Koronahossa łapie zadyszkę. Oto 6 wskazówek, jak chronić tegoroczne zyski

Omawiane walory: , , , , ,

Na rynku znów powiało grozą. Czwartkową sesję główne indeksy GPW zakończyły kilkuprocentowymi spadkami, a NCIndex tąpnął aż o 15 proc. Dla wielu inwestorów, którzy całkiem niedawno rozpoczęli przygodę z giełdą, dzisiejsze straty to prawdziwy szok. Podpowiadamy, jak poruszać się po rozchwianym rynku i jak chronić świeżo wypracowane zyski.

covid,hossa,giełda,inwestycje,zysk

Koronahossa doczekała się pierwszej poważnej korekty. W czwartek tzw. „covidowe spółki” spadły nawet o ponad 30 proc.

W kilka miesięcy giełdy z koronabessy przeszły do koronahossy. Pod nowy trend szczęśliwie podłączyła się szeroka rzesza nowych inwestorów, która jak dotąd zadanie miała dość proste. Początkowo wystarczyło kupić cokolwiek i podczepić się pod potężne odbicie na rynku. Pierwsze pokaźne zyski osiągnięte w ten sposób pozwalały dojść do wniosku, że zarabianie na giełdzie jest całkiem proste. Co więcej, w tym przekonaniu można było się utwierdzić w kolejnych miesiącach, podczepiając się pod rajd na tzw. „spółkach covidowych”, czyli spółkach, które zarobiły lub powinny korzystać na efekcie pandemii. Tu prawdziwą żyłą złota okazały się akcje Mercatora (producent jednorazowych rękawiczek gumowych), dostawców środków higieny osobistej (4Mass, Harper Hygienics czy Delko) i specjalistycznych środków chemicznych (PCC Exol). Imponujący rajd zaliczyły też spółki biotechnologiczne pracujące nad testami lub szczepionkami na COVID-19 (Biomed-Lublin) oraz domy maklerskie (XTB). W każdym z wypadków stopy zwrotu są gigantyczne. Akcje poszczególnych spółek w kilka miesięcy dały zarobić po kilkaset a nawet kilka tysięcy procent.

wykres,xtb,mercator,biomed

Kliknij, aby powiększyć.

Bardzo podobnie sytuacja wyglądała na rynku amerykańskim. Napływ nowych inwestorów na rynek nazwano nawet „Hossą Robinhooda”, od nazwy aplikacji umożliwiającej tani i szybki dostęp do światowych giełd.

Każdy doświadczony inwestor wie, że po tego typu rajdzie przychodzi czas na realizację zysków. Na GPW sielanka trwała aż do wtorkowego wieczoru, gdy XTB pokazało świetne wyniki za II kwartał, ale dużo słabsze niż wyśrubowane oczekiwania inwestorów. Efekt: środowe tąpnięcie na kursie XTB stało się pierwszą poważną rysą na covidowej hossie. Dla wielu nowych inwestorów był to prawdziwy szok. Kolejny dzień nie przyniósł ulgi. Przeciwnie. Czwartkowa sesja zakończyła się pierwszą od dawna krwawą jatką na szerokim rynku. WIG20 spadł o 3,4 proc., a mWIG40 o 4,6 proc., sWIG80 stracił 5,2 proc., a NCIndex tąpnął aż o ponad 15 procent!

Spadki na giełdzie, to nie koniec świata. Strat w dłuższym okresie czasu nie da się uniknąć. To naturalny i nieodzowny element życia każdego inwestora. Straty można jednak ograniczyć stosując kilka podstawowych zasad. Oto 6 cennych wskazówek, które świeżo upieczonym inwestorom pomogą ochronić tegoroczne zyski.

