Kontrowersje wokół sprzedaży akcji Uboat-Line przez G. Misiąga

Omawiane walory:

W sprawie ewakuacji prezesa Grzegorza Misiąga z pokładu jego giełdowej spółki pojawił się nowy wątek. Z fragmentu umowy sprzedaży akcji, do której dotarł StockWatch.pl wynika, że prezes był świadom grożącej mu odpowiedzialności i zawarł w umowie klauzule gwarantujące mu nietykalność. Prawdopodobnie słono też za to zapłacił.

Inwestorzy wciąż czekają na decyzję sądu o upadłości Uboat-Line, ale dla osób śledzących sprawę jest jasne, że spółka prędzej czy później oficjalnie osiądzie na dnie. Obecnie największe niejasności dotyczą przyczyn katastrofy, która wciągnęła pod wodę sporą grupę inwestorów indywidualnych. Wyjaśnieniem przebiegu wydarzeń, w tym tegorocznych kluczowych zmian w akcjonariacie, od kilku tygodni zajmuje się Nomad Partners Sp. z o.o. W sumie do porozumienia pod auspicjami firmy przystąpiło ok. 60 obligatariuszy, a łącznie 80 osób pozostaje w stałym kontakcie odnośnie przebiegu sprawy. >> Śledź działania inwestorów w sprawie Uboat-Line na forumowym wątku dedykowanym obligacjom Uboat-Line

Według ustaleń przedstawiciela Nomad Partners Sp. z o.o., umowa między Grzegorzem Misiągiem a Zbigniewem Stonogą oprócz warunków transakcji zawierała zapisy dotyczące wyłączenia odpowiedzialności byłego prezesa. W zamian za sprzedaż akcji Misiąg miał otrzymać absolutorium oraz ochronę przed ewentualnymi pozwami o działanie na szkodę spółki. W ten sposób były prezes i główny akcjonariusz Uboat-Line miał odciąć się między innymi od palącej kwestii długów. Oprócz kredytów bankowych, spółka miała problem z przedterminową spłatą części obligacji serii B i C z powodu złamania w ubiegłym roku przez Grzegorza Misiąga warunków emisji. To otworzyło obligatariuszom drogę do żądania wcześniejszego wykupu długu. Jednak prezes przez wiele miesięcy utrzymywał, że żądania są bezpodstawne i oskarżał media, akcjonariuszy i obligatariuszy o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji.

Przedstawiciel firmy działającej w imieniu pokrzywdzonych obligatariuszy, Rafał Koźlak, udostępnił nam skan części styczniowej umowy. Na dokumencie oprócz fragmentów pieczęci notarialnej widnieją dwa podpisy – dobrze znany z poprzednich raportów Uboat-Line – Grzegorza Misiąga oraz Zbigniewa Stonogi. Obu stronom zależało też na dyskrecji co do warunków transakcji.

– Kupujący oświadcza, iż zrzeka się wszelkich roszczeń względem Sprzedającego (zarówno obecnych jak i przyszłych), w tym w szczególności z tytułu prowadzonych przez Sprzedającego spraw Spółki jako Prezes jej Zarządu lub związanych z posiadaniem przez Sprzedającego statusu dominującego akcjonariusza Spółki i nie będzie dochodził jakichkolwiek roszczeń przeciwko Sprzedającemu związanych pośrednio lub bezpośrednio ze sprawami Spółki. Kupujący kwituje (potwierdza bez zastrzeżeń) wykonywane przez Sprzedającego obowiązki jako prezesa zarządu Spółki. Kupujący zobowiązuje się i gwarantuje, iż na zwyczajnym zgromadzeniu akcjonariuszy Spółki za rok 2014 będzie głosował z posiadanych akcji za udzieleniem Sprzedającemu absolutorium. [pisownia oryginalna] – czytamy w jednym z paragrafów umowy.

Kliknij, aby powiększyć

Kliknij, aby powiększyć

 

Kliknij, aby powiększyć

Kliknij, aby powiększyć

– Zbigniew Stonoga (kupujący) zobowiązał się względem Grzegorza Misiąga do niekierowania zarzutów i ataków ze strony spółki w przyszłości pod adresem ustępującego prezesa. Moim zdaniem pan Misiąg mógł czuć się winny działania na szkodę spółki, bo wydaje się, że zapisy w umowie zapewniające swoistą nietykalność za podjęte wcześniej działania w spółce do standardowych w transakcjach kupna – sprzedaży akcji nie należą. Największy akcjonariusz ma znaczący wpływ na ewentualne głosowania co do absolutorium dla zarządu więc i Grzegorza Misiąga, a tym samym wpływ na późniejszą jego odpowiedzialność przed spółką. Zbigniew Stonoga zobowiązał się do tego, że spółka nigdy byłemu prezesowi krzywdy nie zrobi i nie rozliczy go za jego decyzje. – komentuje dla StockWatch.pl Rafał Koźlak, przedstawiciel Nomad Partners Sp. z o.o.

