pixelg
Psychologia-klucz do sukcesu na giełdzie i nie tylko - Kozetka - Forum StockWatch.pl
Witamy Gościa Szukaj | Popularne Wątki | Użytkownicy | Zaloguj | Zarejestruj

1 2 3 4 5 6

Psychologia-klucz do sukcesu na giełdzie i nie tylko

Jordan
2
Dołączył: 2010-11-26
Wpisów: 155
Wysłane: 2 lutego 2011 23:45:31
Zgadzam się z Tobą SzachMacie że szczęście może być definiowane jako wykładnia satysfakcjonującej pracy, pasji, otaczania się ciekawymi ludźmi, poznawanie nowych miejsc i uprawianie sportu. Do tego dojdzie rodzina i idealnie pasuje to również do mojej definicji. A to co piszesz o eudajmonii to jest domena filozofii starożytnych. Potem było trochę inaczej, celem filozofów nie było poczucie szczęścia tylko mądrość, świadomość istoty wszechrzeczy czy zależności od okresu świadomość otaczającego świata czy siebie czy też interakcji zachodzących w społeczeństwach. Po powszechnie znanym Kartezjuszu i jego potędze rozumu największy zwrot ku podmiotowi czyli nas dokonał Kant. On to miał dopiero rozkminki, zastanawiał się np. nad tym jak myślimy o myśleniu jak myślimy...:) Wykazał też że nie jesteśmy w stanie wyjść poza ramy czasu i przestrzeni, ale nie będę tu się zagłębiał. Dla mnie najciekawszy jest ówczesny zwrot lingwistyczny czyli pokazanie że zamieszkujemy w języku i nie jesteśmy w stanie wykroczyć poza niego. Wittgenstein (w późnym okresie życia) nawet twierdził, że wszelkie problemy to jedynie problemy językowe, a o metafizyce nie da się się mówić z sensem dlatego należy milczeć na jej temat:) Ciekawa jest też koncepcja filozofii jako sztuki życia, przedstawianej między innymi przez Shustermana (Siekoo coś dla Ciebie bo to neopragmatysta:)) Szachmat a w Twojej koncepcji mocy czuć silną inspirację Nietzschem (świadomie lub nie), on też miał ciekawe poglądy, choć obecnie dosyć błędnie jest kojarzony z nazizmem. To tak na drodze wstępu, jeśli będzie zainteresowanie chętnie wrzucę więcej filozofii na to forum, choć to temat dość odległy od inwestowania

mankomaniak
0
Dołączył: 2008-10-04
Wpisów: 572
Wysłane: 3 lutego 2011 00:20:40
Shachmat - logika i wiedza ekon. się kłania.

Cytat:
Większość filozofii wskazuje, że celem ostatecznym jest szczęście (eudajmonia), rozumiane jako intelektualizm etyczny, przyjemność cielesna, oświecony umysł, unikanie cierpienia i szukanie przyjemności itd. – w zależności od filozofii.


Po prostu nie wiesz co znaczy szczęście. W ekonomii człowiek dąży do maksymalizacji użyteczności. A nie przyjemności. A użyteczność można rozumieć właśnie jako szczęście w długim terminie. Czyli myli Ci się po prostu ekscytacja ze szczęściem. Teraz bardzo łatwo obalić teorię mocy.

Cytat:
Natomiast filozofia mocy mówi co innego. Twierdzi ona, że szczęście nie jest celem, a jedynie skutkiem.


A to dobre, czyli człowiek nie szuka szczęścia, bo tylko skutek. A dążenie do mocy to niby nie dążenie do szczęścia - bzdura.

Cytat:
Dążeniu do przyrostu mocy towarzyszy zarówno:
- przyjemność - tutaj sprawa jest jasna – przyrost poczucia mocy;
- jak i nieprzyjemność - czasami człowiek szuka oporu, odczuwa potrzebę czegoś, co się przeciwstawia. Nieprzyjemność, jako przeszkoda na drodze zwiększania mocy jest czynnikiem normalnym, człowiek jej potrzebuje. Nieprzyjemność działa pobudzająco – przeszkoda działa jak stymulator woli mocy. Drobne przeszkody po kolei służą ostatecznej przyjemności zwycięstwa.

