Ufaj, ufaj, ale kontroluj, czyli jak nie dać się uwieść pięknym oczom prezesa

Nowe pieniądze i inwestorzy na giełdzie to szansa na pozyskanie kapitału, a dla niektórych okazja do sprzedaży sprzedaż akcji po atrakcyjnej cenie. Poniższy tekst ma pomóc inwestorom nie wpaść w pułapkę pięknych słów i obietnic prezesów, podczas gdy pozostałe znaki na niebie i ziemi mówią inaczej. Tak naprawdę na samym końcu najczęściej liczą się fakty i twarda rzeczywistość, a nie obietnice i wyrafinowane prezentacje.
giełda, inwestowanie,ryzyko,prezes,ceo,corporate,governance,

Rozmowa face to face z prezesem spółki to nieoceniona szansa zadania mniej wygodnych pytań np. o kwestie dziwnym trafem pomijane w raportach finansowych.

RPP pomaga giełdzie

W pierwszym półroczu 2020 roku obroty na rynku głównym wzrosły o prawie 25 proc. r/r, a w wypadku rynku NewConnect o ponad 500 procent! W ciągu zaledwie sześciu miesięcy otworzono ponad 73 tys. nowych rachunków maklerskich. Powyższe liczby jasno wskazują, że w ostatnim czasie na giełdę napłynęło mnóstwo dodatkowych pieniędzy, a w ślad za nimi nowi, nie zawsze wyedukowani inwestorzy. Zapewne część z nowej grupy inwestorów chciałaby osiągać stopy zwrotu liczone nie w pojedynczych procentach, ale w dziesiątkach lub setkach procent rocznie. To zaś niesie za sobą poszukiwanie aktywów, które potencjalnie oferują wysokie stopy zwrotu, lecz to także oznacza wyższe ryzyko, o czym spora część z nich nie pamięta lub nie chce pamiętać.

Prezes to jest gość

Szukamy więc inwestycji o potencjalnie ponadprzeciętnych stopach zwrotu i wtedy często natrafiamy na spółki właśnie wchodzące na giełdę, bądź oferujące unikatowy produkt/usługę, który ma zrewolucjonizować, jeśli nie świat, to przynajmniej rynek europejski lub chociaż polski.

Spółki prężą swoje muskuły, uwodzą pięknymi prezentacjami w programie PowerPoint oraz błyskotliwymi webinarami organizowanymi przez znane agencje IR. Z ust szefów firm płyną często obietnice milionowych zysków i dynamicznego rozwoju, co u inwestorów ma się przełożyć na stopy zwrotu idące w setki procent. Niestety, po pewnym czasie okazuje się, że część z tych spółek po prostu zawodzi oczekiwania, a jedyne co zostaje to wydrukowane prezentacje w PP i strata na rachunku. Dzieje się tak, ponieważ przeważnie są to obietnice bez pokrycia, mające służyć przede wszystkim pozyskaniu kapitału po wygórowanych wycenach lub wzbudzeniu zainteresowania spółką, aby upłynnić całkiem spory pakiet swoich akcji.

Guru analizy finansowej A. Damodaran napisał książkę Wycena firmy. Storytelling i liczby. Muszę przyznać, że przeglądając rocznie setki (jeśli nie tysiące) prezentacji oraz sprawozdań zarządu mam wrażenie, że część osób odpowiedzialnych za ich przygotowywanie zapoznała się z ta książką. A w zasadzie niestety tylko z częścią jej tytułu. W prezentacjach jest dużo opowieści często łapiących za serce (początki zakładania firmy), czy opisu szans na podbicie świata. Ja jednak przeczytałem tę książkę dość dokładnie i pamiętam, że autor również zwraca uwagę na ryzyko, które ignorują inwestorzy polegający tylko na opowieściach lub tylko na liczbach. Należy więc stosować umiar i korzystać z tych obydwu rzeczy.