Zacznij od realnych oczekiwań

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że minione półrocze na giełdzie nie było standardowym okresem. To co się działo na rynku i w gospodarce, było czymś naprawdę niespotykanym. Wielu z niedoświadczonych inwestorów wchodząc właśnie w tym okresie na rynek mogło odnieść mylne wrażenie, że giełda w krótkim czasie uczyni z nich milionerów. O ile przysłowie, iż aby zostać milionerem na giełdzie należy zainwestować miliardy jest w pełni prawdziwe, to osiągnięcie bogactwa dzięki rynkowi w krótkim terminie jest niezwykle trudne (pomijając bardzo ryzykowne spekulacje z wysoką dźwignią finansową). Średnia stopa zwrotu z rynku amerykańskiego w XXI wieku to około 6 proc. rocznie. Dla polskiej giełdy w tym samym czasie było to 8 proc. Uznawany za jednego z najlepszych inwestorów na świecie Warren Buffett osiągnął w czasie swojej kariery od 1965 roku stopę zwrotu na poziomie 20,5 proc. rocznie. Dla kogoś, kto podwoił lub potroił kapitał na covidowych „grzankach” taki wynik może się wydawać śmiesznie mały. Wchodząc na rynek i oczekując, iż uda się podwoić zainwestowane pieniądze w rok albo szybciej „bo wszystko przecież rośnie” działamy wbrew statystykom. Skoro najlepsi w tym biznesie osiągają 20-30 proc. rocznie w długim terminie, dlaczego bez większego doświadczenia mielibyśmy ich pobić?

W okresie rynkowej hossy oczywiście krótkoterminowo są możliwe dużo wyższe stopy zwrotu, warto jednak pamiętać o zjawisku powrotu do średniej. To teoria sugerująca, że ceny i wydarzenia ostatecznie wracają do średniej. Ta średnia może być historyczną średnią ceny lub zwrotu, lub inną odpowiednią średnią, taką jak wzrost gospodarki lub średni zwrot z branży. Oznacza to, iż jeśli wynik inwestycji był np. w jednym roku bardzo wysoki to prawdopodobieństwo jego powtórzenia (czy przebicia) w następnym jest bardzo niskie. Wielu z inwestorów natomiast widząc stopę zwrotu na poziomie 50 proc. w rok sądzi, że będą ją powtarzać albo poprawiać w kolejnych latach bez problemu. Najczęściej rynek z tego błędu ich prędzej lub później wyprowadza.

Dlatego nie spodziewaj się, że po roku albo dwóch inwestowania w akcje będziesz bogatszy od Billa Gatesa. Rozsądne inwestowanie i oszczędzanie to maraton, a nie sprint. Po drodze czeka wiele pułapek, rozczarowań i trudnych momentów, nie nastawiaj się więc na bezproblemowy rejs po rynkowych falach.

Tnij straty, a zyskom daj rosnąć

Ta banalna z pozoru maksyma kryje w sobie klucz do zyskowności na rynkach finansowych w dłuższym horyzoncie czasowym. Wielu niedoświadczonych inwestorów widząc pierwsze zyski na rachunku w postaci 10 czy 15 proc. w pośpiechu wybiera take profit. Z drugiej strony, gdy widzi spadek o 20 czy 30 proc., strata nie wywołuje reakcji, zgodnie z regułą „dopóki nie sprzedałeś to nie straciłeś”. W przypadku utrzymywania takiej tendencji w naszym systemie tj. realizowania niższych zysków od strat najprawdopodobniej z biegiem czasu będziemy tracić pieniądze.

Prawdopodobieństwo zarobku na danej pozycji najczęściej oscyluje w granicach 50 proc. Czasami możliwe jest jego zwiększenie (uzyskując tzw. „edge”, czyli przewagę nad rynkiem), są to jednak z reguły wartości rzędu maksymalnie 10-15 proc. powyżej średniej rynkowej. Biorąc mniejsze zyski od strat nawet wyższa skuteczność nie zapewni nam zarobków na rynku. Niezbędnym jest, aby średnie zyski przewyższały średnie straty i to najlepiej kilkukrotnie. Utrzymując zyski trzykrotnie większe od strat możemy sobie pozwolić nawet na niższą skuteczność od 50 proc., a i tak system pozostanie zyskowny.