Bo właśnie często małe nieprzyjemności związane często z wysiłkiem dają w dłuzszym terminie szczęście, czyli użyteczność.

Po prostu nielogiczna teoria, bo celem zawsze będzie szczęście, tylko w różnych wymiarach.


A tak w ogóle proponuję już zostawić te teorie. Dobrze Wittgenstein napisał: o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć (Tractatus Logico-Philosophicus). Jak Jordan przytoczył, wszelkie problemy to problemy językowe. Bo wszystko inne, jak metafizyka czy psychologia (jeden pies), są rzeczami których nie da się rozwiązać umysłowo.

Na cholerę mam dążyć do jakiejś abstrakcyjnej mocy albo nawet szczęścia? Są to słowa nie mające nic wspólnego z prawdą. Moc przyjdzie sama, jeśli się ją zostawi w spokoju.

Co cię nie zabije, to cię udziwni

[**usunięto zakazaną treść**]

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 3 lutego 2011 11:22:50
mankomaniak napisał(a):
W ekonomii człowiek dąży do maksymalizacji użyteczności. A nie przyjemności. A użyteczność można rozumieć właśnie jako szczęście w długim terminie. Czyli myli Ci się po prostu ekscytacja ze szczęściem. Teraz bardzo łatwo obalić teorię mocy.


Maksymalizacja użyteczności: odwołując się do mojego przykładu z samochodem - co będzie bardziej użyteczne: nowsze auto, którym tylko będziemy się przemieszczać, czy TLC, którą będziemy się przemieszczać i jeszcze pozwoli nam przejechać np: piaski pustyni? Oczywiście TLC, która będzie bardziej użyteczna, będziemy się nią dłużej ekscytować, da nam więcej przygód, zwiększy naszą moc, przez co da nam więcej szczęścia.

mankomaniak napisał(a):
A to dobre, czyli człowiek nie szuka szczęścia, bo tylko skutek. A dążenie do mocy to niby nie dążenie do szczęścia - bzdura.


Jeśli uważa się moc za szczęście, to też nie widzę problemu. Wtedy dąży się do szczęścia, rozumianego jako moc.

mankomaniak napisał(a):
Bo właśnie często małe nieprzyjemności związane często z wysiłkiem dają w dłuzszym terminie szczęście, czyli użyteczność.

Po prostu nielogiczna teoria, bo celem zawsze będzie szczęście, tylko w różnych wymiarach.


Tak, tylko że to szczęście trzeba osiągnąć przez coś - czyli pierw trzeba coś osiągnąć (użyteczność, moc) aby poczuć szczęście.

mankomaniak napisał(a):
Na cholerę mam dążyć do jakiejś abstrakcyjnej mocy albo nawet szczęścia? Są to słowa nie mające nic wspólnego z prawdą. Moc przyjdzie sama, jeśli się ją zostawi w spokoju.


Tak jak pisałem na początku i podkreślę to jeszcze raz:
"Na początek chciałem zaznaczyć, że jest to jedna z wielu filozofii – myślę, że nie jest ważne jaką filozofię ma dana osoba, ale czy dzięki niej jest naprawdę szczęśliwa."

A co do:
mankomaniak napisał(a):
A tak w ogóle proponuję już zostawić te teorie.

nie zgodzę się.