Musimy pamiętać, że zazwyczaj prezesi oraz właściciele spółek to osoby niezwykle inteligentne oraz charyzmatyczne. Już tylko to powoduje, że jest im zdecydowanie łatwiej niż innym oczarować inwestorów, szczególnie tych mniej doświadczonych. Guy Spier w swojej książce Moja droga do inwestowania w wartość wręcz rekomenduje: Nie rozmawiaj z kierownictwem. Jego argumentacja jest dość prosta i w dużej mierze trafna. Spora część prezesów czy członków zarządu to znakomicie wyszkoleni sprzedawcy, często pracujący wcześniej w działach sprzedaży czy marketingu. To zaś oznacza, że niezależnie od rzeczywistego standingu firmy, realnych szans i ryzyk potrafią przedstawić sytuację swojego przedsiębiorstwa w optymistycznym świetle.

Autor wspomnianej książki zwraca uwagę, że jego (a zapewne nie tylko jego) mózg niekoniecznie dobrze radzi sobie z podejmowaniem racjonalnych decyzji inwestycyjnych w momencie, gdy jest się pod wrażeniem perfekcyjnie przygotowanej prezentacji spółki, wygłoszonej przecież często przez utalentowanego, a na pewno dobrze przygotowanego, sprzedawcę.

>> Mentalne pułapki inwestora, czyli jak twój mózg stara się, abyś tracił pieniądze

Osobiście mam jednak trochę inne zdanie. Możliwość rozmowy z prezesem spółki (oko w oko) to nieoceniona szansa na pozyskanie informacji o bieżącej czy przewidywanej sytuacji spółki. To także możliwość zadania mniej wygodnych pytań np. o kwestie dziwnym trafem pomijane w raportach finansowych. Sprawozdania często są zbiorem suchych faktów z przeszłości, a części raportów odnoszące się do przyszłości (na rynkach rozwiniętych jest jednak lepiej w tym zakresie) zazwyczaj są ubogie i niewiele mówiące. Mając szansę na takie spotkanie możemy spróbować dowiedzieć się więcej, a czasami nawet milczenie może być pewnym znakiem.

To oczywiście również szansa na nawiązanie kontaktu na przyszłość czy także obserwowanie mowy ciała. W każdym razie w mojej ocenie plusy przewyższają minusy, jeśli chodzi o spotkania z zarządami. Nie zmienia to faktu, że ryzyka, które wymienił autor książki są jak najbardziej realne i rzeczywiste. Jednym z pomysłów na zminimalizowanie tych ryzyk może być np. przyjęcie „zasady 7 dni”. Nie kupuję akcji w ciągu 7 dni od spotkania z zarządem, aby uniknąć wpływu tego spotkania na moje decyzje inwestycyjne. Ten czas poświęcam np. na dogłębny research i sprawdzenie, czy to co mówi spółka po prostu trzyma się kupy. Oczywiście równie dobrze cyfra 3, 10 czy 30 może być odpowiednia w wypadku konkretnej spółki czy inwestora. Raczej chodzi o zasadę, aby nie podejmować decyzji ad hoc bazując tylko na wysłuchanej prezentacji czy webinaru danej spółki. Oczywistym faktem jest, że w takim wypadku jesteśmy pod wrażeniem tego co usłyszymy – czyli przede wszystkich poznamy silne strony i szanse, a nie będziemy pamiętać o słabych punktach czy ryzykach.

Miliardowy potencjał

Podobnie zresztą wygląda sprawa z możliwością odwiedzenia siedziby spółki. Z jednej strony to szansa na zdobycie mnóstwa informacji. Z drugiej często przyjmujemy podświadomy komunikat: spółka nie ma nic do ukrycia, pokazuje nam, że istnieje i pracuje – to nie może być przekręt – produkt jest, rynek również, zarobimy miliony.

Z mojego własnego doświadczenia wspominam choćby wizytę (mija właśnie 12 miesięcy) w jednej ze spółek. Jako grupa inwestorów zostaliśmy oprowadzeni po spółce, pokazano nam laboratoria, pozwolono zadawać pytania w sumie dość szeregowym pracownikom spółki, co pokazywało otwartość zarządu. Dodatkowo zauroczono nas (a przynajmniej mnie) super prezentacją, wyjaśniono wątpliwości, posypano głowę popiołem za wcześniejsze błędy takie jak np.: nadmiernie optymistyczna komunikacja w zakresie postępu prac nad komercjalizacją produktu czy długie trwanie przy mało optymalnej strategii. Jednocześnie prezes informował, że nadal wierzy w możliwość podpisania pierwszej umowy komercyjnej w ciągu kolejnych 6-9 miesięcy.