Jednak pozbycie się gorącego kartofla miało swoją cenę. Według ustaleń Rafała Koźlaka, wbrew treści zapisów umowy, Grzegorz Misiąg dopłacił 0,5 mln zł Stonodze za przejęcie pakietu akcji Uboat-Line. Na chwilę obecną przedstawiciel Nomad Partners, ze względu na dobro sprawy, nie ujawnia źródła tej informacji.

– To informacja pozyskana ustnie od osoby będącej w przeszłości w bliskich relacjach z Grzegorzem Misiągiem, bardzo wiarygodna jednak niezweryfikowana potwierdzeniami przelewów. Do weryfikacji będziemy dążyć także współdziałając z prokuraturą, do kontaktu z którą już doszło, a która, co udało się ustalić, otrzymała zawiadomienie z KNF w zakresie działań Zbigniewa Stonogi w kontekście Uboat-Line SA. Jeżeli moje źródła informacji są wiarygodne w zakresie przelewu, to mamy całkiem nowy wątek w sprawie wyjścia kapitałowego głównego decydenta w spółce. Warto by ewentualne przelewy potwierdziła prokuratura współdziałając z KNF, bo być może pomimo naruszenia warunków emisji obligacji w wyniku wyjścia z akcjonariatu pana Misiąga, przelał on środki na rzecz podjęcia działań naprawczych. – mówi Rafał Koźlak.

Według dotychczas obowiązującej wersji, Zbigniew Stonoga zapłacił Grzegorzowi Misiagowi za każdą akcję 0,10 zł, czyli łącznie blisko 0,5 mln zł. W momencie zawierania transakcji jedna akcja Uboat-Line na NewConnect kosztowała 0,33 zł, czyli ponad trzy razy wyżej. >> Zobacz także: Grzegorz Misiąg opuścił pokład Uboat-Line w atmosferze skandalu

Transakcja między Misiągiem i Stonogą została zawarta poza rynkiem regulowanym w ramach umowy cywilnoprawnej. Oficjalna informacja o jej istnieniu pojawiła się 30 stycznia. Dzień wcześniej o transakcji część inwestorów dowiedziała się z Facebooka. Zbigniew Stonoga poprzez wpis na swoim profilu w serwisie poinformował, że jedna z jego spółek kupiła akcje od Grzegorza Misiąga. Biznesmen ruszył z kampanią, w której proponował swoim fanom odsprzedaż walorów Uboat-Line po cenie 1 zł za sztukę.

Screenshot jednego z wpisów na fapejdżu Zbigniewa Stonogi pod postem promującym ofertę udziałów w spółce AKukuKNF.

Screenshot jednego z wpisów na fapejdżu Zbigniewa Stonogi pod postem z 3 lutego br. promującym ofertę udziałów w spółce AKukuKNF.

Plan Stonogi pokrzyżował fakt, że oferowanie papierów wartościowych bez prospektu emisyjnego jest niezgodne z prawem. Zawiadomienie w tej sprawie do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) złożyło Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Ostatecznie Stonoga chcąc ominąć prawo wniósł posiadany pakiet akcji w formie aportu do nowo utworzonej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością pod nazwą AKukuKNF i ruszył z ofertą udziałów po cenie minimalnej 50 zł/sztuka. Podczas blisko dwutygodniowej agitacji Zbigniew Stonoga przekonywał, że spółka jest perspektywiczna, a zakup udziałów jest okazją do zarobku. Jednocześnie biznesmen unikał udzielania wyczerpujących odpowiedzi na pytania o kwestię długu czy widma bankructwa. Obecnie sprawą prowadzenia oferty publicznej papierów wartościowych bez wymaganego memorandum informacyjnego lub prospektu emisyjnego na wniosek KNF zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Ostatecznie Zbigniew Stonoga w połowie lutego wycofał swoją ofertę i poinformował, że ze względu na decyzję sądu w sprawie wykonania kary sześciu miesięcy więzienia opuszcza Polskę. Równolegle oskarżył jednak Grzegorza Misiąga o wyprowadzanie majątku ze spółki, niegospodarność oraz o tworzenie i wprowadzanie w obieg fałszywych dokumentów mających wpływ na błędne decyzje GPW. Niestety, do dzisiaj biznesmen nie przedstawił konkretnych dowodów na poparcie wymienionych zarzutów ani nie podjął kroków prawnych przeciwko Grzegorzowi Misiągowi. Stonoga odsprzedał swój pakiet kolejnej osobie. >> Zobacz także: Uboat-Line grozi upadłość, Zbigniew Stonoga opuszcza Polskę

Warto podkreślić, że bankructwo Uboat-Line samo w sobie nie jest czymś wyjątkowym. W sumie w nieco ponad pięcioletniej historii rynku obligacji Catalyst spółka oferująca bilety na przeprawy promowe jest już trzynastą upadłością. To co wyróżnia tę sprawę, to postawa szerokiego grona obligatariuszy, którzy pojęli walkę nawet nie o zainwestowane środki, lecz o wymierzenie sprawiedliwości względem osób odpowiedzialnych za trwały stan niewypłacalności spółki. Szczególnie, że jeszcze w listopadzie 2014 roku prezes spółki szedł w zaparte, że Uboat-Line nigdy nie miał się lepiej. >> Zobacz także: Uboat-Line bankrutuje, kto ma szansę odzyskać pieniądze?