Siekoo przedstawił bardzo ciekawy sposób myślenia, dlatego jeśli ktoś chce, może również przedstawiać swój. Zawsze można poznać dzięki temu nowe koncepcje, przemyśleć, poszerzyć poglądy.
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

>> Ponad 160% zysku od początku 2017 r. – sprawdź ofertę portfela wzorcowego Cztery Fazy Rynku w StockWatch.pl


del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 3 lutego 2011 11:28:04
Jordan napisał(a):
To tak na drodze wstępu, jeśli będzie zainteresowanie chętnie wrzucę więcej filozofii na to forum, choć to temat dość odległy od inwestowania


Odległy, ale ze wszystkim się łączy. Filozofia może rozjaśnić pewne sprawy związane z inwestowaniem, czyli co rozumiemy przez bogactwo, dlaczego do niego dążymy, co tak naprawdę daje nam gra na giełdzie.
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

siekoo
0
Dołączył: 2009-07-16
Wpisów: 1 746
Wysłane: 8 lutego 2011 13:43:46
zmienmy klimat - nie jest to o gieldzie, ale jak najbardziej o psychologii. w pewnym sensie.

panowie, warto przeczytac. panie - tym bardziej blackeye

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-o...
Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie...

krewa
krewa PREMIUM
436
Grupa: Zespół StockWatch.pl
Dołączył: 2009-05-01
Wpisów: 8 128

siekoo
0
Dołączył: 2009-07-16
Wpisów: 1 746
Wysłane: 8 lutego 2011 14:28:59
to i tak dobra robota - ujac podstawowe zagadnienia psychiki kobiecej i zmiescic sie tylko na 5 stronach blackeye
Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie...

dolarman
0
Dołączył: 2010-01-04
Wpisów: 594
Wysłane: 8 lutego 2011 14:49:12


Sthur też chciał "wejść" w kobiete. Rewelacja, polecam zwłaszcza od 4 minuty thumbright

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 8 lutego 2011 16:11:57
Czyżby Ktoś uważał, że kluczem do sukcesu na giełdzie jest ogarnięciem psychologii damsko-męskiej??? :)

To może pomóc:
www.youtube.com/watch?v=S6E6Yi...
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

siekoo
0
Dołączył: 2009-07-16
Wpisów: 1 746
Wysłane: 8 lutego 2011 16:47:41
gielda to kobieta - zmienna, kaprysna, drazy kieszen, wykancza psychicznie, raz sie z nia zetkniesz i juz nie mozesz bez niej zyc, a co gorsze z nia tez nie... mowic dalej? blackeye
Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie...


del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 8 lutego 2011 17:51:56
Dawaj...:)

Może jak zrozumiemy giełdę, to lepiej zrozumiemy kobiety:)
Bo droga przeciwna chyba jest trudniejsza:)
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

szooler
0
Dołączył: 2008-07-27
Wpisów: 2 112
Wysłane: 17 kwietnia 2011 23:33:24
Ależ ona się bawi.love4



Wracając jeszcze do tego co pisał Watchdog na pierwszej stronie.
To coś wychodzi poza ramy muzyki.
piekielnie dobre
drapieżnie dziewicze
potwornie bliskie
zabójczo ludzkie
dotkliwie żywe
Zjawisko.
L...G...

A jeśli pozbawić ja tych śmiesznych rekwizytów?Muzyka obroni się sama.
Ma osobowość,dystans do siebie i tego co robi.Zna się na psychologii tłumu.W końcu jest kobietą.Spełnioną.Wie czego chce i na co ją stać. ;)
"Fortuna favet fortibus"
Edytowany: 18 kwietnia 2011 08:22

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 2 stycznia 2012 10:15:50
Teoria „Poznać siebie”

Teoria mniej związana z giełdą (a może wręcz przeciwnie), w każdym razie odniesienie do giełdy zrobię na końcu kilku wpisów. Wiem, że forum jest o giełdzie, ale parę osób przedstawiło tutaj kilka ciekawych teorii, więc i w tym temacie może będzie jakiś odzew. A jak nie będzie to nic – w końcu to tylko „Kozetka”Whistle Szczególnie, że temat myślę dotyczy każdego.

