Grzegorz Misiąg opuścił pokład Uboat-Line w atmosferze skandalu

Omawiane walory:

Grzegorz Misiąg niczym zniesławiony kapitan Schettino bocznym wyjściem ulotnił się z pokładu Uboat-Line. W akcji ewakuacyjnej pomógł mu Zbigniew Stonoga, biznesmen znany z walki z fiskusem i kontrowersyjnych filmików w serwisie YouTube. Nowy akcjonariusz zaraz po transakcji w drodze wpisu w serwisie społecznościowym zaoferował akcje po cenie dziesięciokrotnie wyższej niż sam kupił.

Ostatnie wydarzenia w notowanym na NewConnect Uboat-Line wprawiły w osłupienie nawet najstarszych inwestorów giełdowych. W piątek około godziny 13:00 spółka poinformowała, że Grzegorz Misiąg – prezes i jednocześnie główny akcjonariusz – złożył rezygnację z funkcji. W oświadczeniu nie podano przyczyny rezygnacji. Zmiana na stanowisku prezesa nie wzbudziłaby większych emocji, gdy by nie okoliczności, w jakich nastąpiła.

Na ostatniej sesji ubiegłego tygodnia zachowanie kursu akcji Uboat-Line wskazywało, że coś się święci. Papiery od pierwszych minut piątkowych notowań drożały w dwucyfrowym tempie, mimo że kanał ESPI spółki świecił pustkami. Dopiero nieco ponad kwadrans po godzinie 11:00 pojawił się raport bieżący w sprawie transakcji z udziałem Grzegorza Misiąga. Według komunikatu, prezes spółki zbył poza rynkiem regulowanym w ramach umowy cywilnoprawnej pakiet 4.876.500 akcji Uboat-Line. Cenę sprzedaży jednego waloru ustalono na 0,10 zł. W czwartek na zamknięciu sesji kurs akcji wynosił 0,33 zł. W sumie prezes Misiąg zainkasował blisko 0,5 mln zł, a jego zaangażowanie w akcjonariat spadło z nieco ponad 50 proc. do 8,7 proc. (990.273 akcji). Piątkową sesję akcje spółki zakończyły wzrostem o blisko 57,6 proc. do 0,52 zł. Wydarzenia odbiły się także na notowaniach obligacji. Papiery UBT0415 potaniały o 23,23 proc. do 38 proc. w. nom., a UBT0915 podrożały o 5 proc. do 31,5 proc. w. nom.>> Dokument z informacją o transakcji znajdziesz tutaj

Jednak o tym, że do transakcji doszło część inwestorów dowiedziała się w czwartek wieczorem z serwisu Facebook. Zbigniew Stonoga poprzez wpis na swoim profilu w serwisie poinformował, że jedna z jego spółek kupiła akcje od Grzegorza Misiąga. Biznesmen nabywając pakiet akcji stwierdził, że firma jest rozwojowa, ale marnie zarządzana. Zadeklarował, że po sfinalizowaniu transakcji będzie domagał się rezygnacji obecnego prezesa. W dalszej części wpisu Stonoga zaoferował możliwość kupienia akcji po cenie 1 zł sztuka. Chętni mieli wpłacać środki na rachunek inny niż Uboata, a mianowicie na konto należącej do biznesmena firmy Stark AVG Sp. z o.o. Ostatecznie w sobotę Stonoga zamieścił filmik, w którym powiedział, że czasowo wycofuje się z opcji odsprzedaży akcji.

Źródło: facebook.com/pierydolefiskusa.stonoga

Źródło: facebook.com/pierydolefiskusa.stonoga

Postawa Grzegorza Misiąga i Zbigniewa Stonogi spotkała się z ostrą krytyką ze strony drobnych inwestorów i obligatariuszy. Na forach internetowych przebieg transakcji, okoliczności jej towarzyszące oraz sposób informowania określono jako skandaliczne. Lista poważnych naruszeń prawa, głównie ustawy o ofercie publicznej, jest długa. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych wystąpiło do Komisji Nadzoru Finansowego z wnioskiem o weryfikację, czy doszło do złamania przepisów. Jako najbardziej rażące naruszenia wskazało m.in.:

Dzięki Zbigniewowi Stonodze Grzegorz Misiąg nie martwi się problemem zapadających w tym roku obligacji na kwotę 8,4 mln zł. (Źródło: Facebook)

Dzięki Zbigniewowi Stonodze Grzegorz Misiąg nie martwi się problemem zapadających w tym roku obligacji na kwotę 8,4 mln zł. (Źródło: Facebook)

  • prowadzenie oferty publicznej papierów wartościowych bez wymaganego memorandum informacyjnego lub prospektu emisyjnego,
  • manipulację instrumentem finansowym poprzez rozpowszechnianie za pomocą internetu fałszywych lub nierzetelnych informacji albo pogłosek, które wprowadzają w błąd w zakresie akcji Uboat-Line, przez osobę, która wiedziała lub przy dołożeniu należytej staranności mogła się dowiedzieć, że są to informacje nieprawdziwe lub mogące wprowadzać w błąd,
  • manipulację instrumentem finansowym poprzez uzyskiwanie korzyści majątkowej z wpływu opinii dotyczących spółki i akcji Uboat-Line wyrażanych w internecie na cenę posiadanych instrumentów finansowych, jeśli nie został publicznie ujawniony w sposób pełny i rzetelny występujący konflikt interesu.

Stonoga nie pozostał dłużny SII. W jednym z kolejnych wpisów skrytykował stowarzyszenie i zbagatelizował całą sprawę, tłumacząc transakcję jako zwykłą umowę cywilnoprawną. Jednocześnie nie odniósł się merytorycznie do zarzutów dotyczących naruszeń ustawy o ofercie publicznej. Co ciekawe, pod postem w serwisie społecznościowym „odważnie” wypowiedział się sam Grzegorz Misiąg, jednak jego wpis szybko zniknął. Jeden z użytkowników forum StockWatch.pl zdążył uwiecznić jego wypowiedź.

Źródło: Ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych

Źródło: Ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych

Zbigniew Stonoga jest znany przede wszystkim jako biznesmen z Lubelszczyzny, który walczy o zwrot 1,9 mln zł podatku VAT. Wcześniej Stonoga był dilerem Fiata, posiadał salony w Zamościu i Warszawie. Po niekorzystnej decyzji Urzędu Skarbowego rozpoczął walkę, a jego sztandarowe hasło „Pierydole fiskusa i złodziei z Wiejskiej” (literówka była celowym zabiegiem, by uniknąć oskarżenia) obiegło całą Polskę. Ostatecznie biznesmen musiał zamknąć salon i zwolnić kilkudziesięciu pracowników. Stonoga w internecie jest znany z kontrowersyjnych wystąpień i filmików zamieszczanych w serwisie YouTube, głównie piętnujących negatywne przykłady działania organów administracji państwowej. W serwisach społecznościowych ma wielu wiernych fanów popierających jego batalię z fiskusem.

W tym kontekście zaangażowanie Stonogi, jako osoby pokrzywdzonej przez aparat państwowy, kłóci się z uwikłaniem w sprawę Uboat-Line. Biznesmen zapewne zdaje sobie sprawę, że w największym stopniu pomógł Grzegorzowi Misiągowi w łatwy sposób pozbyć się dużego problemu – długów. Uboat-Line to spółka publiczna, z istotnym udziałem drobnych inwestorów. Tak zwana „ulica” uwierzyła słowom byłego już prezesa i zainwestowała swoje oszczędności w akcje i obligacje spółki. W kwietniu i październiku 2013 roku Uboat-Line uplasował dwie serie obligacji za łączną kwotę 8,4 mln zł. Wśród nabywców sporą grupę stanowili inwestorzy indywidualni. Można w tym miejscu powiedzieć, że świadomie podjęli ryzyko, bo obligacje to też instrument obciążony ryzykiem. Jednak problem w tym, że Grzegorz Misiąg do samego końca okłamywał rynek co do faktycznej sytuacji w spółce.

Grzegorz Misiąg jeszcze w listopadzie 2014 roku deklarował, że Uboat-Line nigdy nie miał się lepiej.

Grzegorz Misiąg jeszcze w listopadzie 2014 roku deklarował, że Uboat-Line nigdy nie miał się lepiej.