W zasadzie to prawie uległem urokowi prezesa, w końcu byłem w firmie, widziałem produkt (trochę nie do końca, bo jednak zasłonięty za czarną kotarą), a zarówno prezentacja jak i argumenty były przekonywujące. Dlaczego koniec końców nie zdecydowałem się na inwestycję w ten podmiot?

Jednym z głównych powodów była właśnie prezentacja o rynku. To właśnie z niej dowiedziałem się, że rynek, na którym (w domyśle) ma operować spółka, to obecnie 10 mld USD, z perspektywą 7-krotnego wzrostu w kolejnych kilkunastu latach. Gdy jednak zaczęliśmy pytać o szczegóły okazało się, że rzeczywisty target, w który chciałaby celować spółka wraz ze swoją technologią, jest wielokrotnie mniejszy i mówimy raczej o setce milionów dolarów. A przecież firma nie przejmie całości tego rynku, a na początku wręcz mogą to być śladowe udziały procentowe biorąc pod uwagę, że spółka wciąż nie ma skomercjalizowanego produktu. W praktyce z rozmów wynikało, że sama nisza, w której mogłaby operować spółka jest niewielka i uzyskanie kilku milionów dolarów w przeciągu 2-3 lat byłoby uznane za duży sukces. Każdy inwestor przyzna, że jest jednak pewna zauważalna różnica między 10 miliardami dolarów, a kilkoma milionami.

Oczywiście jak można się domyślić, umowy do dnia dzisiejszego nie ma, a w międzyczasie osoby zajmujące się finansami oraz relacjami inwestorskimi odeszły ze spółki. Wycena spółki w tym okresie spadła o ok. 1/3 i mniej więcej stanowi połowę w porównaniu do swojej maksymalnej kapitalizacji. W tym momencie muszę jasno podkreślić, że nadal uważam za możliwe, że spółka odniesie sukces i podpisze pierwszą umowę o sprzedaży swojego produktu. Ten przykład pokazuje jednak, że obietnice to jedno, a brutalna rzeczywistość to czasami drugie.

Podsumowując zagadnienie szans rynkowych. Jeśli na prezentacjach inwestorskich widzisz, że rynek, w który celuje spółka jest znacznej wielkości, zadaj sobie pytanie, czy to możliwe i czy przypadkiem rzeczywisty rynek nie jest sporo mniejszy. Nie odpuszczaj takiego tematu, drąż go i spróbuj uzyskać od spółki materiały, na których opiera swoje szacunki. A potem je zweryfikuj.

Silne strony to naturalna rzecz w prezentacjach

Poprzednie akapity były w dużej mierze poświęcone temu co znajduje się w prezentacjach inwestorskich, listach do akcjonariuszy czy sprawozdaniach z działalności zarządu. Cechą wspólną większości tych dokumentów jest optymistyczny ton, czasami niezależnie od wyników osiąganych przez spółkę. Raczej rzadko spotkamy się tam ze stwierdzeniami, że sytuacja jest zła lub problematyczna. Zagrożenia i ryzyka (czasami wręcz mogące spowodować niewypłacalność) są co najwyżej przedstawiane jako wyzwania. I tak naprawdę trudno się temu dziwić.

Potraktujmy tego typu dokumenty tak jak nasz życiorys w momencie gdy ubiegamy się o pracę. Zastanówmy się czy w naszym CV wpisujemy swoje słabe czy silne strony? Czy pytani na rozmowie kwalifikacyjnej o swoje słabe strony nie próbujemy ich (zgodnie zresztą z poradami z książek) przedstawić jako wyzwania i szanse? Jak głębiej się zastanowić, przecież tak naprawdę prezentacja inwestorska jest przygotowywana w celu zaprezentowania światu spółki z jak najlepszej strony – dokładnie tak samo jak życiorys ma prezentować nasze mocne strony w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej.