Przeglądnąłem sobie ostatnio wątek i trochę mnie naszło przemyśleń. Tytuł wątku to „Psychologia – klucz do sukcesu na giełdzie i nie tylko” i teraz bardziej się chciałem zająć tym „nie tylko”. Opisane teorie pokazują podejścia do osiągania sukcesu w różnych dziedzinach życia, ale chyba jest jedna rzecz, która dotyczy każdego i najważniejsze, żeby przede wszystkim odnieść sukces w tej dziedzinie.

Na początku wątku, przy teorii sukcesu związanej z doskonaleniem siebie, napisałem:
„Ogólnie więc w takim podejściu do rzeczy widzę sens i jedną z dróg do osiągnięcia szeroko rozumianego sukcesu, czyli:
- robieniu tego, co się lubi
- robienia tego, co się chce i kiedy chce
- doskonalenia się w tym nieustannie
- zarabianiu na tym pieniędzy”

Owszem, robienie tego, co się chce i lubi, jest sukcesem – tylko pod jednym warunkiem: że wiemy czego chcemy i co lubimy. Dlatego też, warunkiem tego sukcesu, jest odniesienie trochę wcześniej sukcesu w innej, dużo ważniejszej dziedzinie – poznaniu siebie. I właśnie na tym temacie tutaj chciałbym się skupić.

Problem:

Dawniej do psychologa przychodził ktoś, kto miał określony problem, zaburzenie, jakiś lekki zespół psychiczny. Teraz jednak większość osób zwracających się o pomoc to osoby w sensie psychologii zdrowe. Ludzie, którzy mają dobrą pracę, dom, rodzinę, przyjaciół, zainteresowania – wszystko, co powszechnie się przyjmuje jako warunek szczęścia. Jednak tacy ludzie z bliżej niesprecyzowanych powodów przychodzą po pomoc.

Powód:

Każdy ma dwie osobowości:
- wrodzoną – esencję samego siebie, nasze ja, nasze indywidualne piękno i potencjał – tą osobowość ma się od urodzenia
- nabytą – czyli osobowość, która kształtuje się w nas w pierwszych kilkunastu latach życia – czyli najbardziej podatnym okresie życia. Decydujące czynniki to rodzina, tradycja, kultura, religia, otoczenie itp.
Jasne jest, że jako dzieci poddajemy się temu wszystkiemu, bo nie mamy wyjścia – jesteśmy totalnie zależni. Potem jednak im bardziej się uniezależniamy: studia, praca, wyprowadzka – coś nas zaczyna gryźć wewnętrznie, zaczynamy mniej lub bardziej zadawać pytania czy to o to chodzi w życiu – stąd powyższy problem.

Szerszy opis wiąże się z tym, co już pisałem na temat wniosków Freuda.
Freud podzielił umysł na 3 obszary:

1. Ego= świadomość (nasze świadome myśli)
2. Id = podświadomość (instynkty, pierwotne potrzeby, popędy)
3. Superego = nadświadomość (kultura, tradycja, nakazy i zakazy społeczne, religia)

W tym przypadku myślę, że id to nasza osobowość wrodzona, czyli instynkty plus nasze unikalne cechy charakteru, potencjał, nasze prawdziwe „ja”.
Natomiast ego to świadomość nabyta, czyli w większej części oparta na tym, co narzuciło nam super ego i małym udziale realizowanych popędów oraz naszego „ja”.

Większość ludzi uważa, że człowiek przez swoje ego (świadomość nabytą) rządzi sobą i swoim życiem. Freud natomiast twierdzi, że wcale tak nie jest. Id (świadomość wrodzona), przez to, że jest nieuświadomione oraz działa nieustannie (przede wszystkim w czasie snu), jest potężne – dużo potężniejsze od ego. Dlatego też, powstaje problem dla ego:
- z jednej strony musi ona brać pod uwagę to, czego potrzebuje id – które nie ma ograniczeń, jest samolubne, egoistyczne, chce zaspokoić przyjemności, popędy, realizacji prawdziwego „ja”
- z drugiej strony musi brać pod uwagę to, co narzuciło i narzuca superego.
Stąd wewnętrzne rozdarcie, czyli rozważany problem.

