Biotechnologia na giełdzie. Czy drobni inwestorzy mają tu szansę na wielkie zyski?

Spółki biotechnologiczne nie od dzisiaj rozpalają głowy giełdowych inwestorów, którzy inwestując 10 czy 20 tys. zł marzą o tym, aby za kilka lat stać się milionerami. Każdy wierzy, że znajdzie i kupi udziały w spółce, która podąży drogą Selvity, a nie Theranosa. Dzisiejszym wpisem rozpoczynamy cykl artykułów, który pokaże jak inwestor indywidualny powinien poruszać się na trudnym rynku spółek biotechnologicznych.

Biotechnologia,giełda,inwestycje,biotech,zyski

Biotechnologia to bardzo szybko rozwijająca się część gospodarki. Na akcjach niektórych spłek można osiągnąć stopy zwrotu liczone w setkach lub nawet tysiącach procent.

Dlaczego inwestować w biotech

Na początku proponuję w ogóle zastanowić się, dlaczego powinniśmy jako inwestorzy indywidualni zwrócić uwagę na spółki biotechnologiczne. Przecież na pierwszy rzut oka są one trudne w analizie, zazwyczaj nie przynoszą jeszcze zysków, a zarządzający funduszami przekonują nas, że to jest wyższa liga i się po prostu na tym nie znamy. W moje ocenie istnieją przynajmniej 4 podstawowe przesłanki.

  • Biotechnologia to bardzo szybko rozwijająca się część gospodarki. W dodatku gospodarki korzystającej z dość zaawansowanej wiedzy i technologii. A jak wiadomo, pieniądze łatwiej zarabia się tam, gdzie rynek dość szybko rozwija się i rośnie, a nie tam, gdzie rynek się kurczy, marże spadają, a konkurenci walczą na śmierć i życie. Tak więc jeśli przyjmiemy założenie, że sektor biotechnologiczny będzie się szybko rozwijał, to inwestor indywidualny powinien rozważyć posiadanie ekspozycji w swoim portfelu na ten rynek.
  • Atrakcyjny stosunek zysku do ryzyka, co posługując się mową profesjonalistów oznacza asymetryczny profil ryzyka. Według starego powiedzenia „na giełdzie można stracić tylko 100 proc., ale zarobić nieskończenie wiele”. Jakkolwiek zabawnie to brzmi, jest to prawda. Tak naprawdę „wystarczy” trafić taką jedną Selvitę wytrzymać prawie 10 lat i zgarnąć ponad 1.700 proc. zysku. Oczywiście słowo „wystarczy” trzeba wziąć w cudzysłów. Kto próbował wytrwać z takimi zyskami i zmiennością przez 10 lat wie, jakie to jest trudne. Oczywiście powyższe powiedzenie odnosi się do całej giełdy, a nie tylko specyficznie spółek biotechnologicznych. Natomiast to co ważne, to jednak zrozumienie, że w sektorach wzrostowych istnieje ponadprzeciętna szansa na wzrost kapitalizacji spółki, która odniesie rzeczywisty sukces. Tak więc selekcja (wybór jak najlepszych podmiotów) oraz dywersyfikacja (rozłożenie inwestycji na przynajmniej kilka spółek) wydaje się być tutaj odpowiedzią. Później postaram się pokazać, że stosowanie tych dwóch podejść, na pierwszy rzut oka sprzecznych, może prowadzić do ciekawych rezultatów.
  • Polskie spółki biotechnologiczne są zazwyczaj wciąż na początku swojej drogi biznesowej. Z jednej strony jest to pewne zapóźnienie cywilizacyjne i trudniejsza ścieżka, ponieważ trzeba gonić konkurencję, ale z drugiej strony szansą np. nauki na błędach innych. Jeśli chodzi o przewagi konkurencyjne to do nich na pewno można zaliczyć wykształconą kadrę i co to ukrywać przewagę kosztową. Prawda jest taka, że wciąż jesteśmy po prostu tańsi niż konkurenci z krajów rozwiniętych. Innymi słowy stosunek wynagrodzeń do jakości osób jest w mojej opinii całkiem korzystny. Ta przewaga kosztowa nie będzie trwać wiecznie, ale być może powtórzy się przykład niektórych polskich firm produkcyjnych, które korzystając z tej przewagi w latach 90. minionego wieku i na początku XXI wieku były w stanie zbudować markę i pozycję również na rynkach europejskich. A potem zaczęły po prostu przejmować inne podmioty na rynkach zagranicznych, w tym również Europy Zachodniej.
  • Brak mega sukcesu polskiego biotechu to szansa dla inwestorów. Polski gaming ma już swoje gwiazdy takie jak CD Projekt czy Techland. Pierwsza z nich jest 2. pod względem kapitalizacji największą spółką na całej GPW. Do tego jest wyceniana przy dużo wyższych mnożnikach/parametrach niż jej konkurenci z Zachodu Europy czy nawet Stanów Zjednoczonych. Z całym szacunkiem dla Selvity czy Celonu, ale to jeszcze nie jest ta skala. Ale to oznacza, że największy sukces jeszcze przed nami. A przekroczenie pewnego pułapu, osiągnięcie rzeczywistego dużego sukcesu w polskiej biotechnologii zapewne spowoduje zwiększenie zainteresowania inwestorów tym rynkiem. Zwiększenie zainteresowania takim rynkiem to oczywiście szansa na przełożenie na atrakcyjniejsze wyceny. Więc może warto być na tym rynku trochę wcześniej?