>> Zobacz także: Mentalne pułapki inwestora, czyli jak twój mózg stara się, abyś tracił pieniądze

Kolejnym z błędów inwestorów jest niecierpliwość. Nawet Buffett zauważa, że „Nie ma znaczenia, jak wielki masz talent czy możliwości, niektóre rzeczy po prostu wymagają czasu”. Szczególne znaczenie ma to w przypadku rynku akcji, który z racji swojej natury jest wolniejszy od rynków surowcowych czy walutowych. Najczęściej trendy wzrostowe na walorach trwają długimi miesiącami, a nawet latami i to ci naprawdę cierpliwi z nich są wstanie wykrzesać najwięcej. Dlatego strategie oparte na bardzo krótkich interwałach czy też day trading (kupowanie i sprzedawanie jednego dnia) potrafią prowadzić do strat mimo, iż potencjalnie wydają się najzyskowniejsze.

Potwierdzeniem tej tezy są wyniki z badania przeprowadzonego przez Fernando Chague i Bruno Giovannetti z Getulio Vargas Foundation (FGV) oraz Rodrigo De-Losso z University of São Paulo. Przebadali oni blisko 20 tys. inwestorów indywidualnych handlujących kontraktami na akcje w latach 2013-15 co najmniej przez okres 300 dni. Dane do badania przekazała Comissão de Valores Mobiliários – brazylijska komisja nadzoru giełdowego.

Wedle badania, im dłużej inwestorzy stosowali strategię day tradingu, tym gorzej im szło. Spośród 1,1 tys. osób, które inwestowały tylko podczas 1 sesji 30 proc. zarobiło. Jednak wśród tych, którzy inwestowali na 2-50 sesjach z zyskiem skończyło tylko 15,5 proc. Wśród 1,5 tys. którzy byli aktywni na ponad 300 sesjach tylko 3 proc. potrafiło zarobić.

– To zjawisko pokazuje, że nie działał tu mechanizm zdobywania doświadczenia czy pozytywnej selekcji. Day trading przypomina raczej zabawę w kasynie: im dłużej tam jesteś, tym więcej przegrasz – podkreślili Chague, Giovannetti i De-Losso.

Źródło: „Day Trading for a Living?” – https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=3423101

Zanim więc kolejny raz zamkniesz swoją pozycję na 10-proc. zysku, albo pomyślisz o „zrobieniu kółka” w ciągu jednego dnia na akcjach, lepiej przemyśl czy takie działanie ma w dłuższym terminie sens. Możliwe, że jedynym, kto na takiej strategii zyska, tak naprawdę będzie jedynie twój dom maklerski, dzięki prowizjom od obrotu.

Nie ulegaj efektowi kameleona

W 1983 Woody Allen nakręcił komedię filmową w konwencji mockumentary (fikcji udającej film dokumentalny, przyjmująca formę satyry lub parodii), w której to głównym bohaterem jest Leonard Zelig. Cierpi on na nieznaną chorobę psychiczną. Przebywając w otoczeniu określonej grupy osób (np. lekarzy, Greków, Afroamerykaninów), niemal automatycznie przyjmuje on charakterystyczny dla tej grupy sposób zachowania, a dodatkowo upodabniał się do swoich towarzyszy fizycznie. Efekt naśladownictwa (kameleona) można jednak zauważyć wśród większości społeczeństwa. Obserwujemy to zjawisko np. patrząc na wiernych w trakcie ceremonii religijnych czy też dzieci na placu zabaw. Nie inaczej jest z inwestorami giełdowymi. Bardzo często interesują się oni spółkami czy też funduszami, które zaliczyły niedawno ogromne wzrosty (bądź spadki, choć to dużo rzadsze zachowanie). Takie podmioty są ulubieńcami mediów, gdyż generują one duże zainteresowanie. W końcu nikt nie chce czytać o spółce, której kurs wzrósł o 1 proc. tylko o takich, które np. podwoiły swoją wartość w tydzień.