Rozwiązanie:
........cdn.......
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

Frog
6
Dołączył: 2009-08-06
Wpisów: 5 488
Wysłane: 3 stycznia 2012 15:40:10
Szach-Mat, to kiedy ten ciąg dalszy?
Follow me on Twitter
Zanim zaczniesz narzekać, że znikają Twoje posty, przeczytaj Regulamin Forum

v3nom
0
Dołączył: 2009-03-06
Wpisów: 3 045
Wysłane: 3 stycznia 2012 16:46:35
Frog zrozum, że doskonalenie siebie to długotrwały proces Angel


Nie chce mi się wracać do poprzednich stron, ale ta "definicja sukcesu" kojarzy z mentalnym wyścigiem szczurów:

Cytat:
Na początku wątku, przy teorii sukcesu związanej z doskonaleniem siebie, napisałem:
„Ogólnie więc w takim podejściu do rzeczy widzę sens i jedną z dróg do osiągnięcia szeroko rozumianego sukcesu, czyli:
- robieniu tego, co się lubi
- robienia tego, co się chce i kiedy chce
- doskonalenia się w tym nieustannie
- zarabianiu na tym pieniędzy”
Klika się i sprzedaje ;-)
Edytowany: 3 stycznia 2012 16:47

majama
1
Dołączył: 2009-01-12
Wpisów: 1 178
Wysłane: 4 stycznia 2012 03:22:35
Naprawde dobrze sie to czyta i ja też niemoge sie doczekac dalszego ciągu. wave
To jest gra. Zabawa na pieniądze.

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 4 stycznia 2012 11:20:40
ciąg dalszy nastąpi po dłuuugim od dziś weekendzie :)

@v3nom
Cytat przytoczony przez mnie był wyrwany z kontekstu - mój błąd.

Nie ma czegoś takiego jak "mentalny wyścig szczurów".
Wyścig oznacza , że jest jakaś meta, jakiś cel na którym tylko się skupiasz.

W poznawaniu siebie chodzi o sam proces odkrywania swojego prawdziwego "ja", sam proces jest fascynujący i tylko na tym się koncentrujesz nie oczekując jakichś nagród - robisz to tylko i wyłącznie dla siebie.
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 9 stycznia 2012 15:40:23
Ogólny schemat rozwiązania przedstawię w oparciu o:
- obrazowy opis procesu poznawania siebie Nietzschego
- cytaty z Fromma

Nietzsche mówi, że w człowieku mogą zajść trzy kolejne po sobie przemiany:

1. Wielbłąd – człowiek nosi ciężkie brzemię związane z natłokiem życia, zakazów, nakazów, systemów związanych z tym, co narzuciło mu superego

2. Lew – człowiek buntuje się, chce wolności – gdzieś w środku czuje, że coś jest nie tak, że prócz superego jest coś jeszcze – podejmuje działania żeby to zmienić

3. Dziecko – człowiek rodzi się ponownie, odnajduje swoją osobowość wrodzoną, która została mu odebrana – jest sobą.



1. Wielbłąd
Ten stan człowieka odpowiada dokładnie rozważanemu problemowi. Czyli odwołując się do teorii Freuda oznaczałoby to, że powszechnie uznawana świadomość, którą każdy przeciętny człowiek posiada, w większej części oparta jest na tym, co narzuciło nam superego i małym udziale realizowanych popędów oraz naszego „ja”. Czyli w skrócie - mimo, że jesteśmy szczęśliwi - jesteśmy dalej niż bliżej naszej własnej, unikalnej natury.

