Biotechnologia na giełdzie. Partner to podstawa

Omawiane walory: , , ,

W czwartej odsłonie cyklu biotechnologicznego serwujemy crème de la crème - to co najbardziej interesuje inwestorów, czyli komercjalizację projektów. To właśnie ten etap przynosi skokowy wzrost kapitalizacji spółki i olbrzymie zyski akcjonariuszom.

Biotechnologia,giełda,leki,komercjalizacja,partnerzy

Big Pharma daje mniejszym firmom nie tylko duże pieniądze, ale też zapewnia specjalistyczną wiedzę i doświadczenie w komercjalizacji nowych leków.

Najistotniejszym celem działania firmy biotechnologicznej, przynajmniej z punktu widzenia inwestorów, jest wzrost jej wartości, który najczęściej jest powiązany z sukcesami w kolejnych fazach odkrywania leku oraz w końcu w komercjalizacji swojego projektu. Małe firmy biotechnologiczne mają często specyficzną wiedzę w specyficznym zakresie czy niszy charakteryzującej się wysoką wartością dodaną. Takie przedsiębiorstwa są również zwinne i dość elastyczne, co często odróżnia je od wielkich farmaceutycznych korporacji. To zaś sprawia, że mogą zaoferować tzw. Big Pharma atrakcyjny produkt, którym może być cząsteczka (kandydat na lek), który poszerzy ich portfolio leków czy też odświeży innowacyjne spojrzenie na pewne terapie.

Można by się zastanawiać, dlaczego więc firmy biotechnologiczne zazwyczaj same nie próbują dokończyć badań klinicznych, uzyskać akceptacji regulatorów oraz sprzedawać leku na rynku pod własną marką i dystrybucją. Otóż nie jest to takie proste, a mówiąc wprost, jest to po prostu bardzo trudne. Firmy biotechnologiczne nie mają przecież na początku żadnego istotnego kapitału, oprócz tego wniesionego przez założycieli. Później finansują się poprzez dotacje, granty oraz kolejne wpłaty od akcjonariuszy. Proszę jednak pamiętać o ryzyku i prawdopodobieństwie sukcesu czemu poświęcony był poprzedni artykuł. Skoro końcowo na rynek trafia niewiele z rozpoczętych projektów, to ryzyko niepowodzenia jest znaczne.

Big Pharma zapewnia nie tylko wsparcie finansowe i wiedzę specjalistyczną, aby wprowadzać leki na rynek poprzez usprawnienie rozwoju klinicznego, dostęp do rynku i kwestie regulacyjne. Duże spółki farmaceutyczne mają bardzo duże portfolio swoich produktów więc i ryzyko jest rozproszone – niepowodzenie jednego projektu zazwyczaj nie spowoduje perturbacji finansowych czy utraty płynności, jakby to mogło się stać w wypadku małych biotechów.

Szacunki, ile kosztuje wprowadzenie leku innowacyjnego do sprzedaży, są dość różne, a same średnie wahają się znacznie. Bezspornym wydaje się fakt, że na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wzrosły one znacząco. Bazując na badaniach z London School of Hygiene & Tropical Medicine oraz KU Leuven („Estimated Research and Development Investment Needed to Bring a NewMedicine to Market, 2009-2018”) można przyjąć, że mediana kosztu wprowadzenia nowego leku na rynek wynosi 985 mln USD, a średnia to ok. 1,3 mld USD. Proszę pamiętać, że są również szacunki pokazujące, że średni koszt opracowania leku wynosi nawet 2,8 miliarda dolarów. Wartość ta zawiera zarówno nakłady konieczne na przejście przez wszystkie fazy danego leku jak również poniesione na inne nieudane próby oraz koszt pozyskania kapitału.

