynku.

Do tego jeszcze sprawa Ostrołęki. To oczywiście była paranoja od początku i aż nie chce się wierzyć, że tak długo zajęło władzy wyplątanie się z tego gniota. To jeszcze nie koniec, bo teraz nagle myśli się o tym, by wybudować tam blok gazowy. To także dziwne. Tauron budował blok gazowy zdaje się w Stalowej Woli przez wiele lat i nie mógł tego ukończyć (koszty oczywiście poszybowały w niebo). Teraz nagle trzeba by ciągnąć gazociąg na Kurpie. Może i gaz jest bardziej ekologiczny, ale jeżeli zaopatrzenie będzie z LNG to, żegnajcie niskie ceny. O wiele tańsza energia dochodzi z Litwy i także pośrednio z Finlandii. (no chyba, że PiS zablokuje most energetyczny - co znowu zaogni nasze relacje z UE).

To, co się dzieje w Polskim górnictwie to typowa walka z transformacją i nowoczesnością. Tworzy się słynny "beton" tym razem górniczy, który poprzez swoich włodarzy chce petryfikować przeszłość. To straszne, że ludzie ze Śląska są zmuszani do tego, by być górnikami. Należy im się lepsza przyszłość i nowoczesne społeczeństwo i zawody. Zmuszanie ich do bycia górnikami to taka inna forma niewolnictwa i albo pańszczyzny. To zwykłe żerowanie państwa na potencjale ludzkim.

To wtłaczanie ludzi w okowy - upiększone girlandami i pompatycznością. Sterowanymi z góry protestami przeciwko temu, co nieuchronne - zmianami. Dalsze brnięcie w ten nierozwiązywalny węzeł do niesłychanie wielkie koszty utopione. Taki nasz Premier - przecież "biznesmen" z pochodzenia - powinien mieć tego pełną świadomość. Ale - nie chce tego, bo utraci głosy a może i poparcie wyborców. Chce się też wyrwać z przekleństwa średniej dochodów i doganiania zachodu - i postępuje dokładnie odwrotnie do swoich sloganów.

To - wbrew pozorom - nie jest polityka, "To gospodarka głupcze". I - wszyscy na tym w końcu stracimy.


@bankrucik

Czy to, co napisałeś jest rzeczywiście logiczne - najpierw wyprowadzenie na prostą to wzrost ceny akcji i konieczność wydania większej kasy na skup.

Ja bym to zdjął z giełdy jeśli jest marnie a wiem, że jest droga ku znacznej poprawie.

Zdejmowanie spółki np. tak jak teraz po 0,7, jest jednak o 30% droższe niż wtedy, gdy było po ok. 0,53.

Poza tym - zauważ, że prognozy na 2019 r. w zasadzie się tylko zrealizowały, i to głównie w I kw.

Nie widzę na razie ani okazji do zdjęcia spółki z GPW, ani uzasadnienia dla obecnych wzrostów.

Nie inwestuję w tą spółkę, ale ją obserwuję. Uważam, że dobra okazja może pojawić się znacznie niżej niż obecnie ugniatane dno.

Nikt nikt będzie się na nikim mścił - tu chodzi o podejmowanie rozsądnych decyzji w rozsądnym czasie. Ale, to przecież największa bolączka Polskich władz od zarania transformacji.

Nie szukajmy działania czynników osobistych tam, gdzie wystarczy powołanie się głupotę, niewiedzę, czy niedbalstwo.

Już za dwa lata pojawi się raport NIK, mówiący o tym, jak to wszystkie instytucje państwowe gmerały w tej sprawie i nic nie robiły, a inwestorzy stracili kolejne miliardy.

Ja wiem, że niektórzy - szczególnie ci, którzy ostro dyskutują na tym wątku (i pozostałych 3-4 wątkach LC) - jeszcze mają nadzieję, ale czyżby wasze zaangażowanie było tak wielkie, że musicie, czy też wszyscy po prostu kibicujecie dla samej radości dyskutowania? Bowiem, tak naprawdę, to sprawa jest prosta - cały ten splot bankowy należało jak najszybciej zlikwidować (upadłość, przejęcie, ...), co oszczędziłoby sporo pieniędzy, a także czasu i energii. Proszę zauważyć, że na polskiej giełdzie są inne spółki, których notowania poszły na tyle do góry, że wszelkie straty na LC można było dorobić - i to z nawiązką, nawet jeżeli ktoś stracił 90% swojego kapitału.