W ostatnim czasie zapoznałem się z wynikami badania przeprowadzonego przez portal livecareer.pl na próbce ponad 1.500 osób. Aż 42 proc. ankietowanych potwierdziło, że zdarzyło im się skłamać w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. Czy więc powinniśmy zakładać, że prezesi spółek będą wyjątkowi oraz idealni?

Wujek Google to Twój najlepszy przyjaciel, a wiedza to Twoja broń

Tutaj wrócę raz jeszcze do danych pokazywanych w prezentacjach inwestorskich czy sprawozdaniach zarządu. Proszę pamiętać, że w praktyce są to dokumenty nieweryfikowane przez biegłego rewidenta (prezentacje inwestorskie) lub w niewielkim stopniu (sprawozdania z działalności). W tym drugim wypadku audytor przede wszystkim rozpatruje, czy informacje ze sprawozdania z działalności nie są istotnie niespójne ze skonsolidowanym sprawozdaniem finansowym. Trudno więc zakładać, że będzie wnikliwie audytował dane np. na temat estymowanej wielkości rynku i jego wzrostu w kolejnych latach.

My, jako inwestorzy indywidualni, mamy jednak jak się bronić. Wiedza, a w szczególności informacje zawarte w internecie mogą nam wskazać czy dane prezentowane przez spółkę są rozsądne czy raczej jest to głównie przekaz PR-owy. Jeśli firma odnosi się do zewnętrznych raportów i badań, to poprośmy o źródła i po prostu sprawdźmy. Raporty czy badania nie zawsze będą dostępne, ale mogą stanowić punkt zaczepienia.

Spółki z segmentu biotechnologii lubią pokazywać informacje na temat komercjalizacji produktów pochodzące z rynku. Często padają tam kwoty kilkudziesięciu czy kilkuset milionów jako średnia cena transakcyjna. To w porównaniu do kapitalizacji polskich spółek może robić wrażenie. Ja zwrócę uwagę tylko na jeden szczegół. Należy być ostrożnym w kwestii średniej ceny transakcyjnej. Proszę pamiętać, że średnia cena z 3 transakcji za 1 dolara, 2 dolary oraz 6 mln USD jest nadal całkiem przyzwoita i wynosi 2 mln USD. Jednak czy takie przedstawienie informacji (bez szczegółów na temat pojedynczych transakcji) na pewno jest w porządku wobec inwestorów? W takim wypadku lepiej posługiwać się medianą, która często może być bardziej obiektywną miarą przy prezentowaniu takich danych. Nie należy także zapominać o sprawdzeniu aktualności takich danych, ilości transakcji podlegających agregowaniu czy też właściwej segmentacji rynku, który ma być dla nas właśnie tym referencyjnym.

Nawet jeśli nie uda się nam uzyskać szczegółowych danych czy wglądu do raportu, to możemy poszerzyć naszą wiedzę i być lepiej przygotowani do dyskusji z zarządem. A to jest właśnie jeden z punktów, gdzie mamy szanse na weryfikację słów płynących z ich ust.

Jeśli spółka jest już jakiś czas na giełdzie, to jest łatwiej. Po prostu weź raporty roczne za ostatnie 2-3 lata i przeczytaj je od deski do deski. Sprawdź, co spółka obiecywała, a co dostarczyła i czy zrealizowała to terminowo. To już może być wskazówka, czy należy wierzyć kolejnym obietnicom, czy jednak mieć daleko idące wątpliwości. Oczywiście, o takie niejasności warto zapytać przy okazji spotkania z zarządem i bacznie obserwować odpowiedzi.

O tak podstawowej sprawie jak sprawdzenie dotychczasowych osiągnięć członków zarządu nie będę wspominał, ponieważ wydaje się to być jednak sprawą oczywistą. Osobiście jednak zupełnie innym zaufaniem darzę osoby z zweryfikowanym doświadczeniem w branży od tych, który niezbyt wiele z tym miały wspólnego. Osoby wywodzące się z CD Projektu, które tam pracowały sporo lat i odgrywały istotne role mają dla mnie przewagę np. nad prezesem pewnej spółki gamingowej, który wcześniej był analitykiem foreksowym. Oczywiście nie oznacza to, że spółka nie odniesie sukcesu i nie wyprodukuje hitu na miarę oczekiwań, ale jednak doświadczenie jest rzeczą, którą warto brać pod uwagę.