Ile można zarobić

Każdy marzy, aby kupić CD Projekt za kilka złotych i przetrzymać go do dnia dzisiejszego. Podobne odczucia związane są z Selvitą (a w zasadzie po spin off to już Ryvu Therapuetics i Selvita), gdzie inwestycja podczas IPO w 2011 roku oraz przetrzymanie akcji do końca trzeciego kwartału 2020 roku dałoby ponad 1.700 procent zysku.

Większość inwestorów na tzw. „czuja” powie, że biotech to taki sektor, gdzie możliwe są olbrzymie zyski, ale związane jest to z ponadprzeciętnym ryzykiem. Ja postanowiłem to po prostu sprawdzić odnosząc się także do opublikowanego w kwietniu 2014 r. artykułu o spółkach biotechnologicznych, których w tamtym okresie na polskiej giełdzie było 14, z czego 11 na rynku NewConnect. Proszę spojrzeć na podsumowanie, jak spółki obecne wtedy na giełdzie poradziły sobie w kolejnych okresach.

Wyniki w trzech różnych okresach (IPO-kwiecień 2014 r., IPO-Wrzesień 2020 r., kwiecień 2014 r. – wrzesień 2020 r.) są zaprezentowane w poniższej tabeli.

biotech,spółki,akcje,gpw

Kliknij, aby powiększyć. Źródło: Opracowanie własne

Już samo zabarwienie kolorystyczne pokazuje, że jednak nie wszystkim spółkom udało się odnieść sukces. Niektóre de facto zbankrutowały i zostały wykluczone z obrotu, a część przyniosła inwestorom dotkliwe straty. Tak naprawdę około połowy osiągnęło dodatnie stopy zwrotu, choć dużo zależało od konkretnego okresu, a faktyczną gwiazdą była tylko jedna spółka, czyli wspominana wcześniej Selvita/Ryvu.

Zwróciłbym uwagę na jeden ciekawy szczegół – większość spółek biotechnologicznych, która była na giełdzie w 2014 roku zadebiutowała w złotych latach 2010-2011. Dlaczego pozwalam sobie nazwać te lata złotymi? Odpowiedź tkwi w liczbie debiutów zarówno na NewConnect (razem w tych dwóch latach prawie 260!) jak i rynku podstawowym (ponad 70), które były rekordowe. Jak widać ilość nie do końca przeszła w jakość. Warto pamiętać o tym, że często, gdy bardzo szybko rośnie liczba debiutów, to po prostu spada też ich jakość.

Wróćmy jeszcze do takiego hipotetycznego portfela. Proszę spojrzeć, jak zachowywałby się taki portfel przy założeniu, że inwestowaliśmy 10 tys. zł w każdą ze spółek w różnych okresach.

biotech,spółki,akcje,gpw

Źródło: Opracowanie własne

Na pierwszy rzut oka wygląda całkiem nieźle. Co prawda milionerem nie zostalibyśmy ale kilkaset tysięcy przez 6,5 roku też piechotą nie chodzi. Powyższe wyniki są jednak trochę zaburzone hossą na „spółkach covidowych”, która przecież dotknęła również biotechy. Z powyższego zestawienia dotyczy to Biomaximy, Biomedu-Lublin, Blirt, Inno-Gene czy Genomedu. Wymienione spółki wzrosły w ciągu ostatnich 9 miesięcy przynajmniej po kilkaset procent, co niewątpliwie przyczyniło się do osiągnięcia bardzo dobrych wyników w całym okresie badania. Sytuacja z pandemią była wyjątkowa (miejmy przynajmniej taką nadzieję patrząc z perspektywy całego społeczeństwa) i oczywiście pojawia się pytanie, czy możemy liczyć na powtórkę takiego lub podobnego drivera w przyszłości. Tutaj każdy z inwestorów musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. W każdym razie jednak gdybyśmy odnosili się do kursów na koniec 2019 roku, to wyniki portfela nie są już takie optymistyczne.