Trupa nie ożywicie, a spadające noża nie ma co się trzymać.

Może jeszcze trochę to potrwa, ale koniec tego już jest bliski - i smutny.

Trochę prowokuję, ale czekam na kontestację, w której ktoś udowodni, że nie mam racji i przed spółkami LC stoi świetlana przyszłość !!

My to gadu gadu, wykresy i teorie dotyczące coronawirusa, a tym czasem FED już znalazł szczepionkę - przedstawiciel tej szanowanej instytucji (Kashkari) powiedział, że w przypadku dużego wpływu tego wirusa, konieczne będzie stymulowanie gospodarki.

Ot i proste, nieskomplikowane rozwiązanie - czyli przekupią wirusa i jeszcze do tego zasypią wszystko nowiutkimi, świeżo wydrukowanymi dolarami.

Po takim oczywistym stwierdzeniu maseczki można zrzucić rozpocząć zabawę.

Pewne wątpliwości zostają. Nowe technologie i nowe rewolucje dają olbrzymi postęp, ale beneficjentów tego postępu jest coraz mniejsza grupa. Elektryczność przyniosła korzyści wszystkim, ale już Internet wymaga pewnych umiejętności (np. czytanie, pianie). Kolejne rewolucje będą stawiać coraz to większe wymogi dla przeciętnego użytkownika i "pozytywnych odbiorców" może być coraz mniejsza liczba ludności. Wraz z postępem liczba mniej lub bardziej wykluczonych będzie rosła. Tak jest, gdyby dotychczasowy rozwój przebiegał zgodnie z istniejącymi zasadami i normami. Ten przełom, który uważam za konieczny musi zmienić te właśnie zasady gry. Czy to będzie AI - może, ale po prostu nie wiem.

Przepraszam, ale ja tego nie napisałem lecz cytowałem innego dyskutanta.

Sam jestem zwolennikiem poglądu o głębokiej korekcie, chociaż wielu wda się to krachem. Jednakże - proszę zauważyć, że we wszystkich dotychczasowych "krachach" rzeczywistość wyłaniająca się była mniej więcej taka sama jak przed krachem. Tym razem też będzie podobnie, co oznacza, że punkt zwrotny w rozwoju gospodarki nastąpi jeszcze nie teraz. Ponieważ każdy kolejny "krach" jest większy ilościowo (chociaż procentowo jest inaczej), któryś kolejny ujmie taką wielką część bogactwa gospodarczego, że odzyskanie tego, co stracone stanie się niemożliwe. Najbliżej byliśmy tego ok. 1930 r., ale w kolejnych 30+ latach nastąpił olbrzymi postęp społeczny i gospodarczy. W końcu jednak problemy cywilizacyjne, środowiskowe i rosnąca elitarność bogactwa doprowadzą do kryzysu. Jeżeli w takiej chwili nie dojdzie do przełomu technologicznego to będziemy mieli do czynienia z przełomową dla historii ludzkości zawieruchą. Można tylko zgadywać kiedy mogłoby dość do tego, przypuszczam jednak że najwcześniej w drugiej połowie 21 wieku.

Do tego czasu każdy "krach" będzie tylko poważnym zafalowaniem rozwoju - ale graczom giełdowym, dla których horyzont 2-3 lat to wieczność zda się on być końcem świata

Ktoś mógłby pomyśleć, że dostanie ten węgiel za darmo.

Jeśli jakiś dyrektor to powiedział to nie powinien być dyrektorem.

No, i robi się czadowo.

"Czadowo" kiedyś oznaczało fajnie i rozrywkowo. Tu jednak oznacza to bardziej szykowanie się do pogrzebu - ceny powoli zaczynają dusić.

Wprawdzie jakieś pieniądze od Gazprom mogą wpaść, ale nie wygląda na to, by wpadły do kieszeni inwestorów. Do tego, do końca nie wiadomo kiedy wpadną.