W każdym razie powyższe szacunkowe wartości w zasadzie są już odpowiedzą na pytanie, dlaczego małe firmy biotechnologiczne nie są w stanie samotnie dokończyć badań oraz wprowadzić leku na rynek. Na komercjalizację warto również spojrzeć oczami tej tzw. Big Farmy, aby zrozumieć z jakim wyzwaniem muszą się mierzyć polskie spółki biotechnologiczne, które takimi dużymi przedsiębiorstwami przecież nie są i niestety raczej prędko nie zostaną. Oczywiście poniższa grafika jest tylko przykładowa i poglądowa – w konkretnym przypadku, konkretnej komercjalizacji sprawa może wyglądać zupełnie inaczej.

Źródło: Sharevault Getting Ready fora BioPharma Partnering Deal.

>> POLECAMY: Jak inwestować na giełdzie (ze StockWatch.pl)?

Powyższy slajd ukazuje typowy proces, przez który przechodzi się podczas negocjowania konkretnych umów na konkretne cząsteczki. Proszę zwrócić uwagę, że wykres wygląda jak typowy lejek sprzedażowy. Big Farma otrzymuje około kilkaset propozycji od biotechów dotyczących danego obszaru terapeutycznego. Z tego mniej więcej 20 procent przeradza się w normalne spotkania biznesowe, a połowa z tego przechodzi w stan CDA (Confidential Disclosure Agreements), czyli podpisania umów o poufności. Z tych 50 poufnych umów około 20 jest uznanych za na tyle interesujące biznesowo, że spółka farmaceutyczna decyduje się poprosić potencjalnego kontrahenta o zezwolenie na przeprowadzenie procesu due dilligence. Około połowy takich procesów przeradza się już we wstępne negocjacje dotyczące ewentualnej transakcji. Oznacza to, że w tym momencie z 500 szans czy potencjalnych ofert mamy, tylko 10, które stały się na tyle zaawansowane, że przeradzają się w rzeczywiste negocjacje komercyjne. Z tej listy kolejna połowa kończy się przygotowaniem już konkretnych umów. Ale z tych 5 pozostałych umów również nie wszystkie osiągają cel końcowy, czyli podpisany i zaakceptowany dokument przez obydwie strony – deale wywracają się czasami również na ostatniej prostej. Patrząc na to z drugiej strony można również przypomnieć słowa prezesa Ryvu Therapeutics, Pawła Przewięźlikowskiego, który wspominał o konieczności odbycia ok. 200 spotkań, aby podpisać jedną umowę partneringową. Oczywiście są to spotkania różnego typu i zaawansowania, ale jednak oddaje to skalę przedsięwzięcia.

To na co chciałbym zwrócić uwagę, to fakt, że przy takiej skali ofert, które Big Pharma otrzymuje, naturalnym jest, że ich pracownicy nie mają zbyt dużo czasu na głębokie analizy na pierwszych etapach. To co spółka biotechnologiczna wymyślała i odkrywała często przez długie lata, oni muszą zrozumieć przez tygodnie albo wręcz dni. Stąd też zwracam uwagę inwestorów na upewnienie się, czy interesująca nas spółka biotechnologiczna jest przygotowana do takich rozmów i ma kompetencje również w takim zakresie. Tutaj ważne będzie zarówno doświadczenie kadry menedżerskiej (np. z wcześniejszych komercjalizacji w tej lub innej spółce) jak i wsparcie profesjonalnych spółek doradczych, umiejętność „wkręcenia” się na rozmowy i poznanie ludzi z Big Pharma w trakcie konferencji czy też w końcu przygotowanie profesjonalnego Data Room. Co z tego, że spółka będzie posiadać znakomitą kadrę badawczą, super produkt, jeśli nie będzie w stanie ukazać jego zalet i w pełni profesjonalnie wynegocjować odpowiedniej ceny? Ważne jest też, aby zarząd spółki biotechnologicznej był świadomy posiadania tzw. BATNA, czyli Best Alternative To a Negotiated Agreement. Chodzi tutaj nie tylko o świadomość, ale wręcz o posiadanie takiego alternatywnego planu na wypadek, jeżeli nie uda się podpisać umowy w konkretnym zaplanowanym okresie. Czy spółka dalej będzie próbowała sprzedać projekt na tym etapie, czy sama pójdzie w kolejny etap badań klinicznych, czy będzie miała finansowanie, etc? Tutaj mogę podać przykład Scope Fluidics, które już dwukrotnie zwracało się do akcjonariuszy z prośbą o wsparcie, aby posiadać gotówkę nie tylko na dalszy rozwój produktu PCR One pod kątem panelu SARS-COV-2, ale także aby zbić argument drugiej, potencjalnie zainteresowanej strony o braku pieniędzy w spółce i konieczności przetrwania. Pamiętajmy, że na końcu to jest biznes i często gra idzie o setki milionów dolarów.