biotech,spółki,akcje,gpw

Kliknij, aby powiększyć. Źródło: Opracowanie własne.

Liczba spółek z kolorem zielonym w ostatniej kolumnie tabeli (zysk w okresie 2014-2019) znacząco spada i tak naprawdę tylko Selvita, Genomed oraz Mabion przyniosłyby zadowalające wyniki w analizowanym okresie. To oczywiście miałoby istotne przełożenie na hipotetyczny portfel.

biotech,spółki,akcje,gpw

Źródło: Opracowanie własne

Osiągnięcie 64 proc. zysku na portfelu spółek biotechnologicznych w ciągu 5,5 roku nie jest wynikiem złym, ale trudno go uznać za wybitne osiągnięcie. W końcu skoro inwestujemy w dość ryzykowne tematy to oczekujemy wysokich stóp zwrotu. Dodatkowo gdybyśmy wykluczyli z portfela Selvitę, to wtedy wchodzimy wręcz w straty. Czy to oznacza, że nie należy inwestować w spółki biotechnologiczne? Ależ skąd – powyższa analiza ma na celu jedynie uświadomić, że ryzyko trafienia na słabą spółkę oferującą niewiele więcej niż marzenia nie jest tylko teoretyczne. Jest naprawdę całkiem spore. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę. To prowadzi nas zaś do konkluzji, że selekcja dobrych spółek w segmencie biotechnologii może być nawet jeszcze bardziej istotna niż w wypadku innych sektorów.

Jeszcze dwa zdania o rynku amerykańskim, który nie ma co ukrywać jest przecież prekursorem inwestowania w biotechnologię i to właśnie tam wyceny osiągają wysokie wartości, a przejęcia spółek idą w setki milionów lub nawet miliardy dolarów.

NASDAQ,Biotechnology,Index

NASDAQ Biotechnology Index. Kliknij, aby powiększyć.

>> Analizy techniczne i fundamentalne na życzenie abonentów >> Sprawdź co jeszcze zyskujesz w strefie premium StockWatch.pl

Gdy jednak spojrzymy na wyniki 5 lat to można nabrać wątpliwości. Amerykański indeks spółek biotechnologicznych (NASDAQ Biotechnology Index) w ciągu ostatnich 5 lat zanotował dodatnią stopę zwrotu na poziomie około 20 proc. Roczna stopa zwrotu nie jest oszałamiająca. A dodatkowo gdy te wyniki porównamy do indeksu S&P 500 (wzrost z 2,1 tys. na ponad 3 tys. punktów) lub Nasdaq 100 (160 proc. wzrostu) to wypada to słabo. Jak widać, akurat końcówka 2015 roku nie była idealnym momentem do inwestowania, gdyż w pierwszej połowie 2016 roku przyszła ok. 40-proc. korekta licząc od szczytów osiągniętych w lipcu 2015 roku. Tak naprawdę inwestorzy musieli się uzbroić w cierpliwość, ponieważ szczyty tego indeksu z 2015 roku zostały dopiero poprawione w drugim kwartale bieżącego roku.

O wiele lepiej wygląda sytuacja, gdy do porównania weźmiemy okres 10-letni, gdzie jak widać na wykresie stopy zwrotu są już całkiem zadowalające. W listopadzie 2010 roku indeks przebywał w okolicach 900-950 punktów, podczas gdy obecnie jest to poziom 4,1-4,5 tys., co daje stopę zwrotu na poziomie 330-400 procent.

Warto analizować samemu

Skoro już wiemy, że na spółkach biotechnologicznych można było zarobić, choć nie było to łatwe, to zastanówmy się dlaczego akurat inwestor indywidualny miałby to robić samodzielnie. Czy może jednak nie powinien oddać swoich pieniędzy w zarządzanie profesjonalistom i czy naprawdę jest w stanie z nimi konkurować biorąc pod uwagę zasoby, czas, wiedzę i doświadczenie.