Najpierw ogłoszono, że rezygnują z gazu rosyjskiego. Potem zmienili zarząd i co się okazuje - będziemy inwestować w energetykę i kupimy firmy energetyczne, wybudujemy farmy wiatrowe na Bałtyku i Bóg wie co jeszcze.

Jak nazwa wskazuje, to oni raczej powinni wydobywać gaz i ropę, natomiast Skarb Państwa przy swoich >70% udziałów będzie robił to co zechce.

Jak już pisałem na innych wątkach - powierzenie rozwoju "eko" energetyki firmom uwikłanym w tradycyjną gospodarkę, energetykę i kopalnictwo to zwykle marnowanie pieniędzy i wysiłku. Ci. co wpłacą na PPK będą widzieli jak ich pieniądze są marnowane na państwowe inwestycje w farmy wiatrowe, które zostaną wybudowane znacznie drożej i źle przez bonzów skarbowych, zamiast ekonomicznie i z dbałością o pieniądze własne i inwestorów, co na ogół zwykł robić kapitał prywatny.

W trzewiach Skarbu Państwa z pewnością znajdą się kolejne firmy typu "Ruch", nadające się do przejęcia przez molochy państwowe i kolejna kasa zostanie zmarnowana.

Czadowo będzie, jak za 6 miesięcy kupimy ta powoli zamieniającą się zombie firmę za np. 2 zł. za akcję.

Nie jest wykluczone, że za ostatnimi spadkami stoją fundusze, które po takiej zapowiedzi nowej strategii zwyczajnie zadecydowały o ewakuowaniu się. Mają <5%, więc nie muszą się tą sprzedażą chwalić.

Dodam jeszcze coś, co może wydawać się nawet straszne. Byliśmy uzależnieni od gazu z Rosji. Teraz osią dostaw staje się terminal LNG w Świnoujściu. Patrząc na to od strony strategii, mamy do czynienia z
jednym małym punktem, wokół którego koncentruje się jeden z krytycznych dla polskiej gospodarki elementów zaopatrzenia energetycznego. W porównaniu do rozproszonych źródeł zaopatrzenia nasza gospodarka energetyczna zależna od gazu ziemnego staje się znacznie bardziej wrażliwa na zawirowania polityczne. W rzeczywistości zmieniamy dostawcę ale zwiększamy uzależnienie ze względu na fizycznie skoncentrowane a nie rozproszone źródło zaopatrzenia. Oby nie skończyło się tak, że będziemy kupować gaz z Rosji dostarczany z Niemiec i innych sieci rurociągowych. Trzymajmy też kciuki za sprawność działania tego terminalu, bowiem taka sama analiza ryzyka dotyczy także awaryjności skoncentrowanego źródła dostaw. Zwracam też uwagę, że i terminal LNG i rurociąg z Norwegii dochodzą do Polski mniej więcej w tym samym obszarze. Gdyby terminal LNG wybudowali np. w Gdańsku lub gdzie indziej na zachodnim wybrzeżu, to sytuacja strategiczna byłaby nieco lepsza.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Wpisałem swoją reakcję na ostatnie dwa posty na wątku "Kiedy dno bessy" - bo przecież w ogóle wam nie chodzi o "pkobp"

To cytat z wątku PKO BP
@januszw:
Też uwazam ze nastapi krach dużo wiekszy od tego z 1928 r .jest taka różnica ze tamte spółki tworzyly realna gospodarke a tu hossa jest napedzana np.producentem seriali nie np. firmami umjejącymi maagazynować energię albo produkujące szczepionki na raka.Coś mi ze i się wydaje ze po wybarch w USA bedzie cos takiego ze chyba sie nie pozbieramy a rok 2008 to tylko bedzie maly epizod?
I, teraz odpowiedź @le Rom
Rynek akcji PKO zatrzymuje się okrakiem, dając sobie szansę ruchu 40% w-te lub we-te.
Może być i tak, że prawdy nigdy nie poznamy. Są i tacy, którzy twierdzą, że jej nie ma-ona nie istnieje.
Jednak na dany moment przy określeniu współrzędnych geograficznych i stanie ducha w narodzie, jakiś zarys jej należy poszukiwać. I oto tu właśnie chodzi, a pieniądz to tak po drodze jest, albo go nie ma.
A, teraz ja:
Pytanie brzmi, co to jest „realna gospodarka” – bo tak, która upadła w 1928 r. „Ne wrati”. To Netflix, baterie i szczepionki są teraz realne – nie stale, przemysły i inny „hardware”.
Procesy giełdowe będą podobne – bo hasło „tym razem będzie inaczej” jest zwykłą bajką. Zawsze jest tak samo. Kapitalizm to twór „cykliczny”, napędzany pieniądzem, a więc na przemian strachem i zachłannością.
Jedynym pewnikiem jest to, że nic nie jest pewne.