Partneringowa teoria

Obecnie najbardziej popularnym sposobem komercjalizacji jest prowadzenie projektu przez spółkę biotechnologiczną do pewnego etapu rozwoju, a potem podpisanie umowy partneringowej z większą firmą biotechnologiczną (przykład umowy OncoArendi Therapeutics z Galapagos) czy firmą farmaceutyczną (dawna Selvita z Menarini Group). Najprościej rzecz ujmując, im bardziej zaawansowany jest projekt badawczy, tym większa jest jego potencjalna wartość komercyjna. Jest to oczywiście związane ze wzrostem prawdopodobieństwa, że z badań nad cząsteczką powstanie lek, który będzie skutecznie leczył ludzkie choroby.

Na początek przyjmijmy jedno zastrzeżenie – nie ma w zasadzie dwóch identycznych umów partneringowych. Użyteczne dane porównawcze występują rzadko i zazwyczaj nie będą dla nas jako inwestorów indywidualnych dostępne. Krytyczne i ważne informacje zazwyczaj są obwarowane klauzulami poufności. Tym niemniej można spróbować opisać główne założenia takiej umowy partneringowej.

biotechnologia,komercjalizacja,lek

Źródło: Opracowanie własne

Typowy kontrakt partneringowy można podzielić na 3 różne rodzaje płatności: tzw. upfront payment (płatne przy podpisaniu kontraktu lub krótko po), milestones payments (płatności za osiąganie poszczególnych etapów w procesie badania i rejestracji leku) oraz royalities (tantiemy zazwyczaj jako pewien procent od ceny sprzedaży leku na danym rynku już po wprowadzeniu do sprzedaży i osiąganie przychodów z tego tytułu). Jeśli ze wszystkich artykułów zapamiętacie tylko jedno zdanie, to wydaje mi się, że poniższe będzie tym najważniejszym. Wycenę spółki chwilowo robi „BIODOLAR”, ale pewna jest tylko płatność upfront.

Płatność początkową (upfront) można traktować jako wynagrodzenie za dotychczas poniesione koszty i ryzyko, a także jako zwrot na zainwestowanym kapitale. Niektórzy określają je nawet mianem wpisowego, który musi wpłacić kupujący i muszę przyznać, że przemawia do mnie to określenie. Oczywiście, kwota upfront będzie różna w różnych transakcjach, a głównie zależy to od siły przetargowej kupującego oraz sprzedającego, którymi w danym momencie dysponują. W zasadzie przyjęło się, że płatność początkowa powinna być wypłacona w momencie podpisania umowy lub niedługo później (do 30 dni). Można jednak również spotkać się z umowami, gdzie jest ona rozłożona na kilka miesięcy lub nawet lat. Co ważne jednak w takim wypadku zobowiązanie do wypłaty jest stałe i nie podlega anulacji i nie jest zależne od osiągniętych lub nie postępów w kolejnych fazach prac badawczych.

Zawarcie, zwłaszcza pierwszej, umowy partneringowej i otrzymanie płatności jest niezwykle ważnym wydarzeniem w historii spółki biotechnologicznej. Tak samo ważnym jest ono oczywiście dla inwestorów. Umowa stanowi potwierdzenie, że kierunek prac obrany wcześniej był słuszny i został doceniony przez zewnętrznego partnera biznesowego dysponującego przecież zazwyczaj zarówno sporo większymi możliwościami kapitałowymi jak i doświadczeniem w przemyśle farmaceutycznym. Oczywiście otrzymanie płatności z góry stanowi także ważny sygnał dla inwestorów, że umowa partnerignowa jest wysokiej jakości, a komercjalizacja jest wybierana z pozycji równoważnej, a nie słabości czy tzw. ostatniej szansy.