Gorąco wokół Uboata zrobiło się latem ubiegłego roku, gdy kurs akcji z sesji na sesję schodził na coraz niższe poziomy. We wrześniu przypadał termin wykupu obligacji o wartości 650 tys. zł. Jednak zapobiegliwy prezes kilka miesięcy wcześniej zaczął wyprzedawać akcje. W czerwcu 2014 roku zbył poza rynkiem 0,5 mln walorów po 4 zł za sztukę, a później przeprowadził szereg transakcji na NewConnect. W efekcie notowania zjechały z blisko 5 zł do ok. 80 groszy. We wrześniu czarę goryczy przelał komunikat o emisji nowych akcji skierowanej do głównego akcjonariusza, który zadeklarował objęcie papierów za gotówkę, ale po cenie emisyjnej na poziomie 1,05 zł. W rezultacie Misiąg kosztem pozostałych akcjonariuszy zasilił kasę spółki kwotą 5,1 mln zł. Co ciekawe, prezes zwlekał z rejestracją akcji z nowej emisji aż do stycznia. W tym czasie istniało ryzyko, że nagle zmieni zdanie w kwestii objęcia akcji i wycofa kapitał. Ostatecznie obligacje za 0,65 mln zł zostały wykupione bez problemu, ale gotówki nie starczyło na długo. Na przełomie roku Uboat miał problem z zebraniem 106 tys. zł na wypłatę odsetek od obligacji.

W całej sprawie jest jeszcze jeden bulwersujący wątek. Prezes wyprzedając walory, wbrew wcześniejszym obietnicom, zszedł poniżej progu 50 proc. Dopiero po zarejestrowaniu nowych akcji z wrześniowej emisji wrócił powyżej tego progu. Tymczasem zgodnie warunkami emisji obligacji serii B i C, zejście Misiąga poniżej 50 proc. w akcjonariacie Uboat-Line dawało obligatariuszom prawo do żądania wcześniejszego wykupu. Część z nich skorzystała z tej opcji i wystąpiła o zwrot pieniędzy. Prezes Misiąg nie tylko nie spełnił ich żądań, ale też rozpoczął kampanię, w której oskarżał akcjonariuszy i obligatariuszy o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Jeden z przekazanych w piątek komunikatów dotyczył roszczeń obligatariuszy. Uboat-Line przyznał, że otrzymał pozew o zapłatę wraz z nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu upominawczym przez warszawski sąd. Sprawa dotyczy obligacji o wartości nominalnej 100.531 zł.

Uboat-Line w pierwszej połowie 2013 roku imponował wynikami i wzrostem kursu akcji – ich cena wzrosła z około 1 zł do ponad 14 zł. W akcjonariacie pojawiły się nawet instytucje finansowe. Spółka prężnie się rozwijała i raportowała świetne wyniki ze sprzedaży biletów na przeprawy promowe. Prezes Misiąg wielokrotnie przekonywał, że dynamiczny wzrost będzie kontynuowany.

– Uboat-Line jest na etapie bardzo dynamicznego rozwoju i sądzę, że na nim pozostanie jeszcze długo. Nasza oferta dla rynku jest bardzo atrakcyjna, systematycznie pozyskujemy nowych klientów, a równocześnie nadal nasz udział w europejskim rynku jest bardzo niski. Mamy więc jeszcze ogromne pole do dalszego rozwoju. – przekonywał we wrześniu 2013 roku Grzegorz Misąg w jednym z wywiadów dla StockWatch.pl.

Momentem przełomowym okazało się sprawozdanie za IV kwartał 2013 r. Po publikacji wyników kurs akcji runął na jednej sesji o ponad 38 proc. Inwestorzy zamiast kolejnego raportu z dwucyfrową dynamiką zysków otrzymali blisko 56-tys. stratę netto. Słaby wynik kwartalny roztrzaskał także wizję realizacji podniesionej prognozy czystego zysku. W kolejnych kwartałach wśród inwestorów komentujących sytuację na forum obligacji pojawiły się obawy o rosnące należności oraz że spora ich część może nie być ściągalna. Spekulowano, że spółka sprzedała dużą pulę biletów, ale nigdy nie otrzymała za nie gotówki. Uboat uciął domysły w połowie listopada. Według stanu na koniec września sytuacja finansowa spółki pod tym względem nie wyglądała źle, bo z kwoty 44 mln zł należności przeterminowanych było jedynie 11 proc., z czego tylko 3 proc. powyżej trzech miesięcy.