Inwestowanie w tak popularne walory może być jednak bardzo ryzykowną strategią. Zgodnie z powiedzeniem „pieniądze lubią ciszę” najczęściej wzrosty cen zaczynają się na aktywach przy kompletnym braku zainteresowania mediów, analityków czy nawet samych inwestorów. To często nazywane potocznie jako „smart money” rozpoczynają akumulację atrakcyjnych aktywów, a gdy ceny tychże szybko rosną rozpoczyna się zainteresowanie ze strony rynku. Początkowo to napędza dodatkowo jeszcze wzrosty, jednak gdy dany temat jest szeroko komentowany w mediach, a szpalty gazet czy też programy telewizyjne wręcz krzyczą, aby kupować dane aktywo to przestaje rosnąć, a nawet wbrew oczekiwaniom szerokiego grona inwestorów rozpoczyna spadki.

Najczęściej dzieje się tak z powodu przesadnego optymizmu w wycenie fundamentów danego ruchu cenowego, jak i też z powodu realizujących astronomiczne zyski inwestorów czy też instytucji, które dostrzegły dany trend znacznie wcześniej. Poza tym, kto miałby uparcie pchać cenę danych akcji wyżej skoro wszyscy zdążyli je już kupić? Brak nowego kapitału płynącego na rynek zawsze równa się stagnacji i w końcu spadkom spowodowanym przez realizujących zyski uczestników rynku.

XTB – wykres tygodniowy. Szybko rosnąca stopa zwrotu jak i znakomite wyniki za 1Q2020 spółki bardzo szybko zwabiły giełdowych spekulantów. Wystarczył jednak tylko nieco gorszy od prognoz wynik drugiego kwartału opublikowany przez XTB, aby rozpoczęła się masowa wyprzedaż akcji

Kawamoto – wykres tygodniowy. Kiedy w styczniu i lutym cały świat śledził sytuację rozwoju COVID-19 w Chinach akcje japońskiego koncernu produkującego maseczki biły rekordy. Pomimo rozprzestrzenienia się wirusa po całym globie, ceny jednak już nie wzrosły – gdyż nie miały podstaw w fundamentalnej poprawie wyników firmy

Zgodnie z przysłowiem nie wszystko złoto, co się świeci – nie każda spółka opisywana szeroko w mediach albo na social mediowych grupach musi być znakomitą inwestycją. Najczęściej takie walory są już dostrzeżone przez rynek, a zainteresowanie drobnych inwestorów wynika ze skali wzrostów, jaka na nich zaszła. Oznacza to również często ogromne ryzyko wejścia w dany walor, co najczęściej kończy się później stratą, gdy trend wzrostowy ustaje i rozpoczyna się masowa realizacja zysków (a później i strat przez wielu z uczestników rynku).

Opracuj swój inwestycyjny plan i się go trzymaj

Ed Seykota to jeden z najsłynniejszych traderów na świecie. W ciągu 12 lat zamienił 5 tys. USD w 15 mln USD. Jego sylwetka została opisana w książce „Czarodzieje rynków” autorstwa Jacka D. Schwagera. Seykota zauważył, że w zarabianiu na rynku nie jest tak bardzo istotny system, a jego dopasowanie do konkretnego inwestora. Okazuje się więc, że nie ma metody uniwersalnej dzięki której każdy będzie mógł zarabiać. Dwie osoby o odmiennym nastawieniu, doświadczeniach, czy choćby handlujące na innych rynkach używając identycznego systemu mogą mieć diametralnie różne wyniki inwestycyjne.