Szukamy krachu – i nie wiemy co to jest krach. Jeżeli pozbawimy wykresy skali, to widziany kilka dni temu „krach” na CDR był przerażający. To też mówi nam, że wszystko jest względne.

Prawdą zatem jest to prawdy nie znamy.

Uważnie czytam posty @le Rom. Zarzuca się im niezrozumiałość, dziwność – ale to jeszcze jeden przejaw naszej rzeczywistości. Ona (przynajmniej na giełdzie) jest bardziej taka, jaką przedstawia @le rom, niż to czym często epatują nas analitycy, guru i politycy.

Wracając do prognoz – jak wiadomo, najtrudniej jest prognozować przyszłość. Dlatego (@januszw), jeżeli jesteś inwestorem lub spekulantem czy czymkolwiek się mienisz na rynku – nigdy nie przewiduj nigdy nie zgaduj. Zawsze idź za rynkiem – to oszczędzi ci wiele cierpień (no i zainstaluj sobie polskie czcionki). Wtedy, jak nawet dojdzie do „krachu” to będziesz na to przygotowany. Najgorzej jest ciągle zgadywać i ciągle odbijać się od ściany. Kolejnym sztampowym i prawdziwym powiedzeniem jest, że rynek będzie dłużej nieracjonalny niż ciebie na to stać – wiec bądź gotowy wtedy, kiedy to czego oczkujesz w końcu się stanie.

NB – ktoś odświeżył wątek „Kiedy szczyt hossy” czyli – może „a contrario” w końcu doczekasz się swojej bessy.

I to jest właśnie interesujące. Oni teraz MUSZĄ to wydać. Na zapleczu nie mają niczego innego do załatania ewentualnej dziury. To pachnie zbytnią specjalizacją. Zresztą mi bardziej się podoba model realizowany przez Playway (dużo produkcji, mniejszy wpływ pojedynczego niepowodzenia na całość; w przyszłości pewne zespoły można konsolidować wokół większego projektu i odpowiednio rozpraszać).

Może w końcu i analitycy dostrzegą ryzyka związane ze zbytnią koncentracją na pojedynczych projektach nie tylko w mniejszych spółkach notowanych u nas, ale i w niektórych walorach ogólnego zainteresowania.

Opóźnienie premiery ma też skutki uboczne w postaci jednocześnie wyższych kosztów i mniejszej atrakcyjności produkcji, co przedłuży okres potrzebny na zwrot nakładów.

Cały czas nie uwzględniam przypadku, gdy po premierze ludzi ogarnie szał na punkcie tej gry i wszelkie analizy pójdą w kąt. Jednak teraz zmniejszyłem moją ocenę tej szansy z ok. 10% do zaledwie kilku.

Informuję, że jestem zaangażowany w akcje, dla których oferowane są kontrakty, oraz w kontrakty na takie akcje. Pomimo zachowania staranności, moje wypowiedzi dotyczące tych walorów mogą nie być neutralne.

Jeśli zabugowanie, to nie powinno to opóźniać premiery o tyle miesięcy. Testy przecież prowadzą od dawna. To mogą być poważniejsze wady samego scenariusza gdy a nawet większa modyfikacja wątków. To co dotychczas pokazali z tej gry mogło okazać się za bardzo niszowe. Hype mówi o zaletach, jest elementem marketingu i promocji gry. W tle mogła odbywać się zupełnie inna dyskusja.

Wygląda na to, że w oficjalnych komunikatach i wywiadach starają się wypowiadać jak najmniej konkretnie.