Na tak postawione pytanie odpowiadam wprost – inwestor indywidualny jest w stanie samodzielnie dokonywać selekcji spółek biotechnologicznych. Jednak na pewno nie każdy z nas, a w zasadzie nawet znacząca mniejszość. Inwestowanie w firmy biotechnologiczne to w moim odczuciu układanie puzzli i dopasowywanie ich do siebie. Problem w tym, że nie są to puzzle składające się z 16 czy 32 elementów a raczej setki, jeśli nie tysiące. Tak więc na pewno samodzielne inwestowanie w biotechy nie jest dla każdego.

Warren Buffett kiedyś powiedział, że stara się kupować akcje biznesu, który jest tak genialny i prosty, że nawet idiota potrafi nim zarządzać, ponieważ prędzej czy później taki idiota się pojawi. W wypadku biotechów na pewno możemy trafić na biznesy genialne, ale raczej nie trafimy na biznesy tak proste, którym będzie mógł zarządzać nawet idiota. Jedynym wyjątkiem, który przychodzi mi do głowy to po prostu spółki, których celem od początku jest tylko zebranie kapitału od naiwnych inwestorów i ich oszukanie.

Jeśli chodzi o przewagi instytucji nad inwestorem indywidualnym to są one powszechnie znane i nie będę się nad nimi rozwodził. Jednak w moim odczuciu inwestor indywidualny może mieć także pewne przewagi nad inwestorem instytucjonalnym, takie chociażby jak:

  • Inwestor indywidualny może dywersyfikować swój portfel jak uważa za stosowne. Nie jesteśmy ograniczeni przestrzeganiem wewnętrznych czy zewnętrznych regulacji w zakresie minimalnej czy maksymalnej wartości danej pozycji w portfelu, a jedynie własnym osądem i wiedzą. Nie musimy sprzedawać pozycji z portfela tylko dlatego, że bardzo mocno urosła i za dużo w nim waży. Możemy też zainwestować w spółkę na bardzo wczesnym etapie rozwoju i wyprzedzić fundusze, które np. z zasady mogą nie inwestować w spółki notowane na rynku NC.
  • Inwestor nie musi tracić czasu na budowanie skomplikowanych modeli wyceny (np. Ra NPV) po to, aby mieć papier, które może pokazać swoim przełożonym, jako podparcie decyzji inwestycyjnej. Ten czas może poświęcić na zrozumienie spółki, jej produktu/usługi, potencjały rynku i szans na komercjalizację.
  • Inwestor indywidualny nie musi kupować bądź sprzedawać akcji tylko dlatego, że wystąpił dopływ pieniędzy lub ich odpływ do danego funduszu. Możemy również łatwiej wejść i wyjść ze spółki bez wywierania wpływu na jej kurs, ponieważ mamy po prostu mniej znaczące pakiety.
  • Na rynku pomylić się może każdy – zarówno inwestor indywidualny jak i światowej klasy zarządzający czy fundusz, w szczególności w takiej ryzykownej dziedzinie jak biotechnologia. Przecież EBOiR oraz PFR zainwestowali na początku 2018 roku w nową emisją akcji Mabionu obejmując akcje po ok. 90 zł. Dzisiaj są notowane na poziome 20-25 zł. Oczywiście przykład ten podaję nie po to, aby krytykować decyzje tych instytucjonalnych inwestorów. Celem jest raczej pokazanie, że na rynku nie ma nieomylnych guru i dotyczy to również spółek biotechnologicznych.
  • Chęć zdobycia kapitału przez spółki, pandemia, a także informacje w Internecie powodują, że zmniejsza się troszkę asymetria informacyjna między funduszami a inwestorami indywidualnymi. Webinary, czaty, spotkania w sieci z zarządami, możliwość kontaktu z inwestorami z całego świata poprzez różnego typu fora – to wszystko jest dostępne dla inwestora indywidualnego. Trzeba mieć jednak świadomość, że asymetria informacyjna pomiędzy naukowcami/zarządami spółek a inwestorami (zarówno dużymi jak i małymi) jest w wypadku firm biotechnologicznych kolosalna. Dlatego ważna też jest wewnętrzna uczciwość zarządów. To zresztą jeden z aspektów, który należy bardzo dokładnie zbadać przy podejmowaniu świadomej decyzji o inwestycji.