Co ważne, zazwyczaj prace w dalszych etapach rozwoju leku (badawczo-rozwojowe a później produkcyjne) są już kontynuowane i opłacane przez kupującego. Oznacza to również, że ryzyko niepowodzenia projektu w kolejnych fazach de facto przechodzi na kupującego. Oczywiście strona sprzedająca jest wciąż zainteresowana sukcesem projektu, ponieważ liczy na kolejne płatności czy tantiemy. Jednak główne zaangażowanie kapitałowe i ludzkie będzie po stronie spółki, która przejęła prawa do projektu. Można sobie wyobrazić również inne scenariusze i rozwiązania jak np. współponoszenie kosztów przez obydwu partnerów umowy, zapewnienie wsparcia przez sprzedającego przez określoną w czasie i ludziach (FTE) wartość jak i też typowe wynajmowanie ad hoc pracowników sprzedającego do pewnych czynności przy tym projekcie na zasadach totalnie komercyjnych. W każdym razie zapisy takie nie tyko powinny pojawić się w umowie, ale również być zakomunikowane w pewnej ogólnej formie inwestorom, ponieważ mogą one potencjalnie wpływać na wycenę dealu, a co za tym idzie, danej spółki.

Jak zobaczymy później, płatność upfront, choć miła i bardzo uwiarygadniająca, nie stanowi zazwyczaj przy umowach partneringowych na cząsteczki leków, istotnej kwoty całego dealu. Dlatego też bardzo ważne są tzw. płatności za osiągania kamieni milowych (milestones) w danym projekcie. Najczęściej kamienie milowe dzielone są na 3 rodzaje:

  • Development milestones (kamienie milowe rozwojowe) – np. identyfikacja kandydata klinicznego, przejście leku do każdej kolejnej fazy badań klinicznych i/lub jej zakończenie z sukcesem. Tutaj jak i w kolejnych krokach milowych ważne jest aby pamiętać, że płatności te są powiązane z ryzykiem niepowodzenia projektu. Musimy się liczyć również z sytuacją, w której spółka podpisze umowę partnerignową, dostanie upfront payment, a w kolejnym etapie cząsteczka nie przejdzie testów. W takim scenariuszu nie będzie żadnej dodatkowej płatności, a projekt zostanie zamknięty. W większości umów płatności za osiąganie konkretnych kamieni milowych są bezzwrotne – czyli osiągnięto konkretny cel i etap to płatność nie może być anulowana a kupujący nie może żądać zwrotu. W konkretnych przypadkach (np. Mabion i CD20) może to być jednak inaczej uregulowane i warto o takim ryzyku pamiętać.
  • Regulatory milestones (kamienie milowe regulacyjne) – np. złożenie wniosku o rejestrację leku (IND lub NDA) czy rejestracja leku na poszczególnych rynkach bądź osiągnięcie określonego poziomu rocznej sprzedaży.
  • Commercial milestones (kamienie milowe komercyjne) – płatności za np. rozpoczęcie sprzedaży na określonym rynku (USA, Europa, Japonia Australia lub inne) czy też osiągnięcie/przekroczenie określonego poziomu rocznej sprzedaży. W tym drugim wypadku należy pamiętać, że taki kamień jest niezależny od wpływów z tytułu tantiem, o których jeszcze będę pisał.