System inwestycyjny musi pasować do konkretnego inwestora. Jeden będzie radził sobie lepiej w krótszym interwale czasowym, inny w dłuższym. Dla kogoś bariera językowa związana z rynkami zagranicznymi nie musi mieć znaczenia, podobnie też inne godziny handlu w USA czy Japonii mają spore znaczenie dla podejmowania decyzji. Dlatego spośród wielu dostępnych metod warto szukać takich, które nam odpowiadają najlepiej i je w pełni akceptujemy. Oczywiście z czasem własne przekonania mogą ulegać zmianie. Kluczowe to jednak nie starać się wcisnąć w ramy cudzego systemu na siłę, a starać w oparciu o to co działa stworzyć coś własnego, w czym najlepiej będziemy się orientować.

Kolejnym błędem początkujących inwestorów jest ciągłe poszukiwanie „rynkowego Świętego Graala”, czyli metody, która będzie działać zawsze i wszędzie i da krociowe zyski. Takowa nie istnieje i nigdy nie istniała, mimo iż pojawiają się tacy, co twierdzą inaczej. Każdy system czy metoda inwestycji z czasem będzie przeżywać lepsze i gorsze momenty na rynku. W niektórych okresach agresywny trading sprawdzi się lepiej, w innych (np. mocnej hossie) długoterminowe inwestycje pokażą swoją moc. O ile można zdefiniować zbiór porad i zasad, które działają w przypadku akcji, to żadna strategia nie ma monopolu na ogromne zyski. Doskonale to obrazuje odwieczna walka strategii fundamentalnych opartych o akcje wzrostowe (growth) i inwestujących w wartość (value).

Źródło: PRING TURNER Investment Management

>> Szukasz okazji inwestycyjnych na GPW? Skorzystaj z subskrypcji Portfela StockWatch.pl: Cztery Fazy Rynku

Mimo iż przez większość czasu od II Wojny Światowej to akcje typu value okazywały się lepszą inwestycją, w drugiej dekadzie XXI wieku mamy do czynienia ze zmianą paradygmatu i to podejście wzrostowe notuje dużo lepsze wyniki. Czy to tylko przejściowa fluktuacja, czy może przez kolejne 50 lat to growth będzie bił podejście typu value? Tego nie wiemy, trzeba być jednak świadomym, iż nawet uznawane od lat za oczywiste zasady na światowych giełdach mogą ulegać (choćby tymczasowym) zmianom.

Nie ryzykuj więcej niż możesz stracić

Jednym z głównych błędów popełnianych przez inwestorów z małym doświadczeniem jest brak kalkulacji ryzyka. Szukają najczęściej walorów, które wzrosły o setki lub nawet tysiące procent po to, aby je zakupić bez większej refleksji na temat tego, gdzie potencjalnie powinni wyjść z inwestycji w razie niepowodzenia, ile mogą stracić czy też jakie mają szanse na zarobek. O ile trzymanie się mocnych trendów wzrostowych na rynku akcyjnym to długoterminowo zyskowna strategia, to wchodzenie na szczycie spekulacyjnych baniek najczęściej kończy się bolesnym upadkiem.

Herkules – wykres tygodniowy

Hossa na spółkach budowlanych w 2007 roku weszła w swoje apogeum. W ciągu mniej niż pół roku kurs operatora żurawi dźwigowych wzrósł o ponad 500 proc. Oczywistym było, iż takie tempo wzrostów ocierające się o wzrost paraboliczny nie ma prawa na utrzymanie. Dziś kurs spółki to… 1,44 zł – 97 proc. poniżej historycznego szczytu!

Najczęściej na takich lokalnych szczytach akcje są dystrybuowane przez bardziej doświadczonych uczestników rynku, w tym zarządzających funduszami, którzy korzystają z nagłego pojawienia się wysokiej płynności i realizują osiągnięte zyski. Co więcej, bywa, iż sami insiderzy, gdy tylko widzą, iż kurs ich własnej spółki wzrósł ponad miarę pozbywają się udziałów, co daje często dość klarowny sygnał przewartościowania danego papieru.