Eksperci tematu, czyli Freud, Jung, Fromm, bardzo dokładnie opisują ten stan. Całe życie poświęcili oni rozmowom, badaniom i analizie wielu ludzi, więc coś w tym musi być. Najlepiej opisuje to Fromm:


„............Wydaje sie, ze człowiek wspolczesny pragnie az nazbyt wielu rzeczy i jedyny jego problem zdaje sie polegac na tym, ze chociaz wie, czego chce, nie moze tego miec. Cala nasza energie zuzywamy na zdobywanie tego, co chcemy miec, i wiekszosc ludzi nigdy nie kwestionuje podstawowej przeslanki tej aktywnosci, tego mianowicie, ze wie, czego naprawde chce. Ludzie nie zastanawiaja sie, czy cele, ku ktorym zmierzaja, sa tym, czego sami pragna. W szkole chca miec dobre stopnie; jako dorosli chca odnosic sukcesy, zarabiac coraz wiecej pieniedzy, zdobyc wiecej prestizu, kupic lepszy woz, bawic sie itp. Kiedy jednak posrod calej tej oblakanczej aktywnosci zastanowia sie przez chwile nad tym wszystkim, ogarnia ich watpliwosc:


A jesli dostane te nowa posade, jezeli kupie lepszy woz lub uda mi sie odbyc te podroz – co wtedy?
Jaki z tego pozytek?
Czy rzeczywiscie pragne tego wszystkiego?
Czy nie gonie za jakims celem, ktory ma mnie rzekomo uszczesliwic, a wymyka mi sie z chwila, gdy go osiagne?

Kiedy czlowieka opadna podobne watpliwosci, budzi sie w nim przerazenie; wstrzasaja one bowiem sama podstawa calej jego aktywnosci, jego pewnoscia, ze wie, czego chce. Totez ludzie usiluja mozliwie szybko pozbyc sie tych klopotliwych mysli. Sadza, ze naszly ich one dlatego, ze byli zmeczeni albo przygnebieni - i w dalszym ciagu gonia za celami, które uwazaja za wlasne. Wszystko to swiadczy jednak o mglistym uswiadamianiu sobie tej prawdy, ze człowiek wspolczesny zyje w zludzeniu, iz wie, czego chce, gdy w istocie chce jedynie tego, czego się oden wymaga.

Aby zaakceptowac te prawde, trzeba sobie uprzytomnic, ze wiedziec, czego sie istotnie chce, nie jest - jak mysli wiekszosc ludzi - rzecza latwa, lecz jednym z najtrudniejszych zadan stojacych przed kazda istota ludzka. Jest to problem, który goraczkowo usilujemy ominac, przyjmujac gotowe cele - za wlasne. Czlowiek współczesny gotow jest poniesc najwieksze ryzyko, by osiagnac cele, bedace rzekomo jego celami; lecz bezgranicznie boi sie ryzyka i odpowiedzialnosci, jaka musialby poniesc wyznaczajac sobie wlasne cele. Czesto bierze sie mylnie intensywna dzialalnosc za dowod dobrowolnego dzialania, chociaz wiadomo, ze moze to byc dzialanie nie bardziej spontaniczne niz u aktora albo osoby zahipnotyzowanej. Kazdy z aktorow po zapoznaniu sie z glownym watkiem sztuki moze z werwa grac przydzielona sobie role, a nawet samemu uzupelnic swoj tekst i pewne szczegoly akcji. A przeciez gra on tylko role wyznaczona.