Ryzyko to słowo klucz w wypadku biotechów

Świadome inwestowanie w spółki biotechnologiczne nie jest ani łatwe, ani proste, a tym bardziej bezstresowe. Wymienię tylko kilka podstawowych ryzyk i zagadnień, z którymi trzeba się zmierzyć, a przede wszystkim być ich świadomym:

    • Ponadprzeciętna zmienność na sporej części spółek biotechnologicznych. Oczywiście inwestorzy uwielbiają zmienność, ale trochę gorzej zaczyna się robić, jeśli związana jest ona ze spadkami kursów, a nie wzrostami. Oczywiście to tylko przykłady, ale kurs Mabionu w przeciągu dwóch grudniowych zeszłorocznych sesji spadł o 30 proc., gdy okazało się, że tak długo oczekiwanej rejestracji CD20 jeszcze nie będzie. Jeszcze świeższy przykład, to reakcja inwestorów na zakończenie bez rezultatów (czyt. odpisanie) prac nad dwoma projektami w Ryvu Therapeutics, która spowodowała w jeden dzień zjazd ceny o ponad 17 proc. W wypadku tej ostatniej spółki, to przecież nie nowość, ponieważ inwestorzy np. w październiku 2017 roku doświadczyli tąpnięcia kursu akcji (intraday) o prawie 30 proc., po informacji o zawieszeniu badań klinicznych w związku ze śmiercią jednego z pacjentów, który wcześniej testował SEL24. Nie będę tutaj nawet wspominał o zmienności na spółkach tzw. „covidowych”. Proszę spojrzeć na wykres Biomedu-Lublin.

Wykres Biomed-Lublin.

  • Cena akcji spółki potrafiła urosnąć z okoli 6-8 zł w końcu czerwca do 30 zł miesiąc później. Z kolei przez kolejne 12 dni spadła o połowę, by później znowu kontynuować swoją bardzo wysoką zmienność raz w górę raz w dół. Inwestując w biotechy trzeba mieć świadomość, że zmienność potrafi przynieść fortunę, ale również wyzerować portfel. Częściową odpowiedzią na takie ryzyko może być dywersyfikacja oraz posiadanie odpowiedniej konstrukcji psychicznej, która umożliwi nam wewnętrznie pogodzić się z bardzo dużą zmiennością, okresami flauty przeplatanymi z kilkudniowym szałem lub strachem.
  • Analiza spółek biotechnologicznych pod względem fundamentalnym nie jest ani łatwa, ani prosta ani tym bardziej szybka. To nie analiza techniczna, gdzie można odpalić wykres rzucić okiem i skonkludować. Trudno tutaj również stosować wskaźniki i bazujące na nich metody porównawcze. Nie wymaga ona, moim zdaniem, wykształcenia medycznego, ale nie mam wątpliwości, że wymaga zrozumienia obszarów terapeutycznych poszczególnych projektów, które dana spółka posiada. To jest niezbędne do ocenienia szans zarówno na komercjalizację jak i na pieniądze, które spółka może być w stanie uzyskać. To zaś oznacza, że musimy nabyć przynajmniej podstawową wiedzę z zakresu konkretnych projektów lekowych.
  • Świadomość brutalnej prawy – biotechnologia to zazwyczaj start-upy i większość z nich nie osiągnie sukcesu. Niekoniecznie zbankrutuje w sensie prawnym, ale czy to jest pocieszenie dla akcjonariuszy Biotonu, którzy zainwestowali w tę spółkę w IPO w 2005 roku, kiedy było wyemitowanych 177 mln akcji (kapitalizacja około 500 mln zł), a w kolejnych latach spółka dodrukowała 8,5 mld akcji? A przecież Bioton nie był spółką-krzakiem, a podmiotem, który w latach 2005-2010 wchodził w skład prestiżowego indeksu WIG20. W chwili obecnej kapitalizacja tej spółki wynosi ok. 350 mln zł, co w teorii oznaczałoby, że spadła o ok. 30 proc. W rzeczywistości inwestorzy stracili ponad 90 proc., właśnie ze względu na dodruk i rozwodnienie udziałów.
  • Kapitalizacja i cena akcji niekoniecznie muszą iść ze sobą w parze, a w wypadku omawianego segmentu to zazwyczaj standard. Powyższy przykład Biotonu jest być może zbyt drastyczny (choć prawdziwy) i jednak nie jest standardem. Nie zmienia to jednak faktu, że spółki nowych technologii potrzebują finansowania i to przez bardzo długi okres czasu. Okres od momentu pomysłu na lek do jego sprzedaży na rynku to często 10 i więcej lat, a to oznacza taki sam okres inwestycji (ponoszenia kosztów) tylko z pewną nadzieją na istotne przychody w przyszłości. Oczywiście, po podpisaniu umowy partneringu zazwyczaj otrzymuje się pierwszą płatność (tzw. upfront payment) jak i kolejne płatności za osiąganie kamieni milowych, ale jednocześnie to oznacza, że początkowy udział w projekcie z czasem staje się coraz mniejszy i nawet zwiększenie kapitalizacji w istotny sposób nie musi się przekładać satysfakcjonujące zyski dla pojedynczego akcjonariusza. Selvita wchodziła na rynek NC z kapitalizacją ok. 60 mln zł, podczas gdy suma dwóch spółek (Selvita + Ryvu) osiągała na koniec września wartość prawie 1,9 mld zł. Gdy podzielimy te dwie liczby przez siebie otrzymamy nawet wzrost o ponad 3 tysiące procent! Zaraz, zaraz przecież na początku artykułu mówiliśmy przecież o zysku 1.700 procent, a teraz 3 tys.?! To jest właśnie efekt zapotrzebowania na kapitał, co wcześniej czy później wiąże się z koniecznością emisji nowych akcji, czyli rozwodnienia kapitału. Z tym zagadnieniem też jest powiązane ryzyko braku pozyskania dalszego finansowania spółki, co po prostu może doprowadzić do jej upadku, mimo posiadania obiecujących projektów w swoim portfolio.
  • Biotechnologia związana jest z rozwojem, nowymi naukami – to szybkość i elastyczność, ale również trudność w wiarygodnej ocenie realności prezentowanych projektów. To jednocześnie ryzyko dla inwestora, że pojawią się na rynku osoby, które będą chciały to wykorzystać i po prostu oszukać inwestorów obiecując gruszki na wierzbie. To ryzyko nie jest tylko teoretyczne, o czym przekonali się choćby akcjonariusze Theranosa. Niestety, nie można mieć nigdy pewności, że wśród spółek zmierzających na giełdę lub już na niej obecnych również nie pojawią się tego typu przypadki.