Cormay – wykres dzienny

Cena akcji spółki wzrosła na pandemicznym strachu, co wykorzystał przewodniczący rady nadzorczej spółki… do sprzedaży własnego pakietu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo kurs runął o blisko 50 proc.

Na koniec warto dodać, iż mieszanka dużego ego i sporych sum pieniędzy potrafi poczynić ogromne szkody w portfelu. Wielokrotnie powtarzanym schematem jest wejście na rynek inwestora, któremu powiodło się na innym polu biznesu (np. w nieruchomościach) i teraz jest pewny, że skoro raz osiągnął sukces, to jest już naznaczony przez Midasa i każda kolejna inwestycja, której dotknie niechybnie zamieni się w złoto. Weryfikacja umiejętności z reguły przychodzi po pierwszych niespodziewanych sukcesach (często opartych zwyczajnie o szczęście) i w przypadku braku refleksji prowadzi do strat w dłuższym terminie.

Książkową wielkością ryzyka dla pojedynczej pozycji w portfelu jest maksymalnie 2 proc. wartości tegoż portfela. Ma to swoje uzasadnienie w statystykach. Ciąg 5 czy 10 stratnych pozycji będzie oznaczać stratę 10-20 proc. całości portfela. Ciąg 50 stratnych pozycji z rzędu jest bardzo mało realny. Natomiast jeśli ryzyko na pozycję przekracza tą wartość ryzyko nawet bankructwa, a minimum ciężkich strat, bardzo szybko rośnie.

Wiedząc kwotowo, ile maksymalnie możemy zaryzykować, należy zastanowić się, gdzie powinien znaleźć się poziom obrony dla naszego zlecenia (stop loss czy też mentalny poziom, poniżej którego domykamy stratną pozycję). Jeśli kurs jest zbytnio oddalony od takiego poziomu to czekamy z wejściem na dogodniejszy moment. Najczęstszym błędem jest kupowanie w pośpiechu, gdyż rosnące ceny walorów „mogą uciec”. Działa w tym przypadku mechanizm FOMO (Fear of missing out) i czujemy, że omija nas okazja do zarobku. Faktem na rynkach jest jednak to, że okazje są niczym pociągi na dworcu. Jedne się pojawiają, inne odjeżdżają – wystarczy jedynie dobrze ich poszukać, a nie gonić za od dawna „grzanymi” przed media tematami.

Dywersyfikacja

Dywersyfikacja, czyli podzielenie swojego portfela na różne aktywa, jeśli jest przeprowadzona prawidłowo i w odpowiedniej ilości może nie tylko ochronić zyski, ale nawet je powiększyć. Wiele osób ulega iluzji ogromnych zysków z pojedynczych akcji w długim terminie. Myślą o milionach, które dałby im CD Projekt kupiony po 6 zł lata temu za 100 proc. portfela. Niestety, w tych snach o potędze nie biorą pod uwagę tego, iż musieliby pozycję z tak gigantycznym zyskiem do dziś utrzymać, przetrwać tymczasowe wahnięcia zysku o blisko połowę w 2018 roku czy też jeszcze w dobrym momencie (najlepiej blisko historycznego szczytu…) akcje sprzedać.

W rzeczywistości trzymanie wszystkich środków w jednej spółce to mało realna mrzonka, chyba że sam portfel ma bardzo małą wartość dla inwestującego. Co więcej, narażamy się na ryzyko, iż akurat kupiony „pod korek” walor będzie zachowywał się słabiej od innych, na których trwa hossa.