Czep się jak rzep psiego ogona

W moim odczuciu największą bronią, którą dysponują inwestorzy są właśnie spotkania z zarządem i dyskusja na nie zawsze wygodne tematy. Oczywiście, aby to miało sens trzeba dysponować wiedzą i być po prostu przygotowanym do danego tematu.

Osobiście stosuję czasami zasadę zebrania grupy kilku rozsądnych inwestorów zainteresowanych spółką i zrobienia burzy mózgów przed spotkaniem z zarządem. Można pójść dalej, podzielić się pytaniami, zastosować metodę „dobrego i złego policjanta”. Pomysłów jest wiele, tak naprawdę chodzi o to, aby sprawdzić jak zarząd zachowuje się w krzyżowym ogniu pytań i czy nie widać w takim wypadku nerwowego zachowania.

W mojej ocenie, warto również zadawać trudne i niewygodne pytania w trakcie chatów inwestorskich. Niestety, moje doświadczenie jest w tej materii negatywne, zazwyczaj były one pomijane. Choć muszę przyznać, że w ostatnim okresie zauważyłem lekki postęp. Jeśli spółka nie odpowie, zawsze można próbować dobijać się poprzez e-maile czy telefony. Fajnym pomysłem jest również zadania niewygodnego pytania dla zarządu, na które zna się odpowiedź. Wtedy można łatwo sprawdzić, czy zarząd kieruje się uczciwością w komunikacji z akcjonariuszami czy na pierwszym miejscu stawia jednak PR.

Sprawozdanie finansowe mają znaczenie

Jeśli biegły rewident odmawia wydania opinii lub wydaje negatywną, to bądź bardzo ostrożny. To naprawdę wyjątkowa sytuacja i ryzyko w takim wypadku jest duże. Pamiętaj, że to spółka płaci biegłemu, więc audytor musi się liczyć z tym, że negatywna opinia może skończyć jego współpracę z tym podmiotem. Oczywiście, można argumentować, że to walne zgromadzenie, ewentualnie rada nadzorcza wybiera biegłego rewidenta, a nie zarząd. W praktyce trzeba pamiętać, że w części spółek organy te i tak mogą być pod znaczącym wpływem zarządu, który np. ma istotny pakiet akcji.

Oczywiście, jeśli zarząd bagatelizuje informacje z opinii argumentując np., że audytor nie rozumie biznesu, a spółka ma wszystko pod kontrolą, to się zastanów dwa razy czy inwestować w taki podmiot. W szczególności, gdy zastrzeżenia audytora zawarte są już w półrocznym sprawozdaniu. Przypominam, że półroczne sprawozdania spółek na rynku podstawowym są tylko przeglądane, a nie badane przez biegłego rewidenta. Oznacza to, że zakres prac jest po prostu sporo węższy. Jeśli więc już w takim momencie audytor jest zmuszony wydać negatywną opinię, to może to oznaczać, że sytuacja jest naprawdę poważna. Warto tutaj wspomnieć, że spółki z rynku NewConnect nie maja obowiązku przeglądu półrocznych sprawozdaniach, stąd też (w mojej opinii) dość duże zmiany wynikowe w tych podmiotach na koniec roku.

Słowa a czyny – sprzedaż akcji przez insiderów

Prezes snuje super wizje, jest otwarty na komunikację z akcjonariuszami, raporty bieżące są produkowane pełną parą i nagle informacja (lub jej brak, o tym za chwilę) o sprzedaży akcji przez członków zarządu. Oczywiście można się zaniepokoić – jest tak super, a prezes się wyprzedaje? Pierwsza myśl to po prostu „ubranie” mniejszościowych w akcje przez większościowego. Wbrew pozorom sytuacja nie musi być jednoznaczna, każdy z akcjonariuszy ma przecież prawo do zakupu jak i sprzedaży akcji oczywiście w odpowiednich okresach oraz w rygorze prawidłowego informowania rynku o takich transakcjach. Warto przypomnieć, że nawet niektórzy założyciele CD Projektu sprzedawali część swoich akcji, a gdzie jest spółka teraz dobrze wiemy. Czasami sytuacje mogą być jednak bardzo niepokojące.