W tym momencie chciałbym wskazać na pewne ryzyko w kalkulacjach przyszłych płatności, które mam wrażenie, jest pomijane zupełnie przez sporą część inwestorów. Cząsteczki/kandydaci na lek, które podlegają umowie partneringowej najczęściej wykazują potencjalne działania w stosunku do więcej niż jednego celu terapeutycznego. Często, ze względów finansowych, operacyjnych oraz ryzyka, prace nad jednym wskazaniem terapeutycznym przebiegają szybciej niż nad innymi i to właśnie te rezultaty są podstawą do umowy komercjalizacji. Bardzo często w takiej umowie jednak zawiera się prawa do wszystkich wskazań danej cząsteczki. Co to oznacza w praktyce? Najprościej rzecz ujmując to, że uzyskanie maksymalnej wartości płatności (biodollar value) będzie w takim wypadku uwarunkowane sukcesem nie tylko w tym najbardziej obiecującym wskazaniu, ale również w innych nad którymi toczone były/są i będą prace. Czyli po prostu kamienie milowe mogą być podzielone na dwie lub np. trzy części w zależności od tego, ile potencjalnych wskazań terapeutycznych odnosi się do danej cząsteczki. To zaś oznacza, że wartości poszczególnych kamieni milowych mogą być po pierwsze mniejsze, a po drugie jeszcze bardziej rozłożone w czasie. Do tego tematu powrócę jeszcze w trakcie konkretnych przykładów w następnych artykułach.

Jeśli uda się zatwierdzić lek i wprowadzić go do sprzedaży, to czeka nas wisienka na torcie, czyli tzw. tantiemy (royalities). Są one płatne w przypadku wprowadzenia leku do sprzedaży i liczone jako procent rocznej sprzedaży netto. W tym wypadku można powiedzieć, że w praktyce mamy pewność co do przychodów, o ile znajdujemy się już w momencie wprowadzenia leku do sprzedaży na dany rynku. Oczywiście jest tutaj wyzwanie z określeniem realnej sprzedaży na danym rynku w tym i w kolejnych okresach, ale jednak lek jest zatwierdzony i dopuszczony do sprzedaży. Sama procentowa wartość tantiem zazwyczaj zawiera się w przedziale od jedno do niskiego dwucyfrowego. W tym ostatnim wypadku należy założyć, że mogą to być wartości kilkunastu procentowe. Stawka ta zwykle rośnie wraz ze wzrostem wartości sprzedaży danego leku. W praktyce często wiąże się to z zapisami w umowie, gdzie ustalona jest podstawowa stawka tantiem, która będzie odnosić się do rocznej (ewentualnie skumulowanej) sprzedaży produktu do określonego poziomu sprzedaży. Po przekroczeniu tego poziomu wchodzi w życie wyższa stawka opłaty, która będzie obowiązywać do czasu przekroczenia drugiego progu sprzedaży, po czym będzie obowiązywała jeszcze wyższa stawka, etc. Oczywiście zasada ta nie dąży do nieskończoności i w pewnym momencie pojawia się maksymalny procentowy pułap od sprzedaży.

Podsumowując, umowę partneringową warto zapamiętać jako poniższe równanie

Źródło: Opracowanie własne

Spółki podają wartość transakcji jako tzw. „biodollar”, która składa się z pewnej płatności upfront oraz możliwych (aczkolwiek biorąc prawdopodobieństwo pod uwagę – często mocno niepewnych) płatności za osiąganie kolejnych etapów. Oczywistym jest, że mały biotech wolałby zdecydowanie większą kwotę gotówki upfront, podczas gdy kupująca cząsteczkę firma farmaceutyczna chciałaby płacić tylko wtedy, gdy ma pewność, że projekt się powiedzie – czyli przerzucić opłaty na jak późniejsze kamienie milowe. Koniec końców muszą się gdzieś spotkać, niekoniecznie pośrodku swoich oczekiwań. Tym niemniej jeśli finalnie projekt skończy się sukcesem i lek będzie sprzedawany, to dochodzą do tego tantiemy, które mogą sięgać nawet kilkunastu procent od wartości sprzedaży leku. A inwestor, który zainwestował w taką spółkę na początku projektu i wytrwał z tą inwestycją aż do tantiem zapewne będzie w stanie zakupić sobie posiadłość na zdjęciu i odpoczywać tam nie przejmując się już pracą. Jeśli polska spółka biotechnologiczna odniesie prawdziwy sukces (czyt. jej cząsteczka wejdzie do sprzedaży), to biorąc pod uwagę sumy biodollar oraz tantiem można oczekiwać, że stanie się nie tylko dolarowym jednorożcem, ale również spółką, która będzie miała istotne znaczenie w prestiżowym (podobno) indeksie WIG20.