Fascynująca przygoda

Na sukces w biotechnologii (podobnie jak w innych dziedzinach gospodarki) składa się wiele różnych czynników – sam produkt, nawet najlepszy, nie wystarczy. Trzeba pamiętać, że codzienne na świecie powstają nowe spółki, które marzą o podbiciu świata. Zapewne któraś z nich wcześniej czy później stanie się konkurentem naszego przedsiębiorstwa i wymyśli coś lepszego, szybszego, bardziej efektywnego. Inwestowanie w firmy biotechnologiczne to w moim odczuciu układanie puzzli i dopasowywanie ich do siebie. Wizja, produkt, rynek, model biznesowy i finansowy, działania marketingowe oraz sprzedażowe, budowanie „dobrej aury” wobec spółki i wiele innych czynników to właśnie te puzzle.

O ile nie wystraszyły Państwa ryzyka wskazane przeze mnie powyżej, to zapraszam do poznania fascynującego świata biotechnologicznych spółek. W kolejnych artykułach postaram się opowiedzieć zarówno o tym rynku, jego specyfice jak i pomyśle na sposób, w jaki inwestor indywidualny mógłby podejść do selekcji spółek z segmentu biotechnologii po to, aby zwiększyć prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu i zarobienia pieniędzy. Jednocześnie zawsze będę podkreślał i zwracał uwagę na ryzyka, a także rafy i problemy, które staną na naszej drodze.

Zachęcam również do zapoznania się z nagraniem z konferencji Biznes w genach, która odbyła się 21 października.

StockWatch.pl

StockWatch.pl wspiera inwestorów indywidualnych dostarczając m.in:

- analizy raportów finansowych i prospektów emisyjnych spółek przygotowywane przez zawodowych, niezależnych finansistów,

- moderowane forum użytkowników wolne od chamstwa i naganiania,

- aktualne i zweryfikowane przez pracownika dane finansowe spółek,

- narzędzia analizy fundamentalnej i technicznej.

>> Sprawdź z czego możesz korzystać za darmo i co oferujemy w Strefie Premium

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI (aktualności, giełda, akcje)



Współpraca
Biuro Maklerskie Alior Bank Bossa tradingview PayU Szukam-Inwestora.com Capital PR