Szczegolna trudnosc w rozeznaniu, do jakiego stopnia nasze pragnienia - podobnie jak mysli i uczucia - sa nam w rzeczywistosci narzucone z zewnatrz, wiaze sie scisle z problemem wladzy i wolnosci. W dziejach nowozytnych autorytet Kosciola przejelo panstwo, autorytet panstwa zastapilo sumienie, a w naszej epoce role te objela z kolei bezimienna wladza zdrowego rozsadku i opinii publicznej jako narzedzi konformizacji. A ze wyzwolilismy się spod dawnych jawnych autorytetow wladzy, nie dostrzegamy, ze stalismy sie ofiara nowych autorytetow. Stalismy sie automatami zyjacymi w zludzeniu, ze sa istotami rozporzadzajacymi wlasna wola. Dzieki temu zludzeniu jednostka nie uswiadamia sobie niebezpieczenstwa; ale na tym konczy sie cala pomoc, jaka daje zludzenie. W istocie rzeczy "ja" jednostki ulega oslabieniu, na skutek czego czuje sie ona bezsilna i nad wyraz niepewna. Zyje w swiecie, z ktorym stracila prawdziwa lacznosc, gdzie kazdy i wszystko zostalo zinstrumentalizowane, gdzie jednostka stala sie czescia zbudowanej wlasnymi rekami maszyny. Czlowiek mysli, czuje i chce tak, jak mu sie wydaje, ze powinien myslec, czuc i chciec; w toku tego procesu zatraca swoje "ja", bez ktorego nie ma prawdziwego bezpieczenstwa wolnej jednostki.

Utrata wlasnego "ja" wzmogla potrzebe dostosowania sie do obowiazujacych wzorow, rezultatem jej bowiem bylo glebokie zwatpienie we wlasna tozsamosc. Jesli jestem tylko tym, czym w moim przekonaniu powinienem byc - to kim jestem? Widzielismy, ze watpliwosci co do wlasnego "ja" zaczely sie wraz z upadkiem sredniowiecznego porzadku, w którym jednostka zajmowala swe bezsporne miejsce w ustalonym ladzie. Tozsamosc jednostki stanowila juz od czasow Kartezjusza najwiekszy problem nowozytnej filozofii. Dzisiaj przyjmujemy za pewnik, ze my to my. Niemniej watpliwosci co do nas samych istnieja w dalszym ciagu, a moze nawet wzrosly. Tym uczuciom wspolczesnego czlowieka dal wyraz Pirandello w swoich sztukach. Zaczyna on od pytania:

Kim jestem?......................................”



.....cdn....
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 9 stycznia 2012 21:12:11
Jakby coś z tego Kogoś interesowało to zapraszam na mój powstający blog, gdzie będę opisywał już rzeczy czysto psychologiczne. Na początek będę równolegle zapisywał tam teorię prezentowaną teraz na stockwatch-u, bez odniesień do giełdy.
PsychBlogJa
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

del-15022018v14
0
Dołączył: 2010-12-09
Wpisów: 113
Wysłane: 12 stycznia 2012 13:12:40
1. Wielbłąd

Myślę, że opisywany w tym punkcie stan świadomości jest najbardziej problematyczny, najtrudniejszy do zrozumienia, a przede wszystkim – jak pisze Fromm - do przyjęcia. Trudność przyjęcia do świadomości tego stanu wiąże się przede wszystkim z wnioskami Fromma, gdyż z jego badań i analiz wynikałoby, że człowiek inteligentny, doświadczony życiowo, dojrzały, społecznie uznawany za szczęśliwego miałby rzekomo tak naprawdę nic nie wiedzieć o szczęściu!!!!

Dlatego też rozszerzę stan „wielbłąda” o jeszcze parę cytatów Fromma:

„……….Jaki mam dowod swojej tozsamosci poza kontynuacja mojego fizycznego "ja"?
Odpowiedz jego nie jest - jak u Kartezjusza - afirmacja indywidualnego "ja", lecz jego
negacja; nie posiadam tozsamosci, nie mam zadnego "ja" poza tym, ktore jest odbiciem tego, co inni chca we mnie widziec. Jestem takim, jakim mnie pragniesz.

Utrata tozsamosci sprawia wiec, ze dostosowanie sie do obowiazujacych wzorow staje się sprawa jeszcze bardziej naglaca; znaczy to, ze czlowiek moze byc siebie pewnym tylko wtedy, gdy zyje tak, jak tego inni od niego oczekuja. Jezeli nie bedziemy zyli zgodnie z tym obrazem, nie tylko narazimy sie na krytyke i jeszcze wieksza izolacje, ale ryzykujemy utrate tozsamosci naszej osobowosci, co jest rownoznaczne z grozba utraty zdrowych zmyslow.