Na koniec tej części raz jeszcze przypomnę, że w zasadzie każda umowa może wyglądać inaczej jak i sposób komercjalizacji. Można wyobrazić sobie udzielenie tylko licencji na niektóre kraje (przykład to Mabion dla CD20 i umowa z Mylanem na wyłączność w krajach UE i krajach bałkańskich), kapitałowe wejście podmiotu kupującego do sprzedającego, udział w zyskach, dodatkowe opłaty marketingowe czy też szereg innych pomysłów. W każdym razie jeśli spółka ogłosi zawarcie umowy partneringowej to gorąco zachęcam do wnikliwego przestudiowania komunikatu (raportu bieżącego) oraz o podjęcie próby dopytania się zarządu o dręczące państwa kwestie. W większości wypadków zarząd zapewne zasłoni się tajemnicą, ale inwestorzy przynajmniej powinni mieć jasność w zakresie tego czy płatność upfront jest bezzwrotna, jakich regionów świata dotyczy przekazanie praw, kto ponosi dalsze koszty prowadzenia badań, czy i w jakim przedziale (ogólne sformułowanie) będą płatne tantiemy jeśli lek wejdzie do sprzedaży. Pamiętać należy także o tym czy przekazanie praw dotyczy konkretnie danej cząsteczki w jednym czy więcej schorzeniach (celach terapeutycznych) czy wręcz może całej grupy cząsteczek.

Partneringowe dane

Skoro znamy już teorię to przejdźmy teraz do danych statystycznych na temat transakcji partneringowych. Warto pamiętać o tym, że dane statystyczne są tylko pewnym przybliżeniem i mogą być one różnie interpretowane. Zachęcam zresztą do poszukiwania danych na własną rękę. Proszę spojrzeć na poniższe przykładowe slajdy związane z pewnymi rynkowymi danymi na temat wartości zawieranych transakcji partneringowych.

Kliknij aby powiększyć. Źródło: Raport DM Vestor 03/2018

W zależności od rodzaju leku czy terapii (leki chemiczne, biologiczne, leki sieroce, leki onkologiczne, first in class, etc.) statystyka może być istotnie różna. Jeśli chodzi o umowy partneringowe to na powyższym slajdzie widać podział według obszarów terapeutycznych oraz średnie wartości upfront payment i biodollar value. Średnia wartość kontraktu partneringowego (biodollar value) z 2017 roku przekroczyła 0,5 mld dolarów, z kolei średnia wartość opłaty początkowej (upfront payment) za projekt w I fazie badań klinicznych wyniosła ponad 90 mln dolarów i ok. 120 mln w trzeciej fazie. Niewątpliwie na pierwszy rzut oka widać, że onkologia jest liderem wśród takich transakcji więc jej przyjrzę się trochę bliżej. W obszarze onkologii często transakcje dotyczące celów terapeutycznych związanych z immunoterapią odznaczają się wysokimi płatnościami. Proszę spojrzeć na tabele na samym dole powyższego wykresu. Wartości płatności upfront w drugiej (250 mln USD) czy trzeciej (825 mln USD) fazie badań klinicznych po prostu zadziwiają swoimi wysokimi wartościami.

Ja jednak znów trochę stonuję emocje oraz nadzieje i brutalnie przypomnę o statystyce. Proszę wrócić do mojego poprzedniego artykułu, gdzie omawiałem statystyczne prawdopodobieństwo tego, że uda się zakończyć z sukcesem projekt, w tym też badania onkologiczne. Zazwyczaj prawdopodobieństwo sukcesu w onkologii było najniższe wśród wszystkich rodzajów chorób. A przecież dobrze wiemy, że nowotwory to jedno z najpoważniejszych wyzwań stojących przed obecną medycyną. Skoro tak trudno wynaleźć skuteczny lek onkologiczny stąd też nic dziwnego, że wartości transakcyjne mogą być bardzo wysokie. Dodatkowo warto zauważyć, że ilości transakcji zawieranych w immunoonkologii w tych dwóch fazach nie była specjalnie znacząca.