Żegnaj Indonezjo, witaj Kazachstanie.

Kolejna bajka o bogactwie i świetlanej przyszłości powoli odchodzi w niebyt.

biznes.pap.pl/pl/news/listings...(1-2020)-raport-biezacy---informacja-poufna

Akcji nie mam, więc się nie martwię, ale powoli rezygnuję z obserwacji tego waloru.

Nawet, jeżeli nie pójdą do piachu, to na jakiś czas zostaje tylko spekulacja.

Treść komunikatu może być dowolna - zawsze przecież będzie cieszyć, że gra jest dopracowana. Z komunikatu zatem nic nie wynika.

Natomiast przesunięcie premiery na wrzesień jest dla mnie dość dziwne.

Jeżeli ma to być tak wielki przebój, to niczego nie powinni się bać. Chyba, że tak jednak nie jest.

Wrzesień widzi mi się jako miesiąc, gdzie "młodzież grająca" raczej zajmuje się innymi sprawami (nowy rok szkolny, uczelniany, nowe prace po powrocie z wakacji, itp.). Jesień powinna już być lepsza, ale słabsze wyniki września mogą zniechęcić do zakupów w kluczowym sezonie jesiennym i świątecznym. Na jesieni rynek gier będzie znacznie bardziej zatłoczony. Jednocześnie, premiera we wrześniu może osłabić zakupy spontaniczne w okresie przedświątecznym (chyba, że ludzie oszaleją na punkcie tej gry). To tylko moje intuicyjne odczucia - może znawcy posiadają wykresy wydatków na gier w różnych miesiącach i rozjaśnią tą sytuację?

Oczywiście nadal życzę im sukcesu i nawet trochę na to liczę, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że CP77 brakować będzie tej świeżości i atrakcyjności, jaką posiadała seria Wiedźmina. Nadal mam obawy, że po oczywistym początkowym wystrzale zakupów i recenzji, gra szybciej wpasuje się w tło tego segmentu rozrywki niż dotychczasowe produkcje CDR.

Piszecie nie o firmie, ale o strategii marketingowej.

Gra już dawno się zwróciła i przyniosła zyski. Teraz po odliczeniu kosztów technicznych produkcji i dystrybucji, każdy pieniądz jest czystym zyskiem. Nawet przy obniżonej cenie zysk na każdym egzemplarzu dla CDR może nie być wcale niski. Przy wcześniejszej sprzedaży po pełnej cenie były znacznie obciążenia związane z samą produkcją gry. Teraz ich nie ma.

Tak promocja ma też drugie dno - przypomina wszystkim o marce firmy i w jakiś sposób szykuje grunt pod nową premierę CP77. Niebagatelny wpływ na rozpoznawalność marki w obliczu nadchodzącej premiery.

Trzecim czynnikiem może (ale nie musi) być przygotowywanie gruntu pod jakąś nową premierę gry opartej na Wiedźminie, a może jakiegoś powiązanego produktu.

To nie wygląda na strategię wyprzedaży przestarzałych zapasów magazynowych. Firma jest chyba zbyt na to dojrzała.

Informacje
Stopień: Krasomówca
Dołączył: 19 lipca 2012
Ostatnia wizyta: 27 stycznia 2021 23:47:33
Liczba wpisów: 819
[0,22% wszystkich postów / 0,26 postów dziennie]
Punkty respektu: 11

Kanał RSS głównego forum : RSS

Forum wykorzystuje zmodfikowany temat SoClean, autorstwa J. Cargman'a (Tiny Gecko)
Na silniku Yet Another Forum.net wer. 1.9.1.8 (NET v2.0) - 2008-03-29
Copyright © 2003-2008 Yet Another Forum.net. All rights reserved.
Czas generowania strony: 2,540 sek.

AD.bx ad3a
PORTFEL STOCKWATCH
Data startu Różnica (%) Różnica (zł) Wartość
01-01-2017 +151,85% +30 370,35 zł 50 370,35 zł
Logowanie

Zaloguj
Zapamiętaj | Rejestruj | Aktywuj | Odzyskaj hasło
AD.bx ad3b
AD.bx ad3c
AD.bx ad3d