Warto przypomnieć jedną spółkę z rynku NC, której zarząd właśnie chwalił się pomysłami na rozwój, umowami dystrybucyjnymi czy również nagrodą Ministra Środowiska. To wraz z informacjami w mediach społecznościowych zapewne było katalizatorem wzrostu ceny akcji z 8 do ponad 60 zł.

Co prawda spółka otrzymała negatywną opinię biegłego rewidenta, ale zarząd miał piękne wytłumaczenia. To nie ich wina, a niedobrej księgowej, która zabrała księgi rachunkowe i nie chce ich oddać. Spółka nawet złożyła zawiadomienie do prokuratury w tym temacie – szkoda tylko, że czekała aż 7 miesięcy po zakończeniu roku.

Pewna część inwestorów uwierzyła w powyższe opowieści, zresztą wzmocnione faktem zmiany negatywnej opinii na taką już „tylko” z zastrzeżeniem. Warto jednak przypomnieć, że biegły rewident zakwestionował kilka rzeczy i jego zdaniem wynik finansowy w 2019 roku powinien być niższy o ok. 1,4 mln zł. A cały wynik netto za rok 2019 wyniósł nieco poniżej 0,6 mln zł. Innymi słowy, gdyby spółka wprowadziła zalecenia biegłego, to byłaby strata za poprzedni rok, a nie zysk. No dobrze, ale to przeszłość, a giełda wycenia przyszłość.

W kolejnych odsłonach tego aktu zaczęło się okazywać, że żona prezesa zapomniała poinformować o tym, że sprzedała większość posiadanych przez siebie akcji. Jeszcze na koniec 2019 roku posiadała ona pakiet 20-procentowy, podczas gdy transakcje sprzedaży w okresie maj-lipiec bieżącego roku spowodowały do zejścia na poziom poniżej 1 proc. Szkoda tylko, że informacja ta została przekazana przez spółkę w drugiej połowie sierpnia, gdy notowania spółki były już zawieszone.

Do tego trzeba dodać informację o zejściu poniżej 5 proc. kolejnego akcjonariusza. On z kolei sprzedał relatywnie niewielki pakiet 29 lipca, czyli dzień po swojej rezygnacji z posady członka zarządu. To powoduje, że nie musi obecnie raportować kolejnych transakcji, więc nie można wykluczyć, że w chwili obecnej pakiet przez niego posiadany jest mniejszy. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że spółka poinformowała o tym fakcie 20 sierpnia. Z kolei zamieszczony skan pisma zawiera datę 5 sierpnia. Oczywiście możemy przyjąć założenie, że jest to efekt długiej drogi listu, który zapewne wędrował z Abu Dhabi do Polski. Ciekawym jest, że przy kolejnej informacji (korekcie powyższego oświadczenia) udało się tego jednak dokonać w jeden dzień.

Dodatkowo KNF prowadzi postępowanie w sprawie osoby pełniącej obowiązki zarządcze w spółce, która sprzedała 35 proc. kapitału zakładowego. Łatwo sobie sprawdzić, że według dostępnych danych ze sprawozdania takim pakietem dysponował tylko prezes. Niestety biorąc pod uwagę dość specyficzny sposób informowania o swoich transakcjach niczego tutaj nie można być pewnym i zapewne przyjdzie nam poczekać na konkretne informacje z KNF.

Mając na uwadze powyższe trudno uwierzyć, że właściciele spółki specjalnie mocno wierzą w sukces, skoro w ciągu kilku ostatnich miesięcy po prostu pozbyli się pakietu kontrolnego. Część inwestorów nadal jest niezrażona takim faktem i zakłada, że spółka ma wciąż przed sobą świetlana przyszłość, a problemem co najwyżej może być zarząd, który przecież można wymienić. Nie przeczę, że ostatecznie może się okazać, że wszystkie raportowane kontrakty i pomysły (razem z tym dubajskim) będą super rentowne i kapitalizacja spółki sięgnie kosmosu. Warto jednak zadać pytanie czy można ufać ludziom, którzy „zapomnieli” poinformować, że tak naprawdę to nie mają już kontroli nad firmą? Czy można wierzyć w ich zapewnienia, że biznes rozwija się świetnie, a potencjał rynku jest ogromny?