Proszę spojrzeć na kolejne dane, które tym razem zawierają średnią i medianą płatności początkowych w immunoonkologii.

Źródło: IQVIA Pharma Deals

Na początek mała powtórka ze statystyki. W powyższym wypadku średnią (mean) będzie suma wartości płatności początkowych podzieloną przez liczbę takich transakcji. Z kolei mediana (median) to wartość środkowa, która dzieli zbiór danych (w tym wypadku wartości płatności początkowych) na dwie części – jedna połowa zawiera wartości niższe od mediany a druga wyższe. Przewagą mediany jest większa odporność na wartości które mocno odstają w zbiorze, czyli np. są bardzo wysokie. Dobrym przykładem jest różnica w Polsce pomiędzy średnią płacą a medianą, która w 2018 roku wynosiła ok. 1.000 zł, czyli kilkanaście procent. Wyższa wartość średniej niż mediany oznacza w takim wypadku, że są Polacy, którzy zarabiają bardzo dużo co podnosi średnią. Podobnie zresztą jest jaki widać na powyższym wykresie, gdzie mediany są istotnie niższe niż średnie.

Fot. Pure Biologics

Na kolejnym slajdzie widzicie państwo transakcje referencyjne zaprezentowane przez spółkę Pure Biologics w jej prospekcie emisyjnym z końcówki 2020 roku. Spółka podaje te transakcje wraz z płatnością upfront oraz kolejnymi możliwymi do otrzymania płatnościami (milestones). To na co chciałbym zwrócić uwagę to rozpiętość tych wszystkich wartości. Minimalna płatność opłaty wstępnej to 5 mln USD, natomiast maksymalna w tym zestawieniu osiąga aż 150 mln USD. Z kolei gdy policzymy średnią i medianę to otrzymujemy odpowiednio 46 i 29 mln USD, czyli również zauważyć można spory rozrzut. Warto o tym pamiętać, a także dokładnie sprawdzić czy transakcje referencyjne są rzeczywiście referencyjnymi w kontekście podobieństwa stanu zaawansowania prac nad cząsteczką, podobnego celu terapeutycznego. Od siebie dodam, że warto również spróbować poszukać innych transakcji referencyjnych, aby upewnić się, że spółka nie pokazuje tylko tych transakcji, które wypadają dla niej wybitnie korzystnie. Tutaj na pierwszy rzut oka nie jest z tym źle ponieważ można zauważyć w zestawieniu również wartości kilkumilionowe, a nie są one przecież tak atrakcyjne jak płatności początkowe opierające na duże kilkadziesiąt lub nawet więcej milinów dolarów.

Upfront to fakt – Biodollar być może złudzenie

Zapewne zauważyliście Państwo, że cała seria artykułów o biotechach jest w dużej mierze nakierunkowana na pokazanie ryzyk, z których świadomy inwestor powinien zdawać sobie sprawę inwestując w ten segment gospodarki. W tym miejscu kolejny raz podkreślę niepewność otrzymania kwot wynikających z płatności milowych. Osobiście nie posunąłbym się tak daleko jak Damian Garde, który w swoim artykule stwierdził, że „reszta transakcji to coś, co w branży jest znane jako „biobucksy” – podobne do kuponów na loterię, które wypłacane są, gdy eksperymentalny lek osiąga różne etapy na drodze do komercjalizacji”. W moim odczuciu prawdopodobieństwo w biotechnologii jest jednak wyższe niż prawdopodobieństwo wygrania losu na loterii. Niewątpliwie warto zapoznać się z tym artykułem i pamiętać o tym, że firmy biotechnologiczne również walczą u uwagę inwestorów. Miejmy świadomość, że spółki potrzebują bardzo dużo kapitału na badania, które trwają wiele lat. Prawdziwą dojną krową zaczną być dopiero wtedy, gdy będą zarabiać na sprzedaży leku na istotnych rynkach. Tak więc ogłoszenie transakcji, której wartość wyrażona jest w setkach milionów złotych czy nawet miliardzie jest niewątpliwie czymś co przyciąga uwagę inwestorów i może być w stanie podbić znacząco wycenę spółki. Wyższa wycena spółki to zaś możliwość pozyskania większego kapitału od inwestorów lub też mniejszego rozwodnienia dotychczasowych akcjonariuszy. Wysokie wartości tzw. biodollar również zwiększają prawdopodobieństwo zawarcia kolejnej umowy na wysokie wartości, gdy spółka następnym razem będzie szukać drugiej strony do umowy partneringowej.