Spelniajac oczekiwania innych, nie wyrozniajac sie, czlowiek tlumi watpliwosci co do swej tozsamosci i osiaga pewien stopien bezpieczenstwa. Ale drogo to okupuje. Rezygnacja ze spontanicznosci i indywidualnosci prowadzi do zablokowania zycia. Choc zywy biologicznie, czlowiek staje sie emocjonalnie i umyslowo martwym automatem. Wykonuje czynności zyciowe - ale zycie przesypuje mu sie przez palce niczym piasek.

Za fasada optymizmu i zadowolenia wspolczesny czlowiek jest gleboko nieszczesliwy; w istocie znajduje sie na granicy rozpaczy. Desperacko lgnie do idei indywidualizmu; chce byc inny i nie ma dla niego lepszej rekomendacji niz ta, ze cos jest inne. Kupujac bilet kolejowy, dowiadujemy sie, jak sie nazywa kasjer, ktory nas obsluguje; torebki reczne, karty do gry i przenosne radia maja charakter osobisty dzieki umieszczeniu na nich inicjalow wlasciciela. Wszystko to wskazuje na glod odmiennosci, sa to jednak juz tylko szczatki indywidualizmu. Czlowiek nowoczesny jest zadny zycia. Nie mogac jednak jako automat doswiadczac zycia rozumianego jako spontaniczna aktywnosc, chwyta sie zastepczo kazdego rodzaju podniety i dreszczyku; emocji picia, sportow, przezywania zastepczo wzruszen fikcyjnych postaci na ekranie.

Jakie zatem jest znaczenie wolnosci dla czlowieka wspolczesnego?
Uwolnil sie od zewnetrznych wiezow, ktore moglyby go krepowac w dzialaniu i mysleniu wedlug wlasnych upodoban. Mialby swobode postepowania wedle wlasnej woli, gdyby wiedzial, czego chce, co mysli i co czuje. Lecz on nie wie. Nagina sie do bezimiennych autorytetow i przyswaja sobie jakies "ja", ktore nie jest jego. Im usilniej to czyni, tym bardziej czuje sie bezsilny i tym bardziej musi sie naginac do oczekiwan innych. Mimo pozorow optymizmu i inicjatywy, czlowiek wspolczesny przepojony jest glebokim uczuciem niemocy, ktora sprawia, ze martwym wzrokiem wpatruje sie w zblizajaca sie katastrofe, jak gdyby był tkniety paralizem…….”


....cdn....
"Bogactwo należy postrzegać jako środek służący jakiemuś celowi, a nie cel sam w sobie i źródło szczęścia"

Użytkownicy przeglądający ten wątek Gość
1 2 3 4 5 6

Nie możesz tworzyć nowych wątków.
Nie możesz odpowiadać w wątkach.
Nie możesz usuwać swoich wpisów.
Nie możesz edytować swoich wpisów.
Nie możesz tworzyć ankiet.
Nie możesz głosować w ankietach.

Kanał RSS głównego forum : RSS

Forum wykorzystuje zmodfikowany temat SoClean, autorstwa J. Cargman'a (Tiny Gecko)
Na silniku Yet Another Forum.net wer. 1.9.1.8 (NET v2.0) - 2008-03-29
Copyright © 2003-2008 Yet Another Forum.net. All rights reserved.
Czas generowania strony: 0,861 sek.

PORTFEL STOCKWATCH
Data startu Różnica (%) Różnica (zł) Wartość
01-01-2017 +166,57% +33 314,35 zł 53 314,35 zł
Logowanie

Zaloguj
Zapamiętaj | Rejestruj | Aktywuj | Odzyskaj hasło