Przy tej okazji jak bumerang wraca historia byłego prezesa GetBacku, pana K.K. Dziennikarze kilkukrotnie pytali go o wycenę spółki na giełdzie i otrzymywali odpowiedź o jej świetlanych perspektywach oraz niedowartościowaniu. Jednocześnie, gdy padały pytania o brak zakupu przez niego akcji tak niedowartościowanej spółki tłumaczył się okresem zamkniętym dla insiderów. To właśnie miało uniemożliwiać mu zakupy. Bardziej doświadczeni inwestorzy wiedzą, że okresów tych wcale nie ma tak dużo i nie przeszkadza to konsekwentnemu skupowaniu akcji z rynku, jeśli ma się na to środki i ochotę. Mniej doświadczonych odeślę do informacji publikowanych w tym zakresie przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jak skończyła się historia Getbacku, wszyscy doskonale pamiętamy.

Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka

Na temat dywersyfikacji powstało wiele ciekawych opracowań i ma ona swoich zagorzałych zwolenników jak i przeciwników. Ja odniosę się tylko do jednego aspektu związanego z spółkami, które potencjalnie oferują ponadprzeciętne stopy zwrotu przy ponadprzeciętnym ryzyku. Dodatkowo często wycena takich podmiotów wymyka się standardowemu podejściu i jednak w pewnej mierze bazuje na oczekiwaniach zbudowanych przez zarządy.

W takich przypadkach inwestor indywidualny, dysponujący przecież często mniejszą wiedzą od ludzi z funduszy, może stworzyć własną strategię inwestowania w takie podmioty. Portfel może być zdywersyfikowany na wiele podmiotów. Proszę pamiętać, że w wypadku np. start-upów to raczej niepowodzenie jest standardem niż sukces. Tak więc czy możemy racjonalnie założyć, że prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu będzie istotnie większe niż 10 procent? Raczej nie, stąd dywersyfikacja może być odpowiedzią na pytanie: „jak inwestować w podmioty, których obietnic nie jesteśmy w racjonalny sposób zweryfikować”? Przy takim portfelu zapewne większość spółek nie odniesie sukcesu i ich wycena spadnie lub wręcz zbankrutują. Jeśli jednak choćby tylko jeden podmiot odniesie sukces na miarę np. Selvity/Ryvu i będziemy w stanie utrzymać spółkę w swoim portfelu przez lata to nagroda może być znaczna. Powinno to spokojnie pokryć straty na innych spółkach i dać godziwie zarobić również na całym portfelu. Oczywiście, taka strategia jest ryzykowna, ponieważ nie trudno sobie wyobrazić co się stanie, jeśli akurat taką Selvitę pominiemy ze swojego portfela lub wyjdziemy z inwestycji po zarobieniu kilkudziesięciu procent, a reszta pozycji będzie stratna. Dlatego też w moim odczuciu stratega dywersyfikacji jak najbardziej powinna być powiązana z selekcją i próbą wyboru takich spółek, które mają większą szansę na odniesieniu sukcesu.

Podsumowanie

W artykule przedstawiłem przykładowe sytuacje, które powinny wzmóc czujność inwestorów. Oczywiście każda z nich musi być interpretowana indywidualnie i zapewne sama z siebie zazwyczaj nie musi stanowić istotnego zagrożenia. Gdy jednak natrafimy na spółkę, do której będziemy w stanie przypisać część lub nawet większość takich sytuacji, to sprawa zaczyna się robić poważniejsza. Większość opisanych powyżej sytuacji to tylko poszlaki czy znaki sugerujące, że coś może niekoniecznie idzie w kierunku, w którym chcielibyśmy aby szło. W takich wypadkach również mogą się zdarzyć dość racjonalne wytłumaczenia takich sytuacji. Końcowa ocena będzie oczywiście zależała od konkretnego inwestora.