>> 5 najdroższych błędów giełdowego inwestora. Sprawdź, czy ich nie popełniasz

Jeszcze gorszą strategią może być opieranie się o pochodne martyngału. Teoria zapoczątkowana w XVIII-wiecznej Francji, a rozwinięta przez Josepha Leo Dooba w minionym stuleciu polega na podwajaniu stawki po każdej przegranej, tak że pierwsza wygrana pokrywa wszystkie straty i daje wygraną równą pierwotnej stawce. Ta strategia pozwala wygrać z prawdopodobieństwem równym 1 (czyli pewnym), ale tylko przy założeniu, że obstawiający ma nieograniczone zasoby pieniędzy. W praktyce wykładniczy wzrost stawek bardzo szybko doprowadziłby tak obstawiającą osobę do bankructwa.

Na takim błędnym założeniu opierał się Long Term Capital Management. Fundusz założony przez noblistów Roberta C. Mertona, Myrona Scholes’a, który w 1995 roku potrafił osiągnąć nawet 63-procentową stopę zwrotu, a zaledwie trzy lata później zbankrutował.

Strategia funduszu zakładała ciągłość rynku, która miała polegać na tym, że ceny zamknięcia i otwarcia są do siebie zbliżone. Spowodowało to ogromne straty w 1997 roku, gdy indeks Dow Jones na otwarciu spadał o 8,9 proc. Fundusz następnie powiększając stawki i ryzyko próbował odrobić straty na rynku opcji w czasie, gdy zmienność była rekordowo wysoka. Ostatecznym ciosem dla funduszu okazał się kryzys rosyjski, który spowodował masowe wycofanie się inwestorów, a w związku z tym problemy z finansowaniem funduszu, który korzystał głównie z kapitału pożyczonego od klientów.

Dlatego przeszłe stopy zwrotu nie mogą być zakładane na n okresów w przód, a nawet umysły noblistów czy wyszukane strategie nie gwarantują zysków. Niezbędna jest dywersyfikacja inwestowanych aktywów pomiędzy różne klasy. Te bardziej zmienne (akcje, surowce) modelowo powinny być uzupełniane takimi o mniejszej zmienności (nieruchomości, obligacje skarbowe), tak aby nawet krach na jednym z rynków nie kończył się bankructwem czy też trudnymi do odrobienia stratami dla portfela.

Nie można również zapominać o ryzyku jakie powodować mogą instrumenty oparte na dźwigni. Kontrakty, opcje czy też CFD (contract for difference) mogą oczywiście być znakomitym uzupełnieniem portfela i pozwolić na znaczne zyski w szybkim tempie dzięki dźwigni finansowej. Zapominając jednak o ryzyku z nimi związanym i przekraczając rozsądne wartości dźwigni dla całego portfela ryzykujesz porażkę identyczną jak ta, która była udziałem funduszu LTCM.

O autorze

Wojciech Kręcki to wieloletni forumowicz StockWatch.pl (nick Wojetek), autor licznych publikacji na temat inwestycji kapitałowych oraz twórca portfela StockWatch.pl „Cztery Fazy Rynku”. Jego portfel na StockWatch.pl wystartował w styczniu 2017 roku z realną pulą 20 tys. zł. Aktualny stan portfela to 44.854,06 zł zł (+124 proc.).

Celem projektu jest edukacja inwestorów w zakresie budowy i praktycznego wykorzystania strategii inwestycyjnych. Każda transakcja jest szczegółowo omawiana pod kątem zysku, ryzyka jak i możliwych scenariuszy rynkowych. Wyznaczane są też limity dopuszczalnych strat (stop loss) oraz poziomy oczekiwanych zysków (take profit). Dwa razy w tygodniu publikowany jest biuletyn omawiający zachowanie rynku i zajętych pozycji. To właśnie dzięki obserwacji realnych transakcji i analiz subskrybenci mogą poznać specyfikę inwestycji na polskiej giełdzie i wykorzystać praktyczną wiedzę w swoich inwestycjach. Poza regularnymi omówieniami sytuacji w portfelu, Wojetek odpowiada na pytania subskrybentów dotyczące innych walorów, a także tłumaczy tajniki analizy technicznej i mechanizmy rynkowe.