– Podstawowym impulsem dla nas było nabycie obligacji przez naszą spółkę na rynku wtórnym w okolicach zmian w akcjonariacie, po cenach znacznie poniżej nominału. Ponieważ zaczęli się zgłaszać ludzie pokrzywdzeni i prosić o wsparcie działań, bo sami nie byli w stanie podjąć się kosztownych ruchów indywidualnie, związała się inicjatywa. Wiele osób czuje się oszukana nierzetelnymi informacjami płynącymi ze strony spółki, które wprowadziły ich w błąd. Kilka osób przekazała nam nawet pisane wprost informacje ze strony spółki, które nakłaniały ich do zakupu akcji czy obligacji z uwagi na świetlane perspektywy i zapowiedzi bardzo pozytywnych dla kursu informacji, jakie miały się ukazywać. – tłumaczy przedstawiciel Nomad Partners Sp. z o.o.

Aktualnie notowania akcji i obligacji Uboat-Line są zawieszone. Giełda w połowie lutego w ten sposób ukarała spółkę (i przy okazji inwestorów) za niekompletny raport kwartalny. Akcje Uboat-Line przed zawieszeniem wyceniono na 0,16 zł, a wyceny ostatnich dwóch serii obligacji spadły do kilku-kilkunastu procent wartości nominalnej.

StockWatch.pl

StockWatch.pl wspiera inwestorów indywidualnych dostarczając m.in:

- analizy raportów finansowych i prospektów emisyjnych spółek przygotowywane przez zawodowych, niezależnych finansistów,

- moderowane forum użytkowników wolne od chamstwa i naganiania,

- aktualne i zweryfikowane przez pracownika dane finansowe spółek,

- narzędzia analizy fundamentalnej i technicznej.

>> Sprawdź z czego możesz korzystać za darmo i co oferujemy w Strefie Premium

TE ARTYKUŁY NA TEMAT uboatline, RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ
  • Giełda szykuje odstrzał kilkunastu nierzetelnych spółek z NewConnect

    Koniec zabawy ze emitentami, którzy nie rozumieją istoty statusu spółki publicznej. We wtorek władze GPW postawiły deadline trzynastu spółkom z NewConnect i jednej z Catalyst. Jeśli w przeciągu dwóch miesięcy nie nadrobią zaległych obowiązków informacyjnych, ich walory na dobre pożegnają się z notowaniami.

  • Sąd postawił kropkę nad i, Uboat-Line w upadłości likwidacyjnej

    Krakowski sąd ogłosił likwidację majątku spółki, wyznaczył syndyka oraz termin zgłaszania wierzytelności. Niestety, już teraz wiadomo, że resztki majątku nie wystarczą do spłaty całego długu, który według wstępnych szacunków opiewa na blisko 17 mln zł.

  • Wątki giełdowe wokół działalności Zbigniewa Stonogi

    Inwestorzy giełdowi poznali postać Zbigniewa Stonogi przy okazji kontrowersyjnej transakcji z Grzegorzem Misiągiem, byłym prezesem Uboat-Line, oraz oferowania papierów wartościowych tej spółki bez prospektu emisyjnego w serwisie społecznościowym. We wtorek biznesmen na kilka godzin został zatrzymany ws. publicznego rozpowszechniania wiadomości ze śledztwa dotyczącego tzw. afery podsłuchowej.

  • Uboat-Line bankrutuje, kto ma szansę odzyskać pieniądze?

    Dla akcjonariuszy i obligatariuszy bankrutującej spółki z NewConnect zaczyna się nowy, trudny rozdział - walka o odzyskanie przynajmniej części zainwestowanych środków. Specjalnie dla StockWatch.pl ekspert z zakresu dochodzenia wierzytelności w postępowaniu upadłościowym wyjaśnia, co w kolejnych miesiącach może stać się z Uboat-Line.

  • Uboat-Line idzie na dno, jest wniosek o upadłość likwidacyjną

    Gdy w listopadzie 2014 roku prezes Uboat-Line Grzegorz Misiąg deklarował, że firma nigdy nie miała się lepiej, nikt z obligatariuszy ani akcjonariuszy nie spodziewał się, że kilka miesięcy później spółka wystąpi o ogłoszenie upadłości.


Współpraca
Biuro Maklerskie Alior Bank Bossa tradingview PayU Szukam-Inwestora.com Capital PR