Ucząc się przed wielu laty języka niemieckiego natknąłem się na takie przysłowie: „Vertrauen is gut aber Kontrolle besser” – co w wolnym tłumaczeniu można rozumieć jako „zaufanie to dobra rzecz, ale kontrola skuteczniejsza”. I to właśnie powiedzenie wydaje się być najlepszą puentą całego artykułu. Ufajmy ludziom z zarządów spółek, ale w ograniczonym stopniu i tylko tym, którzy dali powody swoimi wcześniejszymi działaniami, że na taki kredyt zaufania mogą zasługiwać. Tak naprawdę jak dokładnie się poszuka, to okazuje się, że słowa te najprawdopodobniej wypowiedział Włodzimierz Iljicz Lenin. Nie oznacza to, że są one błędne – a wręcz przeciwnie – być może idealnie pasują do rynku kapitałowego.

Wyżej wymienione rady wydają się być zapewne dość logiczne choć bardzo czasochłonne i wymagające nabycia często unikatowej wiedzy z specyficznego obszaru. To prawda, w moim odczuciu nie ma tutaj drogi na skróty. Ale czy nagroda w postaci zwiększenia kapitalizacji spółki np. o wartości 3 lub 4-cyfrowe nie jest tego warta?

StockWatch.pl

StockWatch.pl wspiera inwestorów indywidualnych dostarczając m.in:

- analizy raportów finansowych i prospektów emisyjnych spółek przygotowywane przez zawodowych, niezależnych finansistów,

- moderowane forum użytkowników wolne od chamstwa i naganiania,

- aktualne i zweryfikowane przez pracownika dane finansowe spółek,

- narzędzia analizy fundamentalnej i technicznej.

>> Sprawdź z czego możesz korzystać za darmo i co oferujemy w Strefie Premium

TE ARTYKUŁY RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ (aktualności, giełda, akcje)
  • KNF chce odsunąć Leszka Czarneckiego od Idea Banku i Getin Noble Banku W ubiegłym tygodniu warszawska prokuratura postawiła zarzuty właścicielowi Idea Banku i Getin Noble Banku. Były miliarder póki co pozostaje nieuchwytny. W piątek do gry włączyła się Komisja Nadzoru Finansowego, która wystąpiła z wnioskiem o odwołanie Leszka Czarneckiego z funkcji przewodniczącego obu banków.
  • Założenia polityki pieniężnej: RPP utrzymała cel 2,5 proc. +/- 1 pkt na 2021 r.

    Rada Polityki Pieniężnej podtrzymała w "Założeniach polityki pieniężnej na rok 2021" średniookresowy cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. z przedziałem odchyleń o szerokości ±1 pkt proc. Podstawowym instrumentem polityki pieniężnej pozostaną stopy procentowe, a polityka pieniężna będzie nadal realizowana w warunkach płynnego kursu walutowego, który nie wyklucza interwencji na rynku walutowym.

  • GPW w poniedziałek zaprezentuje swoją platformę crowdfundingową

    Raisemana - tak będzie nazywać się nowa platforma crowdfundingowa GPW. Więcej informacji na temat jej funkcjonowania giełda przedstawi w poniedziałek, 28 sierpnia o godz. 11:00.

  • Relacja z otwarcia IX edycji Akademii Energii – New Energy Forum

    Europejski Zielony Ład (EZŁ) to olbrzymia szansa dla rozwoju regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ale również spore wyzwanie. 16 września podczas New Energy Forum – wydarzenia organizowanego przez Fundację im. Lesława A. Pagi, w gronie ekspertów rozmawialiśmy o różnych perspektywach spojrzenia na szanse i zagrożenia dla regionu CEE wynikające z planu zbudowania bardziej ekologicznej, integracyjnej, cyfrowej i zrównoważonej Europy, a także pomocy w wzmocnieniu jej odporności na przyszłe kryzysy.

  • Sesja w cieniu nowego rekordu zakażeń w Polsce, w grze Mercator i Grupa Kęty Spadki na GPW wyhamowały, ale raczej tylko na chwilę. Sentyment na rynku akcji wciąż jednak jest zły, a nowy rekord zakażeń koronawirusem w Polsce dodatkowo go pogarsza. I tylko akcjonariusze Mercatora są zadowoleni.

Współpraca
Biuro Maklerskie Alior Bank Bossa tradingview PayU Szukam-Inwestora.com Capital PR