Źródło: Odpowiedzi na pytania akcjonariuszy opublikowane w raporcie bieżącym nr. 44/2014

Źródło: Odpowiedzi na pytania akcjonariuszy opublikowane w raporcie bieżącym nr. 44/2014


Zasłoną dymną okazały się pomysły na rozwój biznesu i akwizycje. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku Uboat-Line kupił udziały w trzech firmach. Pierwsza miała się zajmować windykacją i restrukturyzacją zobowiązań kredytowych, druga działalnością w zakresie baz hotelowych, uzdrowisk i aquaparków, a trzecia wytwarzaniem i dystrybucją energii elektrycznej. Na dwa miesiące przed rezygnacją, prezes szedł w zaparte, że Uboat-Line nigdy nie miał się lepiej.

wykres_uboatline

StockWatch.pl

StockWatch.pl wspiera inwestorów indywidualnych dostarczając m.in:

- analizy raportów finansowych i prospektów emisyjnych spółek przygotowywane przez zawodowych, niezależnych finansistów,

- moderowane forum użytkowników wolne od chamstwa i naganiania,

- aktualne i zweryfikowane przez pracownika dane finansowe spółek,

- narzędzia analizy fundamentalnej i technicznej.

>> Sprawdź z czego możesz korzystać za darmo i co oferujemy w Strefie Premium

TE ARTYKUŁY NA TEMAT uboatline, RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ
  • Giełda szykuje odstrzał kilkunastu nierzetelnych spółek z NewConnect

    Koniec zabawy ze emitentami, którzy nie rozumieją istoty statusu spółki publicznej. We wtorek władze GPW postawiły deadline trzynastu spółkom z NewConnect i jednej z Catalyst. Jeśli w przeciągu dwóch miesięcy nie nadrobią zaległych obowiązków informacyjnych, ich walory na dobre pożegnają się z notowaniami.

  • Sąd postawił kropkę nad i, Uboat-Line w upadłości likwidacyjnej

    Krakowski sąd ogłosił likwidację majątku spółki, wyznaczył syndyka oraz termin zgłaszania wierzytelności. Niestety, już teraz wiadomo, że resztki majątku nie wystarczą do spłaty całego długu, który według wstępnych szacunków opiewa na blisko 17 mln zł.

  • Wątki giełdowe wokół działalności Zbigniewa Stonogi

    Inwestorzy giełdowi poznali postać Zbigniewa Stonogi przy okazji kontrowersyjnej transakcji z Grzegorzem Misiągiem, byłym prezesem Uboat-Line, oraz oferowania papierów wartościowych tej spółki bez prospektu emisyjnego w serwisie społecznościowym. We wtorek biznesmen na kilka godzin został zatrzymany ws. publicznego rozpowszechniania wiadomości ze śledztwa dotyczącego tzw. afery podsłuchowej.

  • Kontrowersje wokół sprzedaży akcji Uboat-Line przez G. Misiąga

    W sprawie ewakuacji prezesa Grzegorza Misiąga z pokładu jego giełdowej spółki pojawił się nowy wątek. Z fragmentu umowy sprzedaży akcji, do której dotarł StockWatch.pl wynika, że prezes był świadom grożącej mu odpowiedzialności i zawarł w umowie klauzule gwarantujące mu nietykalność. Prawdopodobnie słono też za to zapłacił.

  • Uboat-Line bankrutuje, kto ma szansę odzyskać pieniądze?

    Dla akcjonariuszy i obligatariuszy bankrutującej spółki z NewConnect zaczyna się nowy, trudny rozdział - walka o odzyskanie przynajmniej części zainwestowanych środków. Specjalnie dla StockWatch.pl ekspert z zakresu dochodzenia wierzytelności w postępowaniu upadłościowym wyjaśnia, co w kolejnych miesiącach może stać się z Uboat-Line.


Współpraca
Biuro Maklerskie Alior Bank Bossa tradingview PayU Szukam-Inwestora.com Capital PR