Zbliżając się do końca tego artykułu chciałbym zwrócić Państwa uwagę na nagłówki, które pojawiły się w prasie i mediach internetowych w listopadzie 2020 roku, po podpisaniu największej w historii umowy partneringowej przez polską firmą biotechnologiczną.

Nagłówki, które pojawiły się w prasie i mediach internetowych w listopadzie 2020 roku.

Jak widać powyżej, większość tytułów artykułów akcentuje bardzo wysoką wartość umowy wynikającą z omówionej przeze mnie wartości „biodollar”. Jeśli przebrnęliście państwo przez ten i poprzednie artykuły to wiecie, że jest to oczywiście prawda, ale jednak niepełna. Po prostu istnieje całkiem zauważalne prawdopodobieństwo, że nie wszystkie kolejne płatności się zrealizują. Jednak mniej uważny czytelnik i/lub inwestor opierający się na nagłówkach odniesie wrażenie, że właśnie spółka zarobiła ponad miliard złotych. Oczywiście sukces OncoArendi Therapeutics jest niepodważalny i jest to wręcz swoisty kamień milowy w rozwoju całej polskiej biotechnologii. Zwracam jednak uwagę, że w obliczu silnej konkurencji mediów i walki na tzw. czołówki, inwestor (zwłaszcza inwestujący długoterminowo i chcący się związać ze spółką na lata) powinien jednak, w moim odczuciu, czytać coś więcej niż tylko nagłówki. A tak naprawdę należałoby po prostu samemu zapoznać się z raportem bieżącym spółki i poszukać opinii w wiarygodnych źródłach branżowych czy analitycznych.

W tym artykule przedstawiłem szczegóły komercjalizacji projektów biotechnologicznych poprzez umowę partneringową. Chciałbym raz jeszcze podkreślić specyficzność każdej z takich umów. Mogą się one charakteryzować zupełnie różnymi parametrami zarówno w zakresie podziału kosztów, zysków jaki i procentowych wartości np. kamieni milowych. W kolejnym artykule postaram się przedstawić takie umowy partneringowe na przykładach z rodzimego rynku. Podejmę się również próby szacunku poszczególnych kamieni milowych. To właśnie ich podział w wartości i w czasie często ma istotny wpływ na końcową wycenę danego projektu czy wręcz spółki biotechnologicznej.

Zobacz także:
>> Biotechnologia na giełdzie. Czy drobni inwestorzy mają tu szansę na wielkie zyski?
>> Biotechnologia na giełdzie. Jak giełdowe spółki zarabiają na lekach i patentach
>> Biotechnologia na giełdzie. Rozwój leku i prawdopodobieństwo sukcesu
>> Wskaźniki i wyceny spółek biotechnologicznych na GPW
>> Wskaźniki i wyceny giełdowych producentów leków

StockWatch.pl

StockWatch.pl wspiera inwestorów indywidualnych dostarczając m.in:

- analizy raportów finansowych i prospektów emisyjnych spółek przygotowywane przez zawodowych, niezależnych finansistów,

- moderowane forum użytkowników wolne od chamstwa i naganiania,

- aktualne i zweryfikowane przez pracownika dane finansowe spółek,

- narzędzia analizy fundamentalnej i technicznej.

>> Sprawdź z czego możesz korzystać za darmo i co oferujemy w Strefie Premium

NA PODOBNY TEMAT (o Mabion, OncoArendi, Pure, RYVU)



Współpraca
Biuro Maklerskie Alior Bank Bossa tradingview PayU Szukam-Inwestora.com Capital PR