Koncepcja czterech faz rynku pochodzi z książki Tajemnice Zarabiania na Rynku Byka i Niedźwiedzia amerykańskiego inwestora Stana Weinsteina i oparta jest o obserwowaną na rynkach finansowych cykliczność. Autor opracowania wyróżnia cztery fazy, między którymi systematycznie porusza rynek oraz wiele płynnych walorów: akumulacja, dystrybucja, trend wzrostowy oraz trend spadkowy. Prawidłowa identyfikacja fazy oraz wychwycenie momentu przejścia do kolejnej pozwalają na zawieranie zyskownych transakcji kupna i sprzedaży walorów przy ograniczeniu ryzyka, niezależnie od dominującego trendu panującego na rynku.

Subskrypcja portfela to rozwiązanie dedykowane dla inwestorów szukających merytorycznego wsparcia w handlu oraz wiecznie zadających sobie pytanie: czy to dobry moment na kupno lub sprzedaż akcji lub szukających dobrze rokujących spółek pod inwestycję.

StockWatch.pl

StockWatch.pl wspiera inwestorów indywidualnych dostarczając m.in:

- analizy raportów finansowych i prospektów emisyjnych spółek przygotowywane przez zawodowych, niezależnych finansistów,

- moderowane forum użytkowników wolne od chamstwa i naganiania,

- aktualne i zweryfikowane przez pracownika dane finansowe spółek,

- narzędzia analizy fundamentalnej i technicznej.

>> Sprawdź z czego możesz korzystać za darmo i co oferujemy w Strefie Premium

TE ARTYKUŁY NA TEMAT 4Mass, BIOMEDLUB, delko, harper, pccexol, xtb, RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ
  • Czerwona końcówka mocnego listopada na GPW, na fali CD Projekt i Orlen

    Banki i KGHM ciągną w dół GPW, a CD Projekt i PKN Orlen rosną o ponad 6 proc. Poniedziałkowa przecena to nic innego jak zwykła realizacja zysków na zakończenie świetnego miesiąca. I nawet nie ma pewności, że dzisiejsza sesja zakończy się spadkami indeksów.

  • Tąpnięcie na kursie Biomedu-Lublin po rezygnacji prezesa

    Biomed-Lublin otrzymał dziś oświadczenie prezesa Marcina Piróga, o rezygnacji z pełnionej funkcji ze skutkiem na dzień doręczenia oświadczenia o rezygnacji, podała spółka. Obowiązki prezesa zarządu przejmie wiceprezes Piotr Fic. Kurs akcji biotechu zareagował spadkiem o blisko 18 proc.

  • Kurs akcji KGHM-u najwyżej od 7 lat, po wynikach gorąco na Allegro i CD Projekcie

    W czwartek Allegro tanieje, a CD Projekt drożeje po publikacji wyników kwartalnych. W centrum uwagi jest także KGHM, którego akcje są najdroższe od 7 lat. I tylko na indeksach, które wprawdzie świecą na czerwono, jest względny spokój, tak jakby dziś świętowali nie Amerykanie, ale Polacy.

  • PCC Exol miał ponad 9 mln zł zysku netto w III kwartale 2020 r.

    PCC Exol odnotował 9,22 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w III kw. 2020 r. wobec 6,08 mln zł zysku rok wcześniej, podała spółka w raporcie.

  • Biomed-Lublin: Złożono wniosek o rozpoczęcie badań klin. dot. immunoglobuliny

    Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie złożył wniosek do prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych o rozpoczęcie niekomercyjnych badań klinicznych realizowanych w ramach projektu pn. "Badania nad wytworzeniem swoistej immunoglobuliny ludzkiej z osocza dawców po przebytej infekcji wirusowej SARS-CoV-2 i jej zastosowaniem terapeutycznym u pacjentów z COVID 19".


Współpraca
Biuro Maklerskie Alior Bank Bossa tradingview PayU Szukam-Inwestora